poniedziałek, 19 stycznia 2015

Moje motywacje

Kilkanaście dni temu pojawił się u mnie post na temat moich efektów w redukcji wagi. Jeśli ktoś przeoczył – zachęcam do przeczytania TUTAJ. Kilka godzin temu wróciłam z uczelni. Z koleżankami nie widziałam się od miesiąca i to pozwoliło mi utwierdzić się w przekonaniu, że mój trening naprawdę działa. Dziewczyny zwróciły uwagę na to, że bardzo wyszczuplałam. To sprawiło, że postanowiłam napisać post o tym, co mnie motywuje. Rozmawiając z dziewczynami z mojego kierunku zauważyłam i usłyszałam, że wiele z nich nie czuje się dobrze ze sobą, ale nie potrafi też zrobić kroku naprzód. Nie wiem czy to, co napiszę sprawi, że ktoś nagle tę motywację odnajdzie. Jednak powiem, co mnie, poza coraz mniejszym obwodem bioder, pomaga wstawać z kanapy, wkładać buty i wybiegać w mróz, ulewę czy wichurę. I co sprawa, że się nie zniechęcam.

ENDOMONDO
Mój kalendarz z treningami w endomondo
Endomondo to aplikacja – cud. Pozwala za pomocą smartfona mierzyć odległość przebiegniętej trasy oraz czas w jaki ją pokonujemy. Sama zapamiętuje rekordy. Gdybym biegała bez endomondo, nie miałabym takiej motywacji, bo nie zwróciłabym uwagi na to, że po trzecim treningu mogę przebiec już o jeden kilometr dalej, a po czwartym – zrobić 200% poprzedniego treningu i zamiast trzech kilometrów, przebiec sześć. Wcześniej trening byłby dla mnie niepoliczalny. Mogłabym go oceniać tylko za pomocą czasu. Tutaj natomiast mogę pokonywać swoje własne „życiówki”: na kilometr, milę, 3 kilometry, 5 kilometrów, 10 kilometrów itp. Zaważyłam, że kiedy pierwszy raz pokonałam kilometr sprintem, czas wynosił około 6 minut i 49 sekund. Po trzech miesiącach biegam w 5 minut i 15 sekund. Ten pierwszy czas, który kończył się wycieńczeniem jest teraz tempem, który nie powoduje nawet zadyszki. WIDZĘ EFEKTY. To jest właśnie takie motywujące. Aby obsługiwać endomondo potrzebny jest smartfon z GPS-em. Nie może to być jednak jeden z pierwszych smartfonów, bo może okazać się za słaby. Aplikacja jest darmowa. Waszą mapką z przebiegniętą trasą można się podzielić ze znajomymi na facebooku. Poza tym oprócz biegania można wybrać jazdę na rowerze, rolkach, deskorolce i wiele innych.


WSPARCIE ZE STRONY BLISKICH
Miło, kiedy najbliżsi ludzie wspierają Cię w Twoim celu. Starszy z moich braci biega od zawsze. Drugi półtora roku temu przebiegł półmaraton (jeśli nie czytaliście, to jego dynamiczną relację możecie przeczytać TUTAJ, serdecznie polecam). Jednak mimo że akurat ja nigdy nie byłam biegaczką, nie usłyszałam od nich ani słowa krytyki na temat tego jak jestem słaba. Choć naprawdę jestem. ;) A uwierzcie, oboje mają cięty język. Nikt z rodziny też się ze mnie nie śmieje. Zamiast tego chwalą, że w ogóle się podjęłam, bo ich zdaniem każdy kto wstaje z kanapy po to, żeby pobiegać jest dobrym biegaczem. Kiedy słyszę dziwne komentarze? Gdy biegam samotnie koło grup nastolatków i ludzi w moim wieku. Nigdy od osób, które przechodzą samotnie i nigdy od ludzi inteligentnych – wnosząc po jakości komentarza. Co mnie jednak obchodzi opinia takich, w dodatku obcych mi ludzi?

