Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt Inochi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt Inochi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2014

Zakończenie projektu

4 lutego zakończyłam roczny projekt "Zrób coś ze swoim życiem". Jego celem było dodawanie co tydzień postów na temat tego w jaki sposób sprawiam, by nie być taką jak większość szarych obywateli nadwiślańskiego kraju. Dodawałam fotorelacje z wydarzeń, które dla jednych są czymś zwykłym, kiedy zaś ja postanowiłam cieszyć się drobnostkami i doceniać je bardziej niż być może według innych na to zasługują. Dodawałam swoje mniej lub bardziej udane rysunki, chwaliłam się małymi sukcesami, własnymi zainteresowaniami, pisałam o tym co mnie nieco różni od innych, dzieliłam się relacjami z bliskimi, które są dla mnie bardzo istotne i sprawiają, że moje życie nie jest szare. Nawet dodałam piosenkę w moim wykonaniu. :D 

Celem projektu było to, abym po roku mogła zajrzeć do archiwum i powiedzieć "działo się!". I powiem tak: cel został osiągnięty, jestem z efektu naprawdę bardzo zadowolona. Bloga prowadzę po to, by móc miło wspominać to, co się działo oraz móc poznać na ten temat Wasze zdanie. W przeciwnym razie niczego bym nie publikowała. Chciałam swoimi postami zarazić Was optymizmem. Pokazać, że wiele rzeczy jest przez nas niedocenianych, że łatwo ze swoim życiem zrobić coś takiego, aby nie okazało się zmarnowane. Nie trzeba do tego nie wiadomo jakiego wysiłku, pieniędzy czy wyrzeczeń. Wystarczy umiejętność doceniania bliskich osób, dobrych rzeczy, które nas otaczają i które nam się przytrafiają. Przyda się obudzić w sobie dziecko, które każdy z nas ma w sobie oraz odnaleźć odrobinę optymizmu. Tak naprawdę wystarczy po prostu chcieć. 

Wiem, że niektórzy z Was towarzyszyli mi od samego początku projektu dając mi znać o swojej obecności. Chciałabym za to podziękować takim osobom jak: Ina, Bina, Kocia, tanya, Patrycja Michniewicz-Jarosz, Marta, Ava Valk. Dzięki, że jesteście od początku. Wasze komentarze, dobre słowa, wymiana z Wami myśli oraz wspólne żarty są nieocenione. Staliście się częścią tego projektu i jest tutaj dla Was szczególne miejsce. Dziękuję również tym, którzy uczestniczyli po cichu, którzy włączyli się nieco później lub trafili tutaj dopiero dzisiaj i zechcieli być może wrócić do poprzednich postów. Przy takiej formie bloga pozostanę, bo to najbardziej "mój" sposób na pisanie. Dziękuję również osobom, które były inspiracją do projektu oraz stały się jego częścią. Mowa o kilku bliskich osobach, a w szczególności o Y., Adamie, O. i Na.

Wszystkie posty z projektu oznaczane były tym logiem i możecie je znaleźć pod etykietą Projekt Inochi:

Niech nikt nie mówi Ci jak masz żyć,
bo to nie on będzie za Ciebie umierać.

wtorek, 4 lutego 2014

Czekolada


Aromatyczna czekolada to słodycz, który trafia w gusta każdego. Już nawet Majowie doceniali jego walory smakowe. Rodzajów czekolady jest mnóstwo. Vianne w „Czekoladzie” udowodniła, że potrafi zgadnąć, którą lubisz najbardziej. Wystarczy, że przestąpisz próg jej Pijalni Czekolady, a wybierze dla Ciebie idealny smakołyk, który zmieni Twoje życie na lepsze.

Czekolada jest niezwykła, a zatem musi być wytwarzana w równie niezwykły sposób. Przekonał się o tym Charlie, który szczęśliwie znalazł bilet do fabryki Willy’ego Wonki. Kiedy łamiesz orzechową tabliczkę, uśmiechasz się. Czy nie myślisz wtedy o Umpalumpach oraz wiewiórkach selekcjonujących orzechy?

