czwartek, 4 grudnia 2014

To są ich słabości

Ktoś częstuje Cię słodyczami. Grzecznie dziękujesz. Jeśli dowie się, że jesteś na diecie usłyszysz, że „raz kiedyś można sobie pozwolić”. To nie jest Twoja słabość. Ty odmówiłeś.

Wychodzisz pobiegać w mroźny wieczór. „Zmarzniesz. Rozchorujesz się” – woła ktoś znajomy spotkany na klatce schodowej. Jednak to on ze swoim słabym charakterem nie wychodzi razem z Tobą.

Lubisz mieć wiedzę. Nauka Cię fascynuje. Ktoś powie, że i tak nic z tego nie będziesz mieć. Nazwie kujonem. Ale czy to Twoja słabość, że zamiast serialu wybierasz książkę?

Komentarze ludzi na temat Twojego dążenia do wymarzonego celu tak często odsłaniają ich własne słabości. Nie mówisz, że masz ochotę na słodycze, ale ktoś sugeruje, że sobie ich odmawiasz i… namawia. Tylko ten, kto nie ma na tyle samozaparcia co Ty uważa, że mroźny dzień nie jest odpowiedni na trening. Ten sam, który na uczelni nazywa Cię kujonem, idzie do domu i daje karę swojemu dziecku za to, że przyniosło do domu słabą ocenę.

Nie wierz w to, że kogoś takiego interesuje Twój sukces. I że w słowach, które mówi faktycznie zawarta jest troska o Twoje potrzeby, Twoje zdrowie, Twój czas. Takich ludzi w Twoim świecie jest niewielu. Wsłuchaj się w to, co mówią, gdy widzą Twoje starania. Dowiesz się wtedy, kto jest na tyle oddanym Ci człowiekiem, by nie udzielać Ci takich „dobrych rad”.


Mglisto, ale pięknie. Aż chce się biec. A choć biega się często, to nieczęsto się chęć zdarza ;)
Choć już jest grudzień, to być musi. Tak bardzo listopadowe.

18 komentarzy:

  1. W pewnym sensie rozumiem co chcesz przekazać, choć trochę rozumiem np. dociąganie ludzi od biegania na mrozie. Można na to spojrzeć z dwóch stron. Jako dążenie do celu albo odciąganie kogoś w celu uniknięcia choroby. Sama przestałam biegać w zeszłym roku gdy zrobiło się zimno, bo uznałam,że to jest bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieganie zimą musi być podparte wiedzą w jaki sposób to robić. Więc zastanawia mnie dlaczego uznałaś, że w Twoim przypadku to bez sensu. :)

      Ludzie, którzy nie trenują, również chorują - nawet latem. Bieganie zimą wzmacnia organizm, hartuje go. Jeśli potrafi się podczas treningu prawidłowo oddychać i jest się odpowiednio ubranym, trening nie będzie przyczyną choroby. Oczywiście jeśli trenujemy od jakiegoś czasu i nie jest to nasz pierwszy trening w chwili, gdy na dworze jest -5 stopni. Trening w zimę musi trwać krótszy czas, ale nie trzeba z niego rezygnować.

      Jest mróz od kilku dni, a ja mijam zaprawionych w boju biegaczy w parku bez względu na porę dnia. Jak mawiają: nie ma słabej pogody - są tylko słabe charaktery. To tak samo jak powiedzieć dzieciom, żeby zimą nie wychodziły na sanki, bo się spocą wchodząc pod górkę i przewieje ich kiedy będą zjeżdżać. :) To, że ktoś ma słabą odporność nie oznacza, że tak jest w przypadku większości. Większość trenujących choruje bardzo rzadko. Zimą płuca pracują inaczej i to wtedy najlepiej wyrabia się forma. Nie wyobrażam sobie jak tak nagle przestać trenować przez 3-4 miesiące "bo jest zimno". Można na bieżni, ale trzeba wtedy kupić karnet na siłownię albo sobie tę bieżnię kupić... Biegając codziennie lub co drugi dzień wyjdzie dość drogo, więc to nie dla każdego. ;)