FACEBOOK
Jedna z moich opublikowanych tras :)
Publikuję na facebooku to, co zarejestruje endomondo. Można to robić i bez aplikacji w inny sposób. I wiecie co? Nigdy nikt nie skrytykował mnie „Co tak wolno?”, „Szybciej się nie da?”, „Ale jesteś słaba!”. Dlaczego? Bo większość osób nie robi nic, a reszta wie ile Cię to kosztuje. Nie ręczę za Waszych znajomych, ale powiem Wam, że mnie moi na razie nie zawiedli. Komentarze są zawsze motywujące, lajki także. :) Poza tym publikacja czegoś sprawia, że czuję się w obowiązku być systematyczną. Mam parę najbliższych osób, które regularnie lajkują moje trasy. A ja lajkuję ich. Bo bieganie ZAWSZE lajkować trzeba. :)

KUP SOBIE DOBRE BUTY
Po pierwsze po to, aby nie bolały Cię stawy w nogach czy kręgosłup, a po drugie po to, żeby powiedzieć sobie: „skoro tyle kosztowały, to przecież muszę!”. ;) U mnie podziałało. ;)

ZACZNIJ BIEGAĆ Z KIMŚ
Jednak nie z taką osobą, która ma słomiany zapał i ma w zwyczaju bardzo szybko rezygnować ze wszystkiego, co trudne. Znajdź kogoś, kto zawsze miał silniejszą wolę od Ciebie. Może znasz kogoś kto biega od zawsze lub od dłuższego czasu? Będziesz wiedzieć, że nigdy Cię nie wystawi. Ja zaczęłam z Y. Teraz biegam już sama.

ZNAJDŹ SWOJĄ PORĘ DNIA
Wiele osób biega rano, bo uważa się, że wtedy po treningu są najlepsze efekty. Pewnie to prawda. Jednak słucham swojego organizmu. Nie mogę biegać rano, bo na czczo każdy mój mięsień podczas biegania krzyczy z bólu. Po śniadaniu, nawet lekkim, muszę odczekać trzy godziny. Dlatego biegam wieczorem. Jest to dla mnie najbardziej komfortowe.

CZAS PO POSIŁKU
Jedni po posiłku muszą odczekać półtora godziny, inni dwie, ja trzy. Tak jak wspominałam w poprzednim punkcie. Dlaczego? Ponieważ mój organizm przez tyle czasu skupia się na trawieniu. W związku z tym nawet jeśli odczekam dwie i pół godziny – pojawi się nawet kilka kolek jednocześnie. Wiadomo natomiast, że kiedy coś nas boli – nie ma mowy o komforcie.

ODPORNOŚĆ!
Rok w rok grypa była u mnie standardem. W tamtym roku byłam aktywna fizycznie i nie złapało mnie nawet zwykłe przeziębienie. W tym roku chorowali już wszyscy dookoła mnie, a ja się jeszcze nie załapałam. Naprawdę widzę poprawę. Mam nadzieję, że w związku z tym nie wykrakałam i nie poskładam się w kilka dni. ;) Odporność u osób aktywnych jest nieporównywalnie silniejsza.


Z mojej strony to chyba wszystko. Zastanawiam się co Was motywuje do ćwiczeń. Niekoniecznie do biegania. Także do każdej innej aktywności fizycznej. A może ktoś podzieli się tym, co go demotywuje i dlaczego nie może rozpocząć treningu? Chętnie poczytam co macie do powiedzenia, jakie macie doświadczenia itp. 

72 komentarze:

  1. Najtrudniejszy pierwszy krok, a później to już wchodzi w nawyk :) A u mnie największą motywacją zawsze był pies, który uwielbia biegać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie pomyślałabym o tym, bo nie mam zwierzaka. :)

      Usuń
    2. Nic tak nie motywuje, jak piszczący pies na widok smyczy ^^

      Usuń
    3. Yorka (wersja nieminiaturowa) i ratlerka ;D

      Usuń
    4. Eee, to z nimi się nie pobiega. :D

      Usuń
    5. Nawet nie wiesz jak ten york szybko biega xD Często mam problemy z dogonieniem go.

      Usuń
  2. Gratuluję i życzę powodzenia! ja pomyślałam, że zacznę ogólnie jakoś ćwiczyć ale co z tego wyjdzie się okaże i to raczej dla wzmocnienia mięśni niż odchudzania;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze. :) Ja będę ćwiczyć mięśnie wiosną, jak będę miała bazę do złapania delikatnej rzeźby. Ale też nie wiem co z tego wyjdzie. :D

      Usuń
  3. Biegać za bardzo nie mogę, bo ból stawów dokucza wtedy bardziej, ale chodzę z kijkami, gdy tylko mogę :) Motywacji staram się chyba najczęściej szukać sama dla siebie i u samej siebie, nie u innych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że szukasz u siebie. Masz zatem silną wolę. Jednak kiedy ludzie jej nie mają, dobrze zarazić się nią od innych. :)