Zdarza się, że czujesz się źle – tak źle, że gorzej już być nie może. Masz wrażenie, że już nigdy nie będziesz szczęśliwy. Być może gdzieś obok Ciebie przemknął dementor. Tak, mugole również wyczuwają te istoty, choć niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego, dlaczego znajdują się w tak strasznym dołku. Profesor Lupin w takiej sytuacji niestety nie może nauczyć Cię – mugola - skomplikowanego zaklęcia patronusa, ale zaserwowałby Ci najlepszą tabliczkę czekolady z Miodowego Królestwa. Spróbuj następnym razem, gdy dopadnie Cię to straszne uczucie.

Henryk Nicpoń pisze:

(…) smakując czekoladowe serduszka
lepiej nie myśleć
dlaczego życie jest otulone
puchem wspomnień z dzieciństwa

Moim zdaniem lepiej jednak myśleć, bo w moim przypadku większość wspomnień była magiczna. Tak jak chwile z kubkiem gorącej, aromatycznej czekolady spożywanej przy oknie w zimowe, śnieżne popołudnia.

Czekolada uznawana jest za afrodyzjak, a w "Adwokacie diabła" padło niezwykle intrygujące zdanie: Biochemia dowodzi, że nie ma różnicy pomiędzy miłością a dużą tabliczką czekolady.

P.S. W sobotę 8 lutego od godziny 12:00 trzymamy kciuki za Adama - to tak propos czekolady. ;)

________________________________

Nadawaj zwyczajnym rzeczom niezwyczajny charakter.
To sprawi, że staniesz się częścią magicznego świata.

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

sobota, 25 stycznia 2014

Pozdrawiam, Andrzej Grabowski!

O., !-nochi, Na.
Co należy zrobić, kiedy ktoś ma urodziny, ale nie może ich obejść z przyjaciółmi, ponieważ cały dzień oraz wieczór spędza w pracy? Wtedy urodziny muszą przyjść do tego kogoś. Dzisiaj swoje wielkie, dwudzieste czwarte święto ma Na. – moja przyjaciółka jeszcze z czasów piaskownicy. Oczywiście nie mogłyśmy zapomnieć o tej okazji wraz z O. W związku z tym przygotowałyśmy upominek, który został silnie nacechowany naszymi wspólnymi wspomnieniami. Życzenie pomyślane, świeczka zdmuchnięta, uśmiech na twarzy zapracowanej jubilatki wywołany, zatem misję uważam za wykonaną.






________________________________

Sprawiaj radość innym!

Jeśli chcesz,
polub na FACEBOOKU

środa, 15 stycznia 2014

Sesyjny artyzm :)


Kochani, co u Was? U mnie sesja za pasem. W tym semestrze mam naprawdę całkiem sporo pracy, bo do zaliczenia są dwadzieścia dwa przedmioty. Aż do końca stycznia będzie co robić, tym bardziej, że wykładowcy zadbali o to, abym nie mogła przygotowywać się do egzaminów systematycznie – większość pracy byłam zmuszona wykonać na ostatnią chwilę. Dodaję dwa zeskanowane rysunki i uciekam do nauki.

________________________________

Nawet gdy masz nawał pracy,
musisz znaleźć trochę czasu dla siebie

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Karnawałowo...


Jak wcześniej wspominałam, sylwester był spokojny, ale dzisiejszej nocy wszystko sobie odbiłam. W zasadzie na oficjalnym balu byłam po raz pierwszy, bo nie liczę studniówki. Zresztą, gdybym miała porównać: dzisiejsze wydarzenie było o wiele bardziej ekscytujące: piękny hotel, w którym bal miał miejsce, bardzo dobra kapela, zaplanowany kreatywny program artystyczny, pyszne jedzenie i dobre towarzystwo. Czego chcieć więcej? Może w przyszłym roku uda się to powtórzyć – byłoby miło. Jedna tylko refleksja: czy naprawdę niektórzy nie potrafią uzmysłowić sobie, że takie wydarzenie nie jest miejscem na publiczne roztrząsanie rodzinnych problemów oraz na robienie scen? Miło byłoby także, gdyby każdy potrafił utrzymać fason, ale w sumie chyba statystyczny Polak umiaru nie zna. Są ludzie, którzy wypiją sporo, a jednak nie mają problemu z tym, aby zachowywać się kulturalnie. Inni przechylą zaledwie parę kieliszków i to wystarczy, aby wstąpiła w nich zupełnie inna osobowość. Na szczęście to tylko obserwacje i nic z tych rzeczy nie wpłynęło na jakość mojej zabawy. Jak dla mnie - było cudownie.




