poniedziałek, 6 stycznia 2014

Karnawałowo...


Jak wcześniej wspominałam, sylwester był spokojny, ale dzisiejszej nocy wszystko sobie odbiłam. W zasadzie na oficjalnym balu byłam po raz pierwszy, bo nie liczę studniówki. Zresztą, gdybym miała porównać: dzisiejsze wydarzenie było o wiele bardziej ekscytujące: piękny hotel, w którym bal miał miejsce, bardzo dobra kapela, zaplanowany kreatywny program artystyczny, pyszne jedzenie i dobre towarzystwo. Czego chcieć więcej? Może w przyszłym roku uda się to powtórzyć – byłoby miło. Jedna tylko refleksja: czy naprawdę niektórzy nie potrafią uzmysłowić sobie, że takie wydarzenie nie jest miejscem na publiczne roztrząsanie rodzinnych problemów oraz na robienie scen? Miło byłoby także, gdyby każdy potrafił utrzymać fason, ale w sumie chyba statystyczny Polak umiaru nie zna. Są ludzie, którzy wypiją sporo, a jednak nie mają problemu z tym, aby zachowywać się kulturalnie. Inni przechylą zaledwie parę kieliszków i to wystarczy, aby wstąpiła w nich zupełnie inna osobowość. Na szczęście to tylko obserwacje i nic z tych rzeczy nie wpłynęło na jakość mojej zabawy. Jak dla mnie - było cudownie.




________________________________

Baw się, kiedy tylko możesz!

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

53 komentarze:

  1. fajnie, że miło spędziłaś czas :)

    zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ piękna księżniczka na tym balu!! :)
    Fajnie, że bawiłaś się przednio i statystyczny pijący polak nie popsuł Ci zabawy. Trochę to smutne, trochę śmieszne, że gdzie się nie ruszymy to znajdzie się ktoś kto pogłębia i utrwala nasz stereotyp polakaburaka. Przypomniałam sobie, że jak w wakacje byliśmy na Węgrzech na basenach termalnych gdzie alkohol można było normalnie spożywać na terenie basenów nawaleni, wrzeszczący i żenująco imprezujący byli niestety tylko moi rodacy :/

    Szczęścia w Nowym Roku kochana! Niech los Cię nie oszczędza w swoich szczęściach i radościach. Niech Wam się wiedzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Najgorsze jest to, że przecież każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego czy traci po alkoholu kontrolę nad sobą czy nie i po prostu zapobiegać takim sytuacjom. Ale niestety...

      Tobie życzę tego samego!

      Usuń
  3. Niektórzy ludzie nie znają umiaru. Ale najważniejsze, że Ty się dobrze bawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym się bała iść na bal... Pierwsze skojarzenia: zadęcie i sztywność. Na Twoim przykładzie widać, że wcale tak być nie musi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś podobnie wyobrażałam sobie bal - długie suknie, orkiestra... Tutaj zaś wiedziałam, że to będzie bal z tych typowych, polskich. Dlatego jestem ubrana niestosownie do okazji. Prawdziwy bal (a także wesela i wszystkie inne uroczystości zaczynające się wieczorem) = długa do ziemi, wydekoltowana suknia. Dziś prawie nikt tej zasady nie uwzględnia i wszyscy przychodzą w stojach koktajlowych albo wizytowych, bo niby jak się bawić w długiej sukni do obecnych hitów muzycznych? Chciałabym pójść na bal z typowym zadęciem, gdzie nie grałby zespól, a orkietstra, ale u mnie w okolicy nie naktnęłam się na taką możliwość. To byłoby ciekawe doświadczenie. :)

      Usuń
    2. Ostatni i pierwszy mój bal to studniówka... Miałam nie iść, ale było cudownie. Imprezę w takim klimacie bym powtórzyła, ale bal z zadęciem to za wysokie progi na moje nogi :)

      Usuń
    3. A wiesz, że dla mnie studniówka była po prostu... udana. Jak na tyle przygotowań, takie wielkie oczekiwanie i trąbienie zewsząd o tym poczułam się nawet odrobinę rozczarowana.