      Usuń
  4. Ehhh gdyby nie ten brak silnej wili który mnie przygwoździł do kanapy ;)
    zbieram się i zbieram, ale jest tyle rzeczy do zrobienia ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zaczyna się w głowie. :) Od tego trzeba zacząć. Ale doskonale wiem o czym mówisz. Ja się zbierałam od sierpnia do października. :)

      Usuń
    2. Najgorsza ta zima, w wiosnę jeszcze jakoś bym się zebrała, ale zimą jestem jak balon bez powietrza, nawet mi się zwlec z łóżka nie chce ;/

      Usuń
    3. Powtórzę, że to znów jest kwestia poukładania sobie w głowie i tego jak bardzo chcemy. Ja też sypiam zimą po 12-14 godzin, nawet nie wychodzę z pościeli tylko całe dnie spędzam w piżamie. :) Czytam, uczę się, piszę magisterkę, rozmawiam na skype'ie. Czasem wychodzę gdzieś ze znajomymi, ale to rzadkość, bo wszyscy zajęci. Na chwilę obecną nie mam pracy i często ubieram się tylko po to, aby pobiegać co drugi dzień. Ale, ale. Jeśli nie trenujesz, to poczekaj faktycznie do wiosny, bo zaczynając zimą mogłabyś się rozchorować. No chyba, że na bieżni, ale ja sama sobie tego nawet nie wyobrażam. ;)

      Usuń
    4. O to tak jak ja, włóczę się po domu w pidżamie albo stroju domowym, rzadko wychodzę a jak nie wychodzę to popadam w jakiś stan odrętwienia.
      Ba, ja nawet nie wychodząc prawie z domu się rozchorowałam teraz ;D

      Usuń
    5. Zazwyczaj odporność się poprawia bardzo szybko, ale jak za pierwszym razem wybiegniesz nie panując nad oddechem to zaraz przeziębisz gardło. A jak na dodatek owieje wiatr, kiedy się człowiek spoci, to lepiej poczekać na nieco cieplejsze dni. Bieganie w zimę jest dla tych, którzy zaczęli wcześniej. :)

      Wiesz, to niby jest 30 lub 40 minut treningu. A nie masz pojęcia jak bardzo pomaga mi to w tym, żeby nie czuć tego rodzaju odrętwienia, o którym piszesz. Powiem Ci też, że pomaga mi w jeszcze jednym. Otóż ja mam tak, że bez ludzi więdnę. Przyjaciele jednak nie mają czasu na to, aby widywać się ze mną codziennie... Ba, nawet co tydzień. Wiadomo: każdy ma własne obowiązki. Jednak teraz widzę, że bieganie pomaga mi nie zapaść w sen zimowy, nie czuć, że czas przelatuje mi między palcami i nie zapadać się w tej samotności. Widzę chociażby to, że w jakimś stopniu pracuję nad sobą: nad duchem i nad ciałem. :) I dzięki temu mam też ochotę na zajmowanie się innymi rzeczami: z chęcią siadam do magisterki, przynajmniej kilkanaście minut dziennie powtarzam sobie angielski, wróciłam do czytania (bo nawet to odpuściłam) i do blogowania. Do szczęścia brakuje tylko fajnej pracy. Ale to chyba nie za bardzo w obecnej sytuacji krajowej zależy ode mnie. :)

      Usuń
  5. A czy jest jakaś aplikacja dla łakomczuchów, które organicznie nie lubią biegać? Gratuluję wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba to zbadać! :) Może jest.
      Dziękuję. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za życzenia. Chwilowo bez zmian, dziś dostałam kolejną wiadomość, żę znów trzeba wznowić śledztwo....Wszystko mimjuż opadło ;))

      Usuń
    3. Nie dziwię się... Widzę, że trzeba uzbroić się w cierpliwość. :D

      Usuń
  6. Mnie do ćwiczeń poza ogólnymi celami co do masy ciała itd. bardzo motywuje dzienniczek ćwiczeń. Znajomy - pro-trener - mi polecił prowadzenie takiego i naprawdę fajny pomysł to jest. Zapisuję sobie w małym zeszyciku każdy trening - numer treningu, data, a potem wykonane ćwiczenia np. rozgrzewka x1, brzuszki x80, przysiady x20, boksowanie z hantlami x80, pompki x40 itd. :-). Naprawdę motywuje prowadzenie czegoś takiego, a jak patrzysz już, że to nasty czy kilkudziesiętny trening to w ogóle super uczucie :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że takie coś prowadzisz. Każda motywacja jest dobra! To co robisz to dla mnie taki manualny odpowiednik endomondo. Nie opisywałam dokładniej samej aplikacji, ale ona zestawia nasze treningi, ale poza tym zlicza ile brakuje nam do pokonania odległości równej równikowi lub odległości Ziemi do księżyca. :) Porównuje też kilokalorie spalone w hamburgerach. :) Zabawne i motywujące. :)