________________________________

Baw się, kiedy tylko możesz!

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

wtorek, 31 grudnia 2013

Każdy nowy rok jest szansą...

Każdy nowy rok jest szansą by coś zacząć na nowo. Podobnie jak każdy miesiąc, każdy dzień, każda godzina, sekunda. Każda chwila. Tylko gdy zmienia się ta ostatnia cyfra przy pełnej dacie... Jest jakoś łatwiej. Łatwiej wziąć za siebie.

Nie będzie kreatywnie, bo również jak wielu innych blogerów postanowiłam dzisiaj dodać podsumowanie ostatnich 365 dni. Uważam to za bardzo istotną rzecz, gdy blog ma mi służyć do tego, by mile wspominać przeszłość.

Zatem do rzeczy. Trzynastka ponoć jest pechowa – raczej nie dla mnie. Rok 2013 rozpoczął się praktykami w szkole podstawowej, które okazały się naprawdę wspaniałe. Klasę drugą „a” zawsze będę bardzo miło wspominać – świetne dzieciaki. Potem przyszedł czas na dokładniejsze zajęcie się pracą licencjacką. Na spokojnie, bez spinania się – tworzenie licencjatu dla mnie było sama przyjemnością. Inaczej było przy obronie, bo nerwowo, ale i tak do przodu. Wyróżnienie ze względu na temat i wnioski, a potem propozycja publikacji – to sprawiło, że (jak mawia Adam) trzeba było otworzyć okno, bo moje ego nie mieściło się w sali. Zdążyłam odkryć zumbę i zakochać się niej, kiedy wcześniej nie znosiłam sportu. Zakończyłam jedną pracę, źle ulokowałam się w kolejnej, ale z końcem roku pojawiła się następna, która jest owocem sympatii do fitnessu. Udało się spotkać z J. - blogerką ze Szkocji oraz wziąć czynny udział w charytatywnym pikniku. Wiosną miało miejsce bardzo ważne wydarzenie – zostałam świadkiem na ślubie starszego brata, a potem po raz pierwszy ciocią – zdanie na temat niemowląt zmieniłam diametralnie. Rozumiem już co dokładnie znaczą słowa Janusza Korczaka: „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”. Latem udało się wreszcie gdzieś wyjechać. Z Warszawy wycisnęłam zatem wszystko, co chciałam. Zwłaszcza te wakacje były niesamowite dzięki Y., Adamowi, O. i Na.: było morze, była jakże wyczekiwana czwarta edycja KoneConu, były rowerki wodne, łódki, wypady za miasto i nieschodzący z twarzy uśmiech. Po wakacjach przyszedł czas na rozpoczęcie studiów magisterskich, a dzięki wynikom w nauce nie muszę się przejmować w tym roku za co opłacę czesne, bo moje stypendium rektora pokrywa całość. Czy nie warto się starać? Oczywiście, że warto!

Czy wydarzyło się coś niefajnego? Oczywiście, że tak, ale czy warto zaprzątać sobie tym głowę w ten piękny wieczór? Mam nadzieję, że Wasz rok był równie udany jak mój. Napiszcie co dobrego się wydarzyło u Was. Liczę, że 2014 przyniesie wiele nowych niespodzianek, oczywiście w szczególności tych miłych. W ostatni dzień 2013 roku życzę Wam mnóstwo radosnych chwil, spełnienia marzeń i tego, aby obok Was zawsze był ktoś komu na Was zależy. Szczęśliwego, Kochani!