      Usuń
  2. Zgadzam się kropka w kropkę z każdym zdaniem ;)!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeważnie jestem po stronie tych, którzy "dobrze radzą" bo sami nie maja samozaparcia :D Chyba, że chodzi o coś, co sama kocham i potrafię zrobić, np. nigdy nikogo nie zniechęcałam do gry na gitarze! A do jedzenia słodyczy zachęcałam często i przewrotnie. Ale też miałąm swoje powody zcasami- np. osoba, która siedzi, gapi sie na mojego pączka i jęczy, że nie może jeeść, bo będzie gruuuba... A ma nóżki jak zapałki i jest szczuplutka jak śmierć. Nie. Ona jest gruba i ja mam znosić jej schizy dlatego, że odważam się jeść. My, źli ludzie, też mamy swoje powody, żeby się tak zachowywać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chodzi o wtrącanie się i niepozwalanie innym na życie po swojemu w momencie, gdy ktoś po cichu realizuje siebie. Sama nie lubię kiedy mi ktoś o prawidłowej wadze truje, że jest gruby. Zawsze odpowiadam, że "nie widziałam cię bez ubrań i może faktycznie masz za dużo tluszczu". Miny są bezcenne, bo one spodziewają się zapewnień, że nie są grube. Mnie chodzi o nieproszone rady i komentarze. Wręcz o wtrącanie się w nasz styl życia kiedy się o tym nie trąbi. :)

      Usuń
  4. Spotkałam na swojej drodze wiele ludzi typu 'ciocia dobra rada' i mało która osoba mówiła coś z troską o mnie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne zdjęcie!
    Nie dalej niż w czwartek ktoś chciał mnie przekonać, że wcale nie muszę wydawać tyle pieniędzy na książki i filmy. Dyskusja się wywiązała dość burzliwa. Koniec końców, sam kupił książkę i wybrał film na wieczór, w którym wpadnie na zieloną herbatę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu skojarzyła mi się jedna z sokratesowych metod rozmawiania. ;) Gratuluję. ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam te "dobre rady" i głupie teksty, mam ochotę taką osobę zwyczajnie, beztrosko palnąć w łeb ;p
    Oj to na mnie poczekasz, będę dopiero w styczniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak wróciłam szybciej, kilka dni i wsiąknę w blogowanie ;)

      Usuń
  7. tęskniłam za Tobą! ♥ bardzo mądrze napisane. a ludzie mają i zawsze mieli mnóstwo słabości, niestety niekorzystnie zestawionych z potrzebą bycia docenionym i podbicia poczucia własnej wartości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło to czytać. :)
      Cieszy mnie, że jednak nie napisałam tego posta tak nieprzejrzyście, jak mi się zaczęło powoli wydawać i idealnie zinterpretowałaś moje słowa. :)

      Usuń
  8. Dobry tekst. "Dobre rady" najczęściej trzeba po prostu wyrzucać z automatu do kosza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tacy są ludzie, mam nadzieję jednak że z czasem im to przminie ;p
    zapraszam do mnie ; http://aleksandra-wrobel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy są tacy. Jednak pewna grupa - owszem.

      Usuń
  10. Niestety, to co piszesz jest prawdą. Niektórzy czekają, aż popełni się jakiś błąd, nie dzielą radości z sukcesów innych. Na szczęście są też osoby, na które można liczyć, które cieszą się z Twoich sukcesów. Podoba mi się, jak dana osoba ma jakiś cel i dąży do niego, ma w sobie tyle samozaparcia, że realizuje swoje pasje, nie zniechęca się, uparcie dąży do tego, by coś osiągnąć.

    Dawno tutaj nie byłam, mam wiele do nadrobienia na Twoim blogu! :*

    OdpowiedzUsuń
  11. ja mam dobre rady w specjalnym miejscu - tyłku :D

    OdpowiedzUsuń