Jak wcześniej wspominałam, sylwester był spokojny,
ale dzisiejszej nocy wszystko sobie odbiłam. W zasadzie na oficjalnym balu
byłam po raz pierwszy, bo nie liczę studniówki. Zresztą, gdybym miała porównać:
dzisiejsze wydarzenie było o wiele bardziej ekscytujące: piękny hotel, w którym
bal miał miejsce, bardzo dobra kapela, zaplanowany kreatywny program
artystyczny, pyszne jedzenie i dobre towarzystwo. Czego chcieć więcej? Może w
przyszłym roku uda się to powtórzyć – byłoby miło. Jedna tylko refleksja: czy
naprawdę niektórzy nie potrafią uzmysłowić sobie, że takie wydarzenie nie jest
miejscem na publiczne roztrząsanie rodzinnych problemów oraz na robienie scen?
Miło byłoby także, gdyby każdy potrafił utrzymać fason, ale w sumie chyba statystyczny
Polak umiaru nie zna. Są ludzie, którzy wypiją sporo, a jednak nie mają
problemu z tym, aby zachowywać się kulturalnie. Inni przechylą zaledwie parę
kieliszków i to wystarczy, aby wstąpiła w nich zupełnie inna osobowość. Na szczęście
to tylko obserwacje i nic z tych rzeczy nie wpłynęło na jakość mojej zabawy. Jak dla mnie - było cudownie.
________________________________
Baw się, kiedy tylko możesz!
Jeśli chcesz,
polub na Facebooku
fajnie, że miło spędziłaś czas :)
OdpowiedzUsuńzapraszam.
Miałaś piękną kreację :)
OdpowiedzUsuńAleż piękna księżniczka na tym balu!! :)
OdpowiedzUsuńFajnie, że bawiłaś się przednio i statystyczny pijący polak nie popsuł Ci zabawy. Trochę to smutne, trochę śmieszne, że gdzie się nie ruszymy to znajdzie się ktoś kto pogłębia i utrwala nasz stereotyp polakaburaka. Przypomniałam sobie, że jak w wakacje byliśmy na Węgrzech na basenach termalnych gdzie alkohol można było normalnie spożywać na terenie basenów nawaleni, wrzeszczący i żenująco imprezujący byli niestety tylko moi rodacy :/
Szczęścia w Nowym Roku kochana! Niech los Cię nie oszczędza w swoich szczęściach i radościach. Niech Wam się wiedzie!
Dziękuję! :*
UsuńNajgorsze jest to, że przecież każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego czy traci po alkoholu kontrolę nad sobą czy nie i po prostu zapobiegać takim sytuacjom. Ale niestety...
Tobie życzę tego samego!
Niektórzy ludzie nie znają umiaru. Ale najważniejsze, że Ty się dobrze bawiłaś :)
OdpowiedzUsuńJa bym się bała iść na bal... Pierwsze skojarzenia: zadęcie i sztywność. Na Twoim przykładzie widać, że wcale tak być nie musi :)
OdpowiedzUsuńKiedyś podobnie wyobrażałam sobie bal - długie suknie, orkiestra... Tutaj zaś wiedziałam, że to będzie bal z tych typowych, polskich. Dlatego jestem ubrana niestosownie do okazji. Prawdziwy bal (a także wesela i wszystkie inne uroczystości zaczynające się wieczorem) = długa do ziemi, wydekoltowana suknia. Dziś prawie nikt tej zasady nie uwzględnia i wszyscy przychodzą w stojach koktajlowych albo wizytowych, bo niby jak się bawić w długiej sukni do obecnych hitów muzycznych? Chciałabym pójść na bal z typowym zadęciem, gdzie nie grałby zespól, a orkietstra, ale u mnie w okolicy nie naktnęłam się na taką możliwość. To byłoby ciekawe doświadczenie. :)
UsuńOstatni i pierwszy mój bal to studniówka... Miałam nie iść, ale było cudownie. Imprezę w takim klimacie bym powtórzyła, ale bal z zadęciem to za wysokie progi na moje nogi :)
UsuńA wiesz, że dla mnie studniówka była po prostu... udana. Jak na tyle przygotowań, takie wielkie oczekiwanie i trąbienie zewsząd o tym poczułam się nawet odrobinę rozczarowana.
UsuńSzkoda. Ja przeżyłam mega pozytywne zaskoczenie. Zabalowałam jak nigdy przedtem ani potem :)
UsuńDla wielu studniówka była magiczna. Ale jak dla mnie, naprawdę średnia. Czasem lepiej bawiłam się na zwykłej dyskotece w klubie. :)
UsuńDyskotek nie lubię, kojarzą mi się z techno łupanką :P
UsuńA to zależy od klubu. Nie każde wesele jest discopolowe, nie każdy bal z pompą i nie każdy klub serwuje muzykę a'la mózgotrzep. Ale prawdą jest, że w moim miasteczku jest jeden i właśnie taki bardziej idący w techno. Fajna muzyka jest tak do około 1:00 w nocy, bo taka typowo radiowa - lekkie remixy. A potem już się nie da wytrzymać. Przynajmniej na trzeźwo - a trzeźwa jestem zawsze. :)
UsuńŁadna sukienka! ;)
OdpowiedzUsuńStatystyczny Polak zawsze musi pobalować z kieliszkiem, zaaawsze, bez względu na okazję. Trzeba się do tego przyzwyczaić chyba.