Zdjęcie, które zrobił mi Y. podczas wakacji na
The Tall Ships Races 2013, ale jakże pasuje do okazji
________________________________

Jeśli zmienisz punkt widzenia, bardzo szybko możesz dojść do wniosku, że Twoje życie wcale nie jest nudne, wiesz?

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

niedziela, 22 grudnia 2013

Nowa praca

Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że w 2013 zostanę instruktorką fitnessu, pewnie bym go wyśmiała. Nie chodzi o „nigdy nie mów nigdy”, ale o brak przygotowania fizycznego. A jednak tak się złożyło, że w listopadzie odpowiedziałam na ogłoszenie o pracę, które dotyczyło dziewczyn pasjonujących się fitnessem typu dance, zumbą itp. Swoją przygodę z tym rodzajem sportu rozpoczęłam chyba w marcu tego roku, polubiłam i dobrze się w nim czuję. Dlatego też zgłosiłam się w akcie desperacji spowodowanej bezskutecznym poszukiwaniem pracy od września. Tym sposobem znalazłam się na rozmowie kwalifikacyjnej, podczas której zostałam poproszona o krótką improwizację mającą na celu zaprezentować moje poczucie rytmu, umiejętność poruszania się itp. Wydarzenie to spowodowało, że od kilkunastu dni prowadzę treningi i… jest super! Nie spodziewałam się, że z łóżkowego pismaka wyląduje na sali treningowej, ale… nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro. A powiem Wam w tajemnicy, że o nową pracę poprosiłam Świętego Mikołaja. ;) Ktoś jeszcze ma wątpliwości, że on istnieje? Jeśli tak, warto zweryfikować swoją wiarę. Do 24-go jest jeszcze czas. :)

________________________________

Chwytaj się różnych możliwości i nie bój się wyzwań

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

sobota, 14 grudnia 2013

Prezenty!

Późna jesień i początek zimy to dla mnie zawsze czas, który wymaga mnóstwa kreatywności. Nie jest łatwo pogodzić Święta Bożego Narodzenia z urodzinami i imieninami bliskich osób. Dlatego uważam, że wybierania prezentów nie należy odkładać na ostatnią chwilę. Nie można kupować lub przygotowywać czegoś tylko „na odwal się”.



Dawno temu parę razy miałam okazję dostać prezent, który był rzeczą absolutnie do mnie nie pasującą i w sumie dającą mi do myślenia dlaczego jego dobór był taki, a nie inny. Naturalnie nie powinno się kwestionować podarunku, prawda? Ale co jeśli ktoś bliski wręcza nam np. biżuterię, kiedy jesteśmy uczuleni na wszelkie metale? Albo bardzo dowcipna osoba wręcza żenujący prezent nam, jako osobom niezwykle nieśmiałym? Do dziś nie ogarniam wręczania na osiemnaste, dwudzieste pierwsze urodziny czy też z okazji wieczoru panieńskiego prezentów o podtekście seksualnym osobom, które nigdy nie dały po sobie poznać, że taki humor im odpowiada. Człowiek zaczyna szacować ile warta jest dana relacja, skoro ważne dla nas osoby nie pamiętają kim tak naprawdę jesteśmy. Ktoś dla nas bliski, uważający nas za istotną postać w swoim życiu powinien jednak brać pod uwagę nasze upodobania, dolegliwości, nasze cechy charakteru - po prostu nas. Tak jak i my powinniśmy to robić podczas wyboru prezentów dla kogoś. To oczywiste, że nie obdarowujemy kogoś tylko dlatego, że wypada. Jeśli można, takich wydarzeń jednak trzeba moim zdaniem unikać, o ile się da. Nie idziemy na imprezę tylko po to, aby się pokazać, kiedy w rzeczywistości nie lubimy solenizantki. Nie dajemy na święta pary skarpetek już siódmy rok z rzędu. No chyba, że sami też lubimy dostawać co roku to samo.