      Usuń
    2. Mnie też to motywuje w taki sposób, że np. mam dzień, że mi się nie chce, ale patrzę, już 20 któryś trening i chcę dopisać kolejny to biorę i ćwiczę :-).

      Usuń
  7. Ja osobiście uwielbiam, jak biegnę sobie w jakimś miejscu w Poznaniu i inni ludzie, którzy biegają, to machają i uśmiechają się. Kiedyś dostałam nawet liścik, żeby założyć klub biegacza, to jest niesamowite! :) Mnie najbardziej motywują zmiany w ciele, jak widzę, jak ciało się zmienia, to mam ochotę na więcej i więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle w większym mieście widać non stop jakiegoś biegacza. Zawsze gdy wjeżdżamy do Szczecina rano kierując się na uczelnię - mijamy co chwila kogoś kto biegnie. W moim miasteczku zdarza się może raz w tygodniu albo raz na dwa tygodnie kogoś minąć. Chyba nas za mało, aby tak do siebie machać. Ale przechodnie często się uśmiechają, zwłaszcza jak na przejściu dla pieszych tuptam sobie w miejscu. :)

      Usuń
    2. Jak Was mało, to byłby fajny klub biegacza, serio! Nie myślałaś o tym z nikim? :D Sorry, to takie trochę zboczenie teraz, że wszystkie aktywności chciałabym organizować w jakieś grupy :D Bo to naprawdę fajnie, jak ludzie przychodzą i z początku się nie znają, a potem się okazuje, że podczas wspólnego wylewania potów tak się do siebie zbliżają i zaprzyjaźniają. No! To jest SPORT :D

      PS. Po paru dniach ćwiczenia Ewy Chodakowskiej - skalpela stwierdziłam, że są zbyt kontuzyjne dla nóg, które kiedyś przechodziły kontuzję - jak w moim przypadku :) Kontuzja kolana i mięsień dwugłowy uda niesamowicie mnie bolą, a w tym czasie robiłam tylko te ćwiczenia codziennie. No niestety! :) Teraz postanowiłam sprawdzić Anię Lewandowską, wydaje mi się, że jej ćwiczenia i zestawy będą duużo lepsze :)

      Usuń
    3. To bardzo fajny pomysł. Będę musiała o tym pomyśleć. Nie wiem, czy nadaję się na taką organizatorkę. :) Nie czuję się pewnie. Ale może z czasem... A Ty jesteś w takim klubie? :)

      Czyli jednak niezbyt zdrowe...

      Usuń
    4. Nic trudnego, serio :) Organizujesz ludzi, ustalacie datę, godzinę i miejsce i biegniecie, nawet przez centrum miasta :) Ja jako klub, w którym pracuję zorganizowaliśmy taki klub biegacza, no i teoretycznie w nim jestem, ale na zmianę z innymi pracownikami :)

      No, może nie to, że niezdrowe, ale bardzo obciążające. Jeśli np. w tym skalpelu uparła się np. na brzuch, to nadal pracują nogi, jeśli ćwiczy ręce, to nadal obciążenie na nogi, a potem jeszcze ćwiczenia na nogi. Moje kontuzje nie wytrzymały akurat ;)

      Usuń
    5. Nie czuję się na razie kompetentna. :) Nie wiem jak bardzo chciałabym się dostosowywać do innych. Wiesz, biegam jednak na określonym dla siebie tętnie i nie jestem pewna czy takie nadążanie za innymi albo zwalnianie dla nich byłoby dla mnie satysfakcjonujące. Bo wiesz - dla mnie bieganie na razie wciąż jest środkiem do osiągnięcia pewnego celu, a nie celem samym w sobie. :)

      Też to zauważyłam. :)

      Usuń
    6. Mhm, rozumiem. :) To masz pewnie rację, że najlepiej samemu. Przynajmniej robisz to tak, jak tylko Tobie odpowiada. Właśnie znowu dałaś mi temat do przemyśleń, bo jeszcze mi przez myśl nie przeszło o tym dostosowywaniu się do innych podczas wspólnego biegania!