Jako zawsze trzeźwa jakoś nie potrafię. :)
UsuńŚlicznie wyglądałaś!
OdpowiedzUsuńTeż nigdy nie byłam na takim balu, wszystko przede mną :D
Najważniejsze, że się dobrze bawiłaś :)
OdpowiedzUsuńA ludzie jak to ludzie, co jeden to inny charakter.
Piękna sukienka :)
OdpowiedzUsuńTo był bal karnawałowy czy jakieś inne, szczególnego typu przyjęcie? :)
Bal karnawałowy. :)
UsuńJa jeszcze nigdy nie byłam na balu karnawałowym :/ Tylko w szkole, w gimnazjum :P
UsuńTo były czasy xD
Najlepsze bale karnawałowe u mnie były w klasach podstawowych 1-3. :D Potem wszyscy się u mnie jacyś tacy "dorośli" porobili i ani myśleli tańczyć na szkolnych dyskotekach. W gimnazjum to już w ogóle... Jako tako się rozruszali tylko na balu szóstych klas i balu gimnazjalistów.
UsuńKurcze, na tych zdjęciach wspaniale wyglądasz ;3 Jesteś za ładna ;p
OdpowiedzUsuńTo chyba zasługa tego tostera, którym zdjęcia zostały wykonane, ale dziękuję. ;)
UsuńTylko pozazdrościć :) Wspaniała sukienka :)
OdpowiedzUsuńTo fakt, było naprawdę świetnie. Nie spodziewałam się nawet...
UsuńW sylwestra byłam kierowcą, więc w sumie sobie pojeździłam, ale przynajmniej byłam na kilku imprezach :D. Ślicznie wyglądałaś!
OdpowiedzUsuńKilka imprez w sylwestra!? Ale fejm! ;)
UsuńDziękuję. :)
ważne że dobrze się bawiłaś! :) super sukienka! :)
OdpowiedzUsuńgorąca kąpiel i oczywiście - rozciąganie po każdym treningu! ^^
ja tego nie zrobiłam i miałam konsewekcje tego :D
Stosuję, średnio pomaga. Żeby nie powiedzieć "wcale". Pomaga na chwileczkę. :)
UsuńNigdy nie byłam na takim zorganizowanym sylwestrze ani żadnym balu karnawałowym, ale chciałabym się kiedyś wybrać. :-)
OdpowiedzUsuńJeśli będziesz miała okazję, naprawdę polecam. :)
UsuńUmiar. Szkoda, że nie można go ofiarować, każdy musi go poszukać w sobie :)
OdpowiedzUsuńbal.. cudowna sprawa. może i ja kiedyś doświadczę kiedyś czegoś takiego
OdpowiedzUsuńNigdy nie wiesz co przyniesie jutro. :)
UsuńWyglądasz na zdjęciu jak księżniczka! Aż nabrałam ochotę na zabawę - ja, która ostatnio nawet słyszeć o imprezach nie chciałam :)
OdpowiedzUsuńnie ładnie kraść :D :P
OdpowiedzUsuńmam duuużo takich melodii ^^
To Pestka z Dynią :)zabierały sobie nawzajem zabawkę, przeciągając pod drzwiami :)
OdpowiedzUsuńTrochę dziwne pytanie zadam i nie do końca związanego z notką: otóż, ile czasu się uczyłaś? tak ile godz. dziennie?
OdpowiedzUsuńPięknie wyglądasz na tych zdjęciach! Ja to nie byłam jeszcze na żadnym prócz tych w młodości dzieciaczka... bal przebierańców :D A studniówki nie zaliczam do balu..
Dziękuję. :*
UsuńJa zaliczam studniówkę do balu, bo było uroczyście, było nocą i u nas w szkole przesadnie na bogato w hotelu...
Zastanawiam się czego dokładnie dotyczy Twoje pytanie. Wciąż się uczę, bo jestem na studiach i nieraz zdarza się, że robię to po dwie trzy godziny dziennie przed sesją (nie wliczam w to pisania prac, robienia prezentacji), bo wykładowcy po prostu nie dają nam materiałów wcześniej - wszystko na ostatnią chwilę i nici z systematyczności, którą tak perfekcyjnie opanowałam w szkole średniej.