      Usuń
    4. Szkoda. Ja przeżyłam mega pozytywne zaskoczenie. Zabalowałam jak nigdy przedtem ani potem :)

      Usuń
    5. Dla wielu studniówka była magiczna. Ale jak dla mnie, naprawdę średnia. Czasem lepiej bawiłam się na zwykłej dyskotece w klubie. :)

      Usuń
    6. Dyskotek nie lubię, kojarzą mi się z techno łupanką :P

      Usuń
    7. A to zależy od klubu. Nie każde wesele jest discopolowe, nie każdy bal z pompą i nie każdy klub serwuje muzykę a'la mózgotrzep. Ale prawdą jest, że w moim miasteczku jest jeden i właśnie taki bardziej idący w techno. Fajna muzyka jest tak do około 1:00 w nocy, bo taka typowo radiowa - lekkie remixy. A potem już się nie da wytrzymać. Przynajmniej na trzeźwo - a trzeźwa jestem zawsze. :)

      Usuń
  5. Ładna sukienka! ;)
    Statystyczny Polak zawsze musi pobalować z kieliszkiem, zaaawsze, bez względu na okazję. Trzeba się do tego przyzwyczaić chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako zawsze trzeźwa jakoś nie potrafię. :)

      Usuń
  6. Ślicznie wyglądałaś!
    Też nigdy nie byłam na takim balu, wszystko przede mną :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że się dobrze bawiłaś :)
    A ludzie jak to ludzie, co jeden to inny charakter.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna sukienka :)
    To był bal karnawałowy czy jakieś inne, szczególnego typu przyjęcie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nigdy nie byłam na balu karnawałowym :/ Tylko w szkole, w gimnazjum :P
      To były czasy xD

      Usuń
    2. Najlepsze bale karnawałowe u mnie były w klasach podstawowych 1-3. :D Potem wszyscy się u mnie jacyś tacy "dorośli" porobili i ani myśleli tańczyć na szkolnych dyskotekach. W gimnazjum to już w ogóle... Jako tako się rozruszali tylko na balu szóstych klas i balu gimnazjalistów.

      Usuń
  9. Kurcze, na tych zdjęciach wspaniale wyglądasz ;3 Jesteś za ładna ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zasługa tego tostera, którym zdjęcia zostały wykonane, ale dziękuję. ;)

      Usuń
  10. Tylko pozazdrościć :) Wspaniała sukienka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, było naprawdę świetnie. Nie spodziewałam się nawet...

      Usuń
  11. W sylwestra byłam kierowcą, więc w sumie sobie pojeździłam, ale przynajmniej byłam na kilku imprezach :D. Ślicznie wyglądałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka imprez w sylwestra!? Ale fejm! ;)
      Dziękuję. :)

      Usuń
  12. ważne że dobrze się bawiłaś! :) super sukienka! :)

    gorąca kąpiel i oczywiście - rozciąganie po każdym treningu! ^^
    ja tego nie zrobiłam i miałam konsewekcje tego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosuję, średnio pomaga. Żeby nie powiedzieć "wcale". Pomaga na chwileczkę. :)

      Usuń
  13. Nigdy nie byłam na takim zorganizowanym sylwestrze ani żadnym balu karnawałowym, ale chciałabym się kiedyś wybrać. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli będziesz miała okazję, naprawdę polecam. :)

      Usuń
  14. Umiar. Szkoda, że nie można go ofiarować, każdy musi go poszukać w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. bal.. cudowna sprawa. może i ja kiedyś doświadczę kiedyś czegoś takiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie wiesz co przyniesie jutro. :)

      Usuń
  16. Wyglądasz na zdjęciu jak księżniczka! Aż nabrałam ochotę na zabawę - ja, która ostatnio nawet słyszeć o imprezach nie chciałam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. nie ładnie kraść :D :P

    mam duuużo takich melodii ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. To Pestka z Dynią :)zabierały sobie nawzajem zabawkę, przeciągając pod drzwiami :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Trochę dziwne pytanie zadam i nie do końca związanego z notką: otóż, ile czasu się uczyłaś? tak ile godz. dziennie?

    Pięknie wyglądasz na tych zdjęciach! Ja to nie byłam jeszcze na żadnym prócz tych w młodości dzieciaczka... bal przebierańców :D A studniówki nie zaliczam do balu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :*
      Ja zaliczam studniówkę do balu, bo było uroczyście, było nocą i u nas w szkole przesadnie na bogato w hotelu...

      Zastanawiam się czego dokładnie dotyczy Twoje pytanie. Wciąż się uczę, bo jestem na studiach i nieraz zdarza się, że robię to po dwie trzy godziny dziennie przed sesją (nie wliczam w to pisania prac, robienia prezentacji), bo wykładowcy po prostu nie dają nam materiałów wcześniej - wszystko na ostatnią chwilę i nici z systematyczności, którą tak perfekcyjnie opanowałam w szkole średniej.