      Usuń
    7. To może być super, jak ktoś potrzebuje motywacji, towarzystwa albo po prostu jara go takie wspólne przedsięwzięcie. Bo to przecież poznawanie nowych ludzi i wsparcie. Ja jednak wiem, że biegam bardzo powoli, kiedy znajomi biegaja według mnie bardzo szybko, a tętno mają niskie. Nie chciałabym zostawać w tyle, nadążać za wszelką cenę albo biec jeszcze wolniej niż dotychczas i niewiele wynieść z tego biegu. To byłoby fajne może jako przerywnik rutynowego treningu, taka odskocznia. Ale wiesz, kiedy ja jeszcze trochę zmuszam się do biegania, muszę to robić tak, abym sama była zadowolona. A z czasem może dojrzeję do takiego wspólnego biegania. :) Pomysł super, tylko chyba jestem zbyt zielona jeszcze w tym temacie.

      Usuń
    8. Niekoniecznie, jeśli chodzi o motywację - czasem jest to po prostu chęć robienia tego z kimś, jest mnóstwo osób, którzy nie mogą sami biegać, inni - nie potrafią, dlatego zapisują się do jakichś klubów biegaczy, że pod wpływem innym ogarnąć, jak najlepszą technikę i zyskać jakieś cenne rady, od bardziej doświadczonych biegaczy. I tempa też są różne, przynajmniej u nas np. robimy biegi tematyczne, co się wiąże nie tylko np. z innymi ścieżkami w mieście, ale innym stylem biegania, innym tempem i tak dalej. :)

      Usuń
    9. Świetne przedsięwzięcie. Ale chyba chętniej wzięłabym pod uwagę na razie fakt przyłączenia się do takiego klubu niż jego zorganizowania. :)

      Usuń
    10. Taaak, rozumiem Cię :p Organizowanie takiego czegoś raczej nie należy do fajnych rzeczy :D

      Usuń
    11. A dopytam: z jakimi trudnościami to się łączy? :)

      Usuń
    12. Z mojego osobistego doświadczenia mogę powiedzieć o tym, że gdy grupa jest początkująca, to osoba, która to wszystko ogarnia, musi też ogarniać tych wszystkich ludzi, patrzeć, czy biegną, czy nic im się nie dzieje, czy dobrze to robią, musi zadbać o to, by tempo wszystkich było podobne, żeby nikt się nie zgubił :D. Ostatnio miałam sytuację, że jedna kobitka się zgubiła i oskarżała klub o zaniedbanie :P To takie przykłady :>

      Usuń
    13. No to widzę, że trzeba na dorosłych ludzi uważać tak samo jak ja musiałam uważać na swoich drugoklasistów szkoły podstawowej kiedy pracowałam jako nauczyciel. No wiesz co? Ludzie to naprawdę przesadzają. Jednak rozumiem, że kiedy coś się organizuje jako jakaś instytucja/firma, to można się spotkać ze skargami nawet na najbardziej błahe powody. Kiedy ktoś zająłby się tym prywatnie - nie byłoby takich nieprzyjemności. Gdy prowadziłam zumbę, jakieś panie powiedziały mojemu szefowi na mój temat "pani instruktorka mogłaby tyle na zajęciach do nas nie mówić, bo my nie przychodzimy na zajęcia uczyć się nazw kroków, tylko spalić kalorie". A wiesz sama jak to jest: mówienie, który krok wejdzie na następną ósemkę czy szesnastkę sprawia, że osoby, które chodzą od jakiegoś czasu mogą układ zatańczyć bezbłędnie...

      Usuń
    14. Dokładnie, jakby ktoś sam coś takiego zorganizował, to wszyscy by się cieszyli i czerpali z tego maksymalną satysfakcję, a tak to jak zawsze jakieś zażalenia i w ogóle, bo to przecież Polska, jak to mówią starsze panie i w ogóle całe zło, bo to Polska.

      No co Ty? Przecież mówienie jest bardzo ważne. Ja sobie na przykład cenię bardzo, jak ktoś do mnie mówi, opisuje nawet kolejne kroki, bo wtedy mogę się bardziej skupić na tym, co ja robię, a nie patrzeć na instruktora, żeby dobrze coś zrobić.