W szkole średniej uczyłam się tak codziennie po pół godziny, po godzince lub dwie w zależności od zadanego materiału. Nigdy więcej, bo robiłam to systematycznie - z wyprzedzeniem. Zawsze planowałam naukę tak, aby się wyrobić i miałam tym samym czas dla przyjaciół oraz na swoje hobby. Piątki i soboty były wole od nauki, czasem nawet dni przed samymi klasówkami, gdy nie było np. innej kartkówki czy sprawdzianu. Dzięki temu w ogóle nie odczułam nauki do matury (z wyjątkiem wałkowania matematyki) :) Czasem zdarzało mi się nawet po szkole uczyć przez godzinkę, a potem znikałam z domu i wracałam o 1:00, by rano o 8:00 stawić się w szkole na sprawdzianie. Dobra organizacja przede wszystkim. Jeśli się dodatkowo pozna swój rytm, kiedy się jest najwydajniejszym, to połowa sukcesu.
W gimnazjum było dużo nauki na hurra czyli całe popołudnie tuż przed sprawdzianem, bo mi się nie chciało. Naprawdę miałam wtedy niesamowity okres lenia...
W podstawówce nie uczyłam się wcale, bo całą wiedzę wyniosłam z domu albo tak szybko chłonęłam. Poza historią, na którą poświęcałam, jak pamiętam około trzy dni przed planowaną lekcją po godzince... Albo jak się zagapiłam to trzy godziny dzień przed. :D Opornie mi wchodziła. :D
Bo ja przez całe życie praktycznie w ogóle się nie uczyłam... Znaczy nie przypominam sobie dni, kiedy mi się to zdarzało. A marzy mi się nauczenie języka angielskiego... i chciałam się zmotywować, że jednak godzina dziennie może dużo zdziałać:) PS nie oznacza to, że mam z góry do dołu dopuszczające, nie wiem jakim cudem ale z niektórych przedmiotów naprawdę dobrze mi szło tak po prostu... :D
UsuńJa uczyłam się po to, aby mieć po prostu piątki albo z nielubianych przedmiotów chociaż czwórki. Najniższą średnią miałam w pierwszym semestrze w drugiej gimnazjum, kiedy nie uczyłam się wcale i miałam średnią 3.9. Doszłam do wniosku, że ta trójka mi się nie podoba i podciągnęłam się na koniec na 4.2 chyba. Nigdy nie miałam na świadectwie żadnej dwójki, a jedynie może jedną trójkę z fizyki. Zatem też miałam tak, że mogłam się nie uczyć, a i tak ogarniałam co się dzieje na lekcji. Jednak aby mieć piątkę bez nauki w gimnazjum czy w szkole średniej nie mogło się obyć. Aż tak chłonnego umysłu nie miałam.
UsuńJeśli chodzi o język, to ja się właśnie jego uczyłam najwięcej w szkole średniej, bo choć uczyłam się 9 lat niemieckiego, a angielskiego nigdy, to właśnie angielski musiałam zdawać na maturze. Ponoć z językiem jest tak, że warto się uczyć go codziennie nawet po dziesięć, piętnaście minut i efekt jest szybko dostrzegalny. Mnie na szczęście angielski szybko wchodził do głowy i potrafiłam nauczyć się 300 słówek w godzinkę. Tak polubiłam angielski, że znienawidzony niemiecki poszedł w niepamięć. Może i szkoda, ale tak naprawdę nigdy nie ogarniałam o co chodzi w tym języku.
Młoda, śliczna kobieto rewelacyjnie dobrałaś sukienkę! To prawda, wiele twarzy u niektórych można zobaczyć po alkoholu.
OdpowiedzUsuńW sylwestra miałam kieckę z tiulowym dołem, bo impreza była w stylu lat 80tych :D Od teraz kocham tiul, haha :D Ekstra wyglądałaś C:
OdpowiedzUsuńWyglądałaś fenomenalnie! :-* ekstra się ta sukienka zgrała z tym klimatem sali... gratuluję udanej zabawy! :-* a barany są wszędzie i zawsze musi znaleźć się ktoś to przychodzi na takie imprezy tylko na awanturę...
OdpowiedzUsuńCo do moich loczków...to w pełni zasługa prostownicy i lakieru ;D
Pozdrawiam,
Katherine Unique
Generalnie nie przepadam za takimi imprezami ... choć studniówkę wspominam z uśmiechem :)
OdpowiedzUsuńja też więcej imprezowałam po sylwestrze :D rewelacyjna kreacja! baw się dobrze w karnawale :)
OdpowiedzUsuńDobrze, że się wybawiłaś :) ja jeszcze nie miałam okazji pójść na zabawę karnawałową i chyba mieć nie będę:D
OdpowiedzUsuńświetnie wyglądasz ;)
OdpowiedzUsuńlinijkala.blogspot.com
Wyglądałaś jak księżniczka :)
OdpowiedzUsuńCóż, trzeba zachować tą lepszą część wspomnień.
OdpowiedzUsuńFantastycznie wyglądałaś!
I ja również bawiłam się po Sylwestrze!:D
OdpowiedzUsuńWyglądałaś super! :)
Przepiękna kreacja! :) Uwielbiam takie!
OdpowiedzUsuń