Jeśli o mnie chodzi, to prezenty zawsze zdobywam co najmniej na miesiąc przed okazją. Zawsze staram się, aby podarunki miały w sobie odrobinę wartości emocjonalnej albo by były bardzo praktyczne. Zawsze chodzi mi o to, aby nie zostały rzucone w kąt. I chciałam do Was zaapelować: jeśli wręczacie prezenty, dajcie swoim bliskim nawet coś drobnego, ale takiego, co im się spodoba i co… byłoby niespodzianką. Czy ktoś zaprzeczy, że uczucie towarzyszące dźwiękowi rozrywanego papieru jest niezwykłe? Swoją drogą, pakujcie prezenty w papier i przewiązujcie je wstążką. Nie chodźcie cały czas na skróty i nie ładujcie wszystkiego do gotowych torebek - to zabija czasem radość odpakowywania prezentów. Nie sugerujcie się także własnym gustem w doborze podarku, bo to nie Wam ma się podobać.

Sama szukam często rzeczy, które kojarzą mi się z obdarowywaną osobą; na których można wygrawerować osobisty napis, cytat, umieścić fotografię za pomocą lasera. Wybieram rzecz, która jest związana z zainteresowaniami obdarowywanego. Jeśli w portfelu hula jedynie wiatr robię np. ciasteczka z dżemem albo piekę jakieś ciasto, które mnie nie zabije (dla mnie to ogormne osiągnięcie, bo ze mnie jest kulinarne beztalencie). I wiecie? To miłe patrzeć, jak komuś smakują, jak po kilku miesiącach od świąt okazuje się, że rzecz ode mnie jest używana przez kogoś na cotygodniowym treningu, noszona w torebce na co dzień, przechowywana w książce, którą zawsze wozi się w podróż na uczelnię. A Wy w jaki sposób zazwyczaj dobieracie prezenty dla bliskich?
________________________________

Dawanie prezentów naprawdę daje wiele frajdy.
Postaraj się zaskoczyć bliskich.

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

środa, 4 grudnia 2013

Andrzejki

!-nochi, Na., O.
Zdaje się, że czas najwyższy dodać spóźnioną relację z andrzejek. Naturalnie podchodzę do wróżenia z przymrużeniem oka. Andrzejki to taki czas, w którym można się pobawić z przyjaciółmi, czego wraz z O. i Na. nie mogłyśmy przeoczyć. O mały włos nasz wieczór wróżb by się nie odbył, ale na szczęście jakoś udało się doprowadzić spotkanie do skutku. Nie obyło się bez przebijania serduszka z imionami, wyścigu butów, rzucania skórki od jabłka i przelewania wosku. Obchodzicie andrzejki? Wywróżyliście sobie coś ciekawego? ;)


Jeśli chcesz wygrać wyścig do ołtarza, polecam, tak jak Na.,
włożyć tenisówki, a nie szpilki ;)

Czyżby przeprowadzka w tym roku?
Leciii!
Oto literka, którą sobie "wyrzuciłam" ;)
W tamtym roku był narciarz, w tym... velociraptor?
Tak, zdecydowanie velociraptor. Ktoś potrafi zinterpretować tę figurę? :D
________________________________

Jeśli już wróżysz, to zawsze tak, aby poprawić sobie humor. Nie odwrotnie. ;)

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

piątek, 29 listopada 2013

Pierwszy gościnny artykuł

Kilkanaście dni temu pisałam post, w którym wiele wspominałam o Japonii. W związku z nim otrzymałam prośbę o stworzenie gościnnego wpisu na portalu dziennikarstwa społecznego Grupy Desantowej. Serdecznie zapraszam Was do lektury właśnie >>TAM<<. Jest możliwość ocenienia mojego artykułu, zatem będę wdzięczna za klikanie. Pozdrawiam Was serdecznie.