      Załamujące i dołujące. Człowiek się stara, chce coś zrobić, jak najlepiej, a zawsze coś źle. ;)

      Usuń
    15. Dlatego praca w fitnessie była dla mnie mało motywująca. Na 20 osób na sali znalazł się czasami ktoś kto coś skomentował szefowi: a że mówię za dużo, że za mało, że trening za mocny, że za słaby. Szef się nie znał, toteż nie wiedział jak się do tego ustosunkować i przekazywał mi te wszystkie informacje jak papuga - czasem co drugi tydzień dostawałam sprzeczną informację. Nawet jak już machnęłam ręką i nic nie zmieniałam tylko prowadziłam zajęcia tak, aby dla większości było OK to szef mi mówił, że któraś tam pani powiedziała, że było za trudno, a inna na drugi dzień, że się za mało spociła. :) Mnie to jednak bardzo demotywowało, bo on chciał, żebym ja brała pod uwagę wszystkie te komentarze. Ale JAK?

      Usuń
  8. Bieganie to też moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję wszystkich życiówek i trzymam kciuki za dalsze sukcesy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja chciałabym zacząć ćwiczyć, ale tylko po to, żeby być w dobrej kondycji. Jednak nie potrafię się zmotywować...

    OdpowiedzUsuń
  11. No i super, że schudłaś, zresztą spotkałam się już z opinią, że bieganie najlepiej gubi nasze nadprogramowe kilogramy :-) Sama tylko tę formę ruchu jako tako znoszę, a najchętniej biegam wieczorami, tak, żeby po powrocie do domu od razu wziąć prysznic, a później przekąsić jeszcze coś lekkiego, żeby w nocy w brzuchu nie burczało - ta przekąska to tak ok. 21-wszej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też tak słyszałam. Jakby nie było to sport wymagający sporo wysiłku. Zazwyczaj ostatni posiłek jadam o godzinie 23:00, ale też później chodzę spać, bo nawet nad ranem. :)

      Rozbroiłaś mnie tą zakonnicą w komentarzu pod poprzednim postem! Ksiądz też dobry... :D

      Usuń
  12. Ja jestem antytalentem do biegania, ale się nie poddaję. Testuję siebie na wszystkie sposoby i największą satysfakcję mam wtedy, gdy nie ulegnę rezygnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Nie poddawanie się i przekonanie siebie do treningu zawsze daje największą satysfakcję w chwili kiedy tuż po nim siada się do uzupełniania węglowodanów i idzie pod prysznic. :)

      Usuń
  13. podziwiam Twoje samozaparcie, ja nie mam siły po pracy ubrać butów, a co dopiero jeszcze iść biegać. no cóż, praca fizyczna mimo wszystko zmusza mnie do ruchu, więc nie narzekam na jego brak. w każdym razie dzisiaj zaczęłam sobie taki mały squats challange, pamiętam, że kiedyś doszłam do 200 przysiadów, ale musiałam przerwać, bo miałam problem z kolanem przez krótki czas i jakoś nie zebrałam się w sobie, żeby zacząć od nowa i go dokończyć. może tym razem się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, że kolano odmówiło posłuszeństwa przy takim rodzaju wyzwania. Zdrowe to ono nie jest i każdy fizjoterapeuta złapałby się za głowę gdyby je zobaczył. :D

      Usuń
  14. Lubię endomondo, tzn lubiłam - teraz mam przestój ćwiczeniowy ;)
    Zapraszam do siebie :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  15. ja kocham aktywność fizyczną i nie umiem bez niej żyć. Jak nie pójdę biegać, pływać, na siłownie, jogę, to mój dzień jest po prostu niepełny. Mam więcej energii i wszystko mi się bardziej chce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zmotywowani z Ciebie kobieta.
    Podziwiam za upór i gratuluję efektów :)

    OdpowiedzUsuń
  17. dużo pozytywnych opinii czytałam o tej aplikacji, ale mój telefon jest z innej epoki i nie obsługuje jej. Znalazłam coś zastępczego, ale jest okropne, jak założyłam np zbyt luźny dres idąc biegać to w ogóle nie liczyło dystansu i szybkości, wyłącznie czas. No do tego to mi i stoper starczy :/ a potem przestałam, bo błoto itd. Niestety mamy tylko kawałek drogi asfaltowej i pozostają na bieganie pola, łąki i lasy. Latem super bo można i trochę boso po trawie polatać ale kiedy pogoda się psuje wszystko zamienia się w bagno.
    Wsparcie też jest ważne, a w domu to tylko wysmiewanie, dlatego nie chce ćwiczyć jak ktoś jest i czasem czuje że mogę więcej a trzeba już przestać;x czekam niecierpliwie na dzień wyprowadzki, na swobodne ćwiczenia, może basen.. Powrót do biegania i pierwszy bieg górniczy organizowany w mieście chłopaka, ahh :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za bieganie boso! Ja nie jestem w stanie nawet boso chodzić po chodniku czy trawie. Po plaży też nie lubię. :)
      Bieg górniczy? A cóż to takiego? :) Nigdy nie słyszałam.
      W takim razie życzę powodzenia w przeprowadzce. I tego, żeby nikt więcej się nie śmiał, bo to naprawdę jest słabe...