      W szkole średniej uczyłam się tak codziennie po pół godziny, po godzince lub dwie w zależności od zadanego materiału. Nigdy więcej, bo robiłam to systematycznie - z wyprzedzeniem. Zawsze planowałam naukę tak, aby się wyrobić i miałam tym samym czas dla przyjaciół oraz na swoje hobby. Piątki i soboty były wole od nauki, czasem nawet dni przed samymi klasówkami, gdy nie było np. innej kartkówki czy sprawdzianu. Dzięki temu w ogóle nie odczułam nauki do matury (z wyjątkiem wałkowania matematyki) :) Czasem zdarzało mi się nawet po szkole uczyć przez godzinkę, a potem znikałam z domu i wracałam o 1:00, by rano o 8:00 stawić się w szkole na sprawdzianie. Dobra organizacja przede wszystkim. Jeśli się dodatkowo pozna swój rytm, kiedy się jest najwydajniejszym, to połowa sukcesu.

      W gimnazjum było dużo nauki na hurra czyli całe popołudnie tuż przed sprawdzianem, bo mi się nie chciało. Naprawdę miałam wtedy niesamowity okres lenia...

      W podstawówce nie uczyłam się wcale, bo całą wiedzę wyniosłam z domu albo tak szybko chłonęłam. Poza historią, na którą poświęcałam, jak pamiętam około trzy dni przed planowaną lekcją po godzince... Albo jak się zagapiłam to trzy godziny dzień przed. :D Opornie mi wchodziła. :D

      Usuń
    2. Bo ja przez całe życie praktycznie w ogóle się nie uczyłam... Znaczy nie przypominam sobie dni, kiedy mi się to zdarzało. A marzy mi się nauczenie języka angielskiego... i chciałam się zmotywować, że jednak godzina dziennie może dużo zdziałać:) PS nie oznacza to, że mam z góry do dołu dopuszczające, nie wiem jakim cudem ale z niektórych przedmiotów naprawdę dobrze mi szło tak po prostu... :D

      Usuń
    3. Ja uczyłam się po to, aby mieć po prostu piątki albo z nielubianych przedmiotów chociaż czwórki. Najniższą średnią miałam w pierwszym semestrze w drugiej gimnazjum, kiedy nie uczyłam się wcale i miałam średnią 3.9. Doszłam do wniosku, że ta trójka mi się nie podoba i podciągnęłam się na koniec na 4.2 chyba. Nigdy nie miałam na świadectwie żadnej dwójki, a jedynie może jedną trójkę z fizyki. Zatem też miałam tak, że mogłam się nie uczyć, a i tak ogarniałam co się dzieje na lekcji. Jednak aby mieć piątkę bez nauki w gimnazjum czy w szkole średniej nie mogło się obyć. Aż tak chłonnego umysłu nie miałam.

      Jeśli chodzi o język, to ja się właśnie jego uczyłam najwięcej w szkole średniej, bo choć uczyłam się 9 lat niemieckiego, a angielskiego nigdy, to właśnie angielski musiałam zdawać na maturze. Ponoć z językiem jest tak, że warto się uczyć go codziennie nawet po dziesięć, piętnaście minut i efekt jest szybko dostrzegalny. Mnie na szczęście angielski szybko wchodził do głowy i potrafiłam nauczyć się 300 słówek w godzinkę. Tak polubiłam angielski, że znienawidzony niemiecki poszedł w niepamięć. Może i szkoda, ale tak naprawdę nigdy nie ogarniałam o co chodzi w tym języku.

      Usuń
  20. Młoda, śliczna kobieto rewelacyjnie dobrałaś sukienkę! To prawda, wiele twarzy u niektórych można zobaczyć po alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  21. W sylwestra miałam kieckę z tiulowym dołem, bo impreza była w stylu lat 80tych :D Od teraz kocham tiul, haha :D Ekstra wyglądałaś C:

    OdpowiedzUsuń
  22. Wyglądałaś fenomenalnie! :-* ekstra się ta sukienka zgrała z tym klimatem sali... gratuluję udanej zabawy! :-* a barany są wszędzie i zawsze musi znaleźć się ktoś to przychodzi na takie imprezy tylko na awanturę...


    Co do moich loczków...to w pełni zasługa prostownicy i lakieru ;D


    Pozdrawiam,
    Katherine Unique


    OdpowiedzUsuń
  23. Generalnie nie przepadam za takimi imprezami ... choć studniówkę wspominam z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja też więcej imprezowałam po sylwestrze :D rewelacyjna kreacja! baw się dobrze w karnawale :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobrze, że się wybawiłaś :) ja jeszcze nie miałam okazji pójść na zabawę karnawałową i chyba mieć nie będę:D

    OdpowiedzUsuń
  26. świetnie wyglądasz ;)

    linijkala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Wyglądałaś jak księżniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Cóż, trzeba zachować tą lepszą część wspomnień.
    Fantastycznie wyglądałaś!

    OdpowiedzUsuń
  29. I ja również bawiłam się po Sylwestrze!:D
    Wyglądałaś super! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Przepiękna kreacja! :) Uwielbiam takie!

    OdpowiedzUsuń