Kliknij w obrazek
________________________________

Jeśli chodzi o pisanie, podejmuję się wszelkich wyzwań ;)

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

środa, 20 listopada 2013

Małe - wielkie wydarzenia

Małe wydarzenia, które mają znaczenie tylko dla nas to część każdej ważniejszej relacji. Wraz z O. i Na. w ciągu roku od połączenia sił wydarzyło się ich wiele. Nigdy wcześniej mój folder ze zdjęciami nie pękał w szwach od tak kreatywnych, zabawnych i ciekawych fotografii oddających klimat naszych spotkań. Między innymi rok temu postanowiłyśmy urządzić „wieczór STAROpanieński”, o którym wspominałam kiedyś tutaj i tutaj. Oprócz nas brała w nim udział także Ni. Do pewnego czasu sądziłam, że to jednorazowe spotkanie, a na jego miejsce pewnie wymyślimy coś innego. O. postanowiła zaprosić nas jednak wczoraj na herbatkę. Pięknie nakryła stół, wyjęła śliczną zastawę i zadbała o nastrój. Jak się okazało, obeszłyśmy naszą pierwszą rocznicę wspólnego celebrowania staropanieństwa, a co. ;)

Obchodzicie takie małe-wielkie zupełnie bezsensowne, ale tym samym jakże magiczne święta z Waszymi przyjaciółmi? :D


Wymiana zdań dziewczyn na temat dużej rośliny widocznej w tle:

Na.: Ale ładny kwiat!
O.: No, to jest Leon. Podlewam go wszystkim, ale i tak nie chce uschnąć.
________________________________

Każda przyjaźń musi się czymś wyróżniać

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

wtorek, 12 listopada 2013

O ignorancji

Ci, którzy czytają mojego bloga już od jakiegoś czasu, na pewno dostrzegli, że fascynuje mnie kultura Dalekiego Wschodu, w szczególności Japonii. W związku z tym, że moje zainteresowanie sięga lat dziecięcych, byłam w stanie obserwować wiele reakcji na to, czym się interesuję i jak ludzie, którzy niespecjalnie mają jakieś pojęcie o Wschodzie (nie żebym była specjalistką, po prostu nie jestem ignorantką w tej dziedzinie) wypowiadają się na temat tamtejszej kultury, tradycji. Podobny tekst pisałam na swoim innym, 10-letnim już blogu, jednak ze względu na jego tematykę, nie mogłam swoich słów skonfrontować z osobami, których temat nie dosięga na co dzień, gdyż blog prezentuje tematykę Japonii i jest raczej otwarty na zainteresowanych właśnie nią czytelników.

Zauważyłam, że mamy problem z tym, w jaki sposób postrzegać kulturę nie tylko japońską, ale tę odmienną. Nie trzeba być odkrywcą, aby spostrzec, że zachowanie mieszkańców Polski diametralnie różni się od tego przykładowego - japońskiego. Nie sądzę, że wyjaśnię dlaczego tak się dzieje, bo wniosek dotyczący położenia geograficznego, historii oraz tradycji nie będzie błyskotliwy i każdy na pewno już do niego doszedł. Chodzi właśnie o ową ignorancję.

Ludzie widzą Raito - mówią "chiński odpowiednik hermarfodyty".
Nie wiedząc, że to bohater anime "Death Note",  które pełne jest rozlewu
krwi i obfituje w intelektualny pojedynek na wysokim poziomie
Dziś manga oraz anime są bardziej popularne. Każdy wie co to jest, kiedy ja jako dziecko chociaż zdawałam sobie sprawę z tego czym się interesuję, nie miałam pojęcia jak to się nazywa. Kiedyś ludzie nazywali to tylko „głupimi chińskimi bajkami”. Teraz określenie to strasznie denerwuje fanów, choć ja się zupełnie od tego odcinam, to jak walka z wiatrakami. Jednak przedstawia to, że dla większości ludzi Azja jest najwyraźniej postrzegana jako kontynent zawładnięty przez Chińczyków. Chiny kojarzą się najbardziej z Azją, gdyż to chińskie produkty, restauracje próbują zawładnąć naszym rynkiem. Skoro każdy z nas posiada pamiątkę z Chin, choć nigdy nie odwiedził tego państwa, toteż nie ma nic dziwnego w tym, że Chiny są podpięte w naszej świadomości do ogólnej definicji słów „Daleki Wschód”. Polacy przywykli do tego, że wszystko co animowane, jest bajką. Jeśli jeszcze postacie posiadają większą gamę grymasów, min, są właścicielami nienaturalnych fryzur oraz niezwykle dużych oczu, to tym bardziej. Ciężko przyjąć do wiadomości, że coś co jest kreskówką może mieć ograniczenie wiekowe i być przeznaczone dla starszego widza, choć tak właśnie jest. Gatunków mang oraz anime jest więcej niż tych filmowych.

Gejsza
Któż z nas nie usłyszał, że gejsza to po prostu kurtyzana? Wiele osób tak właśnie je kojarzy. Gejsza natomiast sprzedaje swoją sztukę i to nie tę miłosną. Wiele lat przygotowuje się do swojej pracy. Musi potrafić tańczyć, śpiewać, grać na instrumentach. Musi być inteligentna, powinna znać dokładnie psychologię człowieka, umieć odnajdować się w trudnych sytuacjach, bo klient nie zawsze jest towarzyski, a płacąc horrendalną cenę za jej towarzystwo wymaga się od niej profesjonalizmu. Nie każdego klienta uda się rozbawić tym samym żartem, nie każdego interesuje rozmowa o sztuce. Do zbliżeń fizycznych dochodzi niezwykle rzadko jak na kobietę lekkich obyczajów. Naturalnie można powiedzieć, że „dla mnie to i tak jest kurtyzana”, ale zastanówmy się jakie to… zachodnie, żeby nie powiedzieć dosadnie i ironicznie „polskie”. Dla określenia „gejsza” nie ma zachodniego odpowiednika. Nie jest kurtyzaną, luksusową prostytutką itd. Gejsza jest po prostu gejszą.

Ganguro
Słyszeliście o ganguro? Jeśli nie, to kiedy spojrzeliście na obrazek powyżej, na pewno skojarzycie o co chodzi. Oczywiście japońskie dziewczęta posiadające tlenione, przesuszone włosy, spaloną przez solarium skórę i noszące teatralny makijaż nie wyglądają dobrze w moim mniemaniu, ale czy od razu trzeba mówić, iż są to osoby pełne kompleksów, nieszczęśliwe z powodu urodzenia się jako Japonki, na siłę zmieniające swoją urodę, by choć trochę upodobnić się do rówieśniczek z Zachodu? Słyszałam takie opinie w polskiej telewizji, w Internecie, ale również z ust znajomych. Ganguro to jednak rodzaj buntu. W naszym kraju także kontrowersyjne jest to, że ktoś robi sobie w uchu tunel, ale czy to oznacza tym samym, że ktoś robi to tylko po to, aby się do kogoś upodobnić? Niekoniecznie. Stajemy się członkami subkultury, ponieważ tego chcemy; ponieważ jej założenia pasują do naszej wizji świata. Ganguro buntują się przeciwko wszelkim wzorcom japońskim – nie chcą mieć grubych, lśniących, czarnych i gęstych włosów, naturalnej karnacji itp. Ale wcale nie oznacza to, że chcą być bardziej „zachodnie” i być żywymi laleczkami Barbie. To my mamy o sobie zbyt duże mniemanie.

Uwielbiamy posiadać swoje odpowiedniki. Mogłabym powiedzieć, że Amerykanie i Europejczycy (po tym co dostrzegam w mediach), ale powiem po prostu, że większość moich znajomych Polaków w większości nie potrafi odnaleźć się w środowisku, którego nie rozumie i dla którego w takim przypadku nie nada się naszej własnej nazwy. Jeśli słowo ma mieć jakieś znaczenie nieodpowiednim jest je zbytnio upraszczać dla siebie, bo to zbyt ograniczone, jak dla mnie. To wcale nie pozwala nam zrozumieć istoty zjawiska. Nasze tłumaczenie często jest czymś w rodzaju:
-Czym są szachy?
-To takie jakby warcaby.
Niby coś sobie zatem wyobrażamy, ale tak naprawdę nie wiemy o tym nic.

Naturalne jest to, że jeśli nie interesuje nas dana tematyka, nie zagłębiamy się w nią, nie mamy również pojęcia o tym, że powtarzamy nieprawdziwe informacje. Ci, którzy nie interesują się kulturą azjatycką będą się mylić, bo dla nich nie jest to ważne i nie ma znaczenia czy ktoś pasjonuje się tradycją Chin, kulturą Japonii czy też muzyką koreańską. Dla nich wszystko jest „żółte” (kolejne ciekawe określenie, bo czy wszyscy Europejczycy są biali?). ;) Absolutnie nie jesteśmy nic winni wspomnianym przeze mnie Japończykom. Wielu z nich nie wie, że istnieje taki kraj jak Polska jeśli nie posiadają tu rodziny, przyjaciół, znajomych.  Mimo to*:


* Demotywator przedstawia anime Axis Powers Hetalia. Prezentuje ono (co prawda przesadzoną) alegorię historycznych i politycznych wydarzeń, a także porównania kultury różnych krajów. Na pierwszym planie znajduje się reprezentant Polski - Feliks Łukasiewicz urodzony 11 listopada.
________________________________

Otwórz umysł i serce

Jeśli chcesz, polub na Facebooku

czwartek, 31 października 2013

Halloween

Wesołego Halloween ;)
siedzą: O. i Na.
u góry: ja ;)
Ach, to wstrętne pogańskie święto, znak szatana, wieczór, w którym wszystkie demonami opętane duszyczki uzewnętrzniają mamiące je zło. :D

Naprawdę, aż żal słuchać o tym ile grzechu przypisuje się zwykłej zabawie. Dla mnie, O., Na. i Ni. był to pretekst do tematycznego spotkania. Każda z nas zadbała o to, by tego wspólnie spędzonego wieczoru posiadała upiorny image. Nie zabrakło strrrasznych dekoracji i przerażających dyniowych paszczy. Ni. postarała się nawet o muffinki z odrażającym akcentem.

Co prawda nie biegałyśmy od drzwi do drzwi prosząc o cukierki i nie robiłyśmy psikusów, ale jednak było to jedno z naszych najzabawniejszych wspólnych spotkań. Jak to Ni. powiedziała na mój widok: "Też chciałam być Strasznym Filmem, ale jednak zmieniłam zdanie". ;) Wraz z Na. została więc czarownicą, a O. dawała radę jako zakrwawiony zombie. ;)

Od lewej: Ni., O., ja, Na.
Od lewej: O., Na., ja
ja, O., Ni.
________________________________

Nie bierz wszystkiego na poważnie

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

sobota, 26 października 2013

Jesiennie


Wraz z coraz bardziej ponurą, choć wciąż ciepłą pogodą mógłby się wkraść podobny nastrój. Przyszedł nieco trudniejszy czas, ale miejmy nadzieję, że niebawem wszelkie rewelacje ucichną i wszystko się jakoś poukłada. Mimo nieciekawej sytuacji nastrój wciąż dopisuje, bo cóż zmieni wmawianie sobie „jesiennej depresji”? Szczerze powiedziawszy rozbraja mnie ich wysyp u innych. :) 

Tydzień temu spotkałam się z O., aby odświeżyć nieco folder ze wspólnymi fotografiami i wykonać coś co wpasuje się w jesienny klimat. Efektem tego spotkania oprócz widocznych w tym poście zdjęć była również fotografia z książką „Dzika droga” dodana w poprzednim poście. Fotka zrobiona przy okazji, ale wpasowała się dość ciekawie w charakter powieści.

Weekend spędzam na uczelni. Obecnie mam 1,5 godziny przerwy w zajęciach. Dziś wykłady do 20:00. A co u Was?





________________________________

Korzystaj z każdej pory roku

Jeśli chcesz, polub na Facebook'u