      Usuń
    2. fajne uczucie na trawie tylko trzeba na pszczoły uważać :/
      Jak zamieszkamy sami to już problemu nie będzie, chłopak nie raz proponował nawet że możemy razem ćwiczyć ale ma niezły wycisk w pracy to nie chce go ciągnąć jeszcze.
      A bieg to 10km, ale nazywają go górniczym bo kończy się pod kopalnią. :)

      Usuń
    3. No właśnie przyznam, że ja to się właśnie boję tych gryzących owadów. :D W trawie to niewiele widać.
      No tak, jak ktoś bardzo ciężko pracuje, to nie ma się co dziwić, że po powrocie do domu nie zawsze ma chęć ćwiczyć.
      Rozumiem. :) Teraz wszystko jasne.

      Usuń
  18. Redukcja wagi musi łączyć się ze zdrowym trybem życia - inaczej zamienisz zdrowie na wątpliwie atrakcyjny wygląd fizyczny. 70% efektów to zasługa diety, a tylko 30% - ćwiczeń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się z takimi proporcjami. To zbyt duże uogólnienie w chwili, gdy każdy z nas posiada inny organizm. Wysiłek fizyczny w moim przypadku to raczej 90% sukcesu, bo ja nawet omijając niezdrową żywność i ćwicząc dwa razy w tygodniu wciąż miałam nadmiar tłuszczu. Musiałam niestety całkowicie zmienić sposób trenowania i dawać z siebie więcej.
      Zdrowemu trybowi życia mówię tak.
      Pytanie jednak brzmi: co dziś oznacza zdrowy tryb życia. Bombardowani chemią w dietetycznym jedzeniu, spalinami w powietrzu i smarując się pochodną ropy naftowej w kremie można nabrać przekonania, że nie mamy takiej możliwości lub takich pieniędzy, aby o siebie dbać. :) U mnie sport łączony jest nie z dietetyczną żywnością, ale z tym, że omijam to co faktycznie nad wyraz nie jest zdrowe w żywności. Po prostu czytam etykiety. :)

      Usuń
  19. A ja jakos nigdy sie nie moglam przekonac do biegania. Niewiem czemu... kiedys biegalam przez 3 tygodnie I o ile pierwszy tydzien byl mega o tyle kazde kolejne wyjscie bylo meczarnia...I tez mialam endomondo I kolezanke do biegania... no widocznie to nie dla mnie. Jeszcse w gimnazjum zawsze bylam "sprinterka" na krotkich dystansach mialam najelpszy czas z klasy a dlugich to mi sie w polowie odechciewalo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak próbowałaś i Ci nie leży to nie ma się co zmuszać. Można robić co innego. :)

      Usuń
    2. Problemem jest to że ja bym chciała biegać bo mi się to podoba, tym bardziej że tutaj tyle osób biega...Zastanawiam się czy nie spróbować raz jeszcze i dać sobie miesiąc a przy okazji wkręcić mojego narzeczonego...Bo w PL na moim osiedlu byłyśmy praktycznie jedyne które biegałyśmy a tutaj jest znacznie więcej ludzi, może to by było motywacją ;P

      Usuń
    3. Fajnie, kiedy bieganie staje się pasją dla dwojga osób. :)

      Usuń
  20. Też biegałam z endomondo, a nawet jeździłam na rolkach. Jednak nie publikowałam wyników na fb. Za to właśnie w tej aplikacji mieliśmy założoną grupę w kilka osób z bieganiem, w której na każdy tydzień wyłaniany był lider, który przebiegł najwięcej - to było chyba taką największą motywacją - żeby mieć pierwsze miejsce w grupie. ;)
    A poza tym... nie wiem. Nie jestem kimś, kogo trzeba długo namawiać do aktywności. Wiedziałam po prostu, że robię to dla siebie, chciałam też pokazać innym, którzy woleli zostać na kanapie, że jestem od nich silniejsza - bo mam w sobie tyle determinacji, żeby wstać w kanapy nawet po ciężkim dniu i iść pobiegać. Bieganie jest też świetnym momentem na przemyślenia i słuchanie najlepszej muzyki. Motywowało mnie również mnóstwo biegaczy, których mijałam o każdej porze dnia. Ja patrzyłam na nich z podziwem i pomyślałam, że może ktoś też tak spojrzy na mnie? ;)
    Ja po jedzeniu muszę odczekać godzinę, a potem mogę już ćwiczyć. ;)
    Póki co nie biega, jak już pisałam, gdy poprzednio była mowa o bieganiu, ale nadal ćwiczę brzuch. A co mnie do tego motywuje? No cóż - początkowo byli to znajomi (Ci sami, z którymi konkurowałam w biegach). Mieliśmy kiedyś taki zwyczaj dźgania się w brzuch - w ramach zaczepki, po czym każdy się śmiał z "galaretki" na czyimś brzuchu. Jakoś nigdy nie miałam problemów z rozbudowaniem mięśni na brzuchu i faktycznie zawsze coś tak było - chociażby od podnoszenia ciężkich rzecz itp. (taaak kobieta samowystarczalna xD) Powiem Ci, że ujrzeć na ich twarzach szok i zazdrość zarazem, w momencie, gdy ich "dźg" trafiło na opór - bezcenne :D A poza tym - plaża... Trzeba jakoś wyglądać, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetna sprawa z tą grupą!
      Wiele osób biega/ćwiczy słuchając muzyki. Ja nie mogę. Ponieważ mam słaby wzrok bardzo polegam na zmyśle słuchu. :)
      Masz jak widać super przemianę materii. :)
      Mnie motywuje to, że zawsze chciałam nosić krótkie topy latem, ale jakoś odsłonięcie brzucha powodowało brak pewności siebie. Może w tym roku dam radę. :)
      Zabawne to z tym dźganiem. ;)

      Usuń
    2. Ta grupa to chyba największy motywator. Potem gdy spotykaliśmy się wieczorami każda rozmowa zaczynała się od pytania "No ile dziś przebiegłaś/przebiegłeś?" :D
      Mi też się wzrok niestety psuje, ale póki co daję radę. Nosisz okulary albo soczewki?
      Zgadza się, dlatego nigdy nie miałam problemów z tym, że mam czegoś za dużo. :)
      O ja też chciałam je nosić! Nawet sobie kupiłam w poprzednie wakacje jeden taki luźny - ale i tak się nie przełamałam i nosiłam go na podkoszulek. Może w te wakacje się przemogę.
      Takie typowe dla nas - rzadko kiedy jesteśmy poważni. :D Jak ktoś ma włochaty sweter, to np. go głaszczemy jak kota itp. :P

      Usuń
    3. Ja też jak spotykam się z braćmi to zawsze zaczynamy od tematu treningów. :) No bo o treningu nie pogadasz z kimś, kogo to nie interesuje. A żeby go interesowało, to musi być zazwyczaj zaangażowany. :)
      Mam okulary, ale nie noszę na co dzień. Tylko do TV, kina, na wykłady itp.

      Usuń
  21. Bardzo przydatne nowinki!!! Poprzedni post oczywiście przeczytałam a zaciekawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  22. gratuluję efektów :) ja w 1,5 roku schudłam 32 kilogramy, także o motywacji wiem naprawdę sporo, :) nie korzystam jednak z żadnych aplikacji ani nic, jestem raczej staroświecka, zapisuję sobie wszystko w kalendarzu :D

    u mnie jest to samo, moja promotorka dobija 70-tki, więc ciężko jej z internetem :D

    na razie powiedziałam mu o tym, co myślę, co czuję itd, ustaliliśmy, że spotkamy się za jakiś czas i o tym porozmawiamy, myślę, że to jest dobre, pozwoli mi spojrzeć z dystansem na naszą relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje to należą się Tobie! Ogromne osiągnięcie! Mnie troszkę denerwuje to, że im jestem lżejsza tym oporniej idzie dalsze zbliżanie się do określonego ideału. ;) Niby tak blisko, a tak daleko. :)

      Usuń
  23. Ja tam biegać nie mogę :(
    Gratuluję efektów.
    zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń