poniedziałek, 2 września 2013

Półmaraton Gryfa

Dziś zapowiedziany gościnny wpis Adama, mojego brata bliźniaka. O tym jak spędziliśmy... a raczej jak on spędził poprzednią niedzielę. Ja siedziałam na trybunach... Oddaję bloga do jego dyspozycji. To do niego kierujcie swoje komentarze. Z chęcią na nie odpowie, zatem polecam wrócić. Zapraszam do lektury.


* * *
Łamanie granic. Próba charakteru, walka z bólem. O tym jak z niewinnej idei rozwija się cel, któremu można podporządkować dwa miesiące. Opowieść o przygotowaniach i udziale w półmaratonie Gryfa. 

Adam tuż przed startem...
Wszystko zaczęło się niewinnie.  W maju ściągnięto mi gips. Biegaj, chudnij! Koniec wymówek. Spokojne tempo, zacząłem od 5 km. Towarzyszył mi chłopak Ewy. Chciałem osiągnąć barierę 10 km i biegać dla zdrowia.  Apetyt rośnie w miarę jedzenia, kilometr za kilometrem. Tempo wzrastało. Y. zmienił biegi na siłownię, ja zostałem. Dzień przełomowy, to dzień pokonania 12 km. Wtedy wiedziałem, że to bilet w jedną stronę, że nie odpuszczę. Przebiegnę Półmaraton Gryfa 25 sierpnia. Dla niektórych bieganie jest przyjemnością, dla mnie bardzo to wątpliwe jeśli chce się pokonywać granice. Średnią przyjemność osiąga się, gdy masz przebiec 20 km, po 12 godzinach pracy o godzinie pierwszej w nocy i wstać o 7 rano. Raz nawet miałem okazję się odwodnić. Dodam, że po takim treningu nogi bolą jak cholera. Stały pakiet. Krwawy pęcherz na stopie, lewe kolano, prawe biodro. Pod sam koniec treningów w sierpniu doszła lewa stopa. Nagminny ból po prawej stronie brzucha martwił mnie najbardziej. Jakże wielką radość sprawiło mi, gdy zamiast prawego boku bolał lewy. Bolało dość mocno, a ja się cieszyłem, że to jednak nie wyrostek. 

Ze względu na pracę biegałem po nocach. Znajomi pytali mnie „nie boisz się tak po nocy biegać, przecież tyle patologii po tym mieście chodzi?”. Moja odpowiedź była zawsze taka sama - przecież tę patologię to się zna, najbardziej boję się, że nadepnę na jeża i skręcę nogę. Nawet nie wyobrażacie sobie ile ich biega po mieście w nocy. Jednego nawet przypadkowo kopnąłem.

* * *

Jedni odbywają ostatnie chwile rozgrzewki. Drudzy w skupieniu oczekują sygnału startera. Ktoś tam jeszcze pełen luzu żartuje: „Młody zrób mi zdjęcie, bo to prawdopodobnie ostatnia chwila, gdy widzicie mnie w pozycji stojącej” - zagaduje sąsiada obok i wręcza mu aparat. Daleko mi od luzu. Raczej rozgrywka w głowie – dam rade czy umrę gdzieś na trasie.


Zawodnicy przygotowują się do startu

Godzina 12:00 - wszyscy czekają na sygnał. Jedyne co słychać to szmer rozmów na stadionie i niewyraźny lament spikera. Strzał! Start! Blisko 1400 biegaczy rusza. Stadion szaleje, krzyki, brawa. Nie wiem czy to dla mnie ta wrzawa czy nie, ale mijam ludzi, patrzę im w oczy, a oni się uśmiechają, krzyczą. Niesamowite uczucie. Jesteś jednym z 1400 ludzi, a czujesz się tak jakby oni przyszli tu tylko dla ciebie. Ciarki, miękkie nogi. Niesamowite uczucie. Możesz wszystko. Sky is the limit! 


Zaczęło się!
Udziela mi się atmosfera. Wspaniałe uczucie, które prowadzi do piekła. Biegnę tempem, które jest za szybkie. W głowie pytanie „jak zamierzasz pokonać trasę tym tempem w słońcu?". Próbuję zwolnić. Lipa. Nie da się zwolnić, gdy każdy cię wyprzedza. Ambicja nie pozwala. Odruchowo trzymam tempo, które musi mnie zabić. 4 km za nami i czuję dystans w nogach – 17 km przede mną – niedobrze. Zwalniam do tempa, które i tak nie jest dla mnie optymalne. Przy 9 km zastanawiam się czy nie zrezygnować. No, ale jak spojrzeć w oczy znajomym skoro tyle mówiłem o przygotowaniach? „Prędzej karetka mnie stąd zabierze niż nie dobiegnę”. Banalny głupi tekst, ale znający mnie trochę bardziej wiedzą, że nie żartuję. Jedenasty kilometr jest przełomowy… 


Adam przebiega półmetek

Dostałem na trasie połowę banana :D. 150 gramów zwyczajnego biedronkowego banana, które ratuje ponad dwa miesiące treningu. Do szesnastego kilometra biegnę spokojnie. Jest nieźle, siły wróciły, drugi oddech. Ostatnie 5 km to bieg na ambicji. Walka z samym sobą. Bez siły. Biegłem, bo wiedziałem, że muszę ukończyć, że jeśli się tutaj zatrzymam to przez cały rok będę miał wyrzuty sumienia. Mój pierwszy półmaraton nie może skończyć się rezygnacją. Skręcona kostka, zasłabniecie to jakiś tam powód, ale nie brak siły. Z resztą nie raz na treningu biegłem ostatnie kilometry na rezerwie, więc to nic nowego. W zasadzie nic nowego, ale tam biegałem w nocy o 1:00, o 2:00. Pierwszy raz tyle kilometrów w godzinach 12-14 przy pełnym słońcu. Mimo wszystko biegnę. Ostatni podbieg. Kto mieszka w Szczecinie ten pewnie kojarzy to wzniesienie na Unii Lubelskiej. „Szacunek Adam, że tam podbiegłeś, na kacu jak idę to się wku…am, gdy musze pod nią podejść” – tyle komentarza kolegi po półmaratonie. Trasy nie znam, więc pytam człowieka z ochrony – ile jeszcze? – mniej niż kilometr. Jest dobrze. Wiem, że dobiegnę. Ostatnia prosta po ulicy. Słyszę szum stadionu. Wbiegam na stadion, ostatnią prostą na bieżni pokonuję sprintem, mijam z dziesięć osób. Przekraczam metę. Czas? Lipa. Ponad dwie godziny. Dokładnie 2:00:28. Miało być poniżej 2 godzin. Niemniej jednak i tak jestem zadowolony. Za dużo błędów popełniłem. Przez dwa dni spałem 10 godzin. Dzień wcześniej na konwencie spałem na podłodze. Słabe jedzenie, no i oczywiście mądry chłopak ze mnie, więc ubrałem się na czarno, gdy biegać trzeba było w południe. Za rok wracam tam, pobiję 1:35. Trzymajcie kciuki.

W tym roku medale dla biegaczy, którzy ukończyli trasę wyglądały właśnie tak

Taki upominek Adaś dostał w pracy na kilka dni przed startem
W tej całej historii brak odpowiedzi „dlaczego biegałeś, skoro było ciężko?”. Odpowiedz bardzo prosta – dla siebie. Przełamywanie swoich granic wiąże się z niesamowitą satysfakcją. Mój osobisty sukces – przebiec półmaraton z astmą i dyskopatią. :)

PS: Kasiu, dzięki za permanentną motywację, trzymam kciuki za zdrowie i za rok biegniemy razem. :)

________________________________

Wspieraj innych w ich postanowieniach

Jeśli chcesz,
polub na FACEBOOK'u

64 komentarze:

  1. czytałam z zapartym tchem, podziwiam wytrwania i gratuluję ukończenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:)
      Adam

      Usuń
  2. Wielki podziw i szacunek. Chociaż osobiście też lubię biegać to taka długa trasa wydaje mi się wręcz niewyobrażalna. Od razu mam skurcze w nogach :D Ale skoro to dla przełamywania własnych barier to zazdroszczę samozaparcia, szczególnie w bieganiu po nocach, po pracy.
    Gratuluję! ;)

    Co do komentarza - wydaje mi się, że to w głównej mierze zależy od charakteru. I nie mów, że nudna z Ciebie dziewczyna, nie wolno tak! ;) Po prostu wolisz inny rodzaj spędzania czasu.
    Wiesz, że jeszcze nigdy nie byłam na takim prawdziwym piana party? ;( Musi być ciekawie.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nudna" w sensie, że mało rozrywkowa w takim pojęciu tego słowa, jakiego zazwyczaj się używa. Nie zaś w takim sensie, że się z nią wytrzymać nie da, bo tak przynudza. ;)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo:) a jakie dystanse biegasz?:)
      Adam

      Usuń
  3. Podekscytowałam się samym wpisem ze względu na smakowite tempo i narracje tekstu!
    Aaale, do meritum. Ogromnie gratuluję sukcesu, tego,że zrobiłeś to dla siebie, no i że udowodniłeś sobie co nieco. Choć nigdy nie biegłam w maratonie, półmaratonie czy jakimkolwiek -onie- lubię biegać i znam to uczucie walki z samym sobą. Pokonać samego siebie i ustawić jeszcze wyżej poprzeczkę.. czy nie taki jest sens życia?
    Pewnie nigdy nie spotkałam żadnego jeża na drodze, bo one czyhają na kostki biegaczy... szczwane bestie!
    Powodzenia za rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeż to straszny zwierz, postrach nocnych biegaczy:) Jako, że pisać nie potrafię. Wielkie dzięki za pochwalenie tekstu. Oczywiście sens życia też tak rozumiem ważne być lepszym niż dzień wcześniej. Oraz by nie mówić - kolega zrobił, koleżanka umie - tylko móc powiedzieć zrobiłem, potrafię:)
      Adam

      Usuń
  4. Świetna notka. Podziwiam ludzi, którzy uprawiają jakiekolwiek sporty. Osobiście nie bardzo mam taką możliwość, więc mi to bardzo imponuje. Super, że przełamałeś barierę i trzymam kciuki za następny raz!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo za pochwałę czysto sportową jak i tą dotyczącą tekstu:) Ograniczone możliwości? chodzi o zdrowie?:)
      Adam

      Usuń
  5. Hej Adam!
    fajny wpis, bardzo powaznie do tego podchodzisz :) lubie, jak mi samej udziela sie atmosfera.
    ambitny z Ciebie facet, dobrze, ze banan Ci pomogl :D
    przekroczyles swoje postanowienia o 28 sekund, wstydz sie :p ale spoko, nastepnym razem beda rekordy! super, ze masz taki zapal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo:)
      Zapał jest, powiem więcej polubiłem bieganie. Siły banana nie znałem. Zadziałał jak sok z gumi jagód do tej pory jestem pod wrażeniem:) Wiem, że nie mówisz poważnie, ale faktycznie się trochę wstydzę, że przebiłem te dwie godziny jakoś mi tak głupio:)
      Rekord być musi!:D
      Adam

      Usuń
  6. najprzyjemniej jest przekraczać swoje granice, robić coś co z pozoru wydaje się niemożliwe ;D
    a samodyscypliny i udanego biegu gratuluję
    osobiście biegać nienawidzę, zamiast tego kocham sporty wodne ;)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację satysfakcja po osiągniętym celu przyćmiewa każdy ból, zmęczenie itd. W tym roku wszedłem po raz pierwszy od 7 lat do głębszego zbiornika niż wanna i jestem zdruzgotany jak słabo mi idzie pływanie:) Z tymi sportami to coś na poważniej?;>
      Adam

      Usuń
    2. raczej tak dla samej rekreacji, dla własnej przyjemności :D
      kiedyś brałam udział w zawodach, kiedy jeszcze uczył mnie mój były już, niestety trener
      w sporcie najlepsze właśnie jest pokonywanie własnych ambicji :) wygrywanie z samym sobą

      Usuń
  7. Gratuluję samozaparcia w dążeniu do wytyczonego celu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przede wszystkim GRATULACJE!

    Tak bieganie powinno być przyjemnością. Trenując trzy/cztery razy w tygodniu nie da się biegać bez przyjemności.

    Jak dokładnie wyglądały Twoje treningi? Bo z tego co opowiadasz to były dość katorżnicze - skoro cały czas bolało (?). Chyba, że ból spowodowany chorobami ... to rozumiem.

    Widzę, że zapał jest - za rok będzie rekord na pewno! Trzymam kciuki za dalszą motywację.

    Ja w tamtym tygodniu również odniosłem biegowy sukces - pierwsze 10 kilometrów w moim życiu. To był mój cel na wakacje - i zrealizowałem go idealnie. Na następne wakacje postanawiam sobie przebiegnięcie półmaratonu, więc będziemy mogli porównać wyniki hehe.

    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę się, zanim Adam odpowie, ale z mojego doświadczenia wynika, że aby cokolwiek w sporcie osiągnąć - musi boleć. Przynajmniej kiedy chciałam nauczyć się szpagatu - wszystkie ćwiczenia były podsycone bólem (może nie takim nie do wytrzymania, ale zawsze). Bardzo często więzadła i ścięgna były ponaciągane, bo to jest normalne, kiedy pracuje się na coś samodzielnie i chce się widzieć efekty. Łagodne treningi u mnie nie przynosiły żadnych rezultatów. Nie wiem jak jest z bieganiem, ale pamiętajmy, że Adam chciał przebiec półmaraton po dwóch miesiącach treningu, a wcześniej nie biegał w zasadzie prawie wcale. Jeśli już, to odcinki te były znacznie krótsze. Moim zdaniem nie dałby rady, gdyby miał się użalać nad tym, że coś boli. A że bolało to było naturalne, bo w dwa miesiące zrobić z astmatyka biegacza to nie jest łatwe. Poza tym moim zdaniem nogi bolą już po całym dniu w pracy na nogach - gdyby Adam miał nie trenować, "bo praca" - nie trenowałby nigdy, bo zawsze bolałyby go nogi. Cel był naprawdę trudny do osiągnięcia. A przyznam, że ani razu się chłopak nie użalał na głos, że nie da rady, że nie pójdzie, bo za bardzo boli, albo że w ogóle boli. Dopiero teraz o tym przeczytałam. Ja się krzywiłam na te jego pęcherze na nogach, a on na to "spoko, norma". :) Ja ten post odczytuję tak: "Jak chcesz, to wszystko się da". Pytanie tylko, czy naprawdę chcesz, bo chcieć, to móc. Jeśli bolałoby ze względu na chorobę, byłby moim zdaniem kretynem gdyby ćwiczył dalej, bo mógłby stać się kaleką. Tu raczej chodzi o to, że ludzie się wykręcają "nie dam rady, bo mam astmę", "nie dam rady, bo przecież choruję na dyskopatię". A to tylko głupie wymówki. Moim zdaniem ból jest częścią sukcesu sportowego. Adam może mi podpowie potem kto to, ale jeden facet, sportowiec zawodowy mówił, że zaczynał się martwić dopiero wtedy, gdy przestawało boleć, bo w zasadzie nie było dnia, aby nie odczuwał jakiegoś dyskomfortu. Brak bólu był czymś dziwnym. Bo w sporcie ból jest normą. :)

      Usuń
    2. Czarno-Biauy dużo kilometrów, albo inaczej - za dużo dla mnie. Miałem 3 lata przerwy od biegania za piłką. Stąd bóle. Nie ma co ukrywać przeskok z niebiegania do 21 km plus praca w 3 miesiące nie jest naturalny i nie niezauważalny dla organizmu. Stąd kontuzje. Pomagało mi stwierdzenie, które przytoczyła Ewa wyżej:)

      Usuń
    3. Tak, tak ja doskonale rozumiem że bez bólu nie ma sukcesu. I to prawda. Tylko, że bieganie (lub cokolwiek innego) "do upadłego" na dłuższą metę może okazać się "zabójcze". Ciebie może nie zabije, ale może zabić Twoje cele. Doprowadzić do jednej, drugiej aż nagle do trzeciej poważniejszej kontuzji i wtedy już trzeba będzie zrobić dłuższą przerwę w treningach. A taka przerwa w większości przypadków uniemożliwia osiągnięcie dobrych wyników i amatorom i profesjonalistom. Jest też takie dobre powiedzenie biegaczy "lepiej przebiec kilometr mniej niż metr więcej".

      W 3 miesiące ... od zera do 21km? PODZIWIAM, podziwiam i jeszcze raz podziwiam. To jest Twoja pierwsza przygoda z bieganiem (bieganiem dla biegania)?

      Wszystko jest możliwe! Człowiek może wszystko. Choć to co zrobiłeś mimo wszystko wydaje mi się szalone.

      A... ból w sporcie na pewno nie jest normą :)

      Usuń
    4. Powiedz, że ból nie jest normą osobom, które ćwiczą systemy, sztuki walki czy balet. ;) Mnie zaś bieganie boli zawsze. ;) I zawsze bolało - w klatce piersowiej i w gardle. Może jestem więc wyjątkiem? To taki rodzaj bólu, który mi naprawdę bardzo przeszkadza. Gdybym miała osiągnąć coś w tym sporcie, musiałabym przemóc tę granicę bólu.

      Usuń
    5. Ok to moja historia układa się tak. 3 lata temu zdiagnozowano u mnie dyskopatię musiałem rzucić piłkę, bo groziła mi przesiadka na wózek. Warunek jeden. Boli kręgosłup? hold up! Po rehabilitacji, odpoczynku. Spróbowałem biegać tej zimy. biegałem może z tydzień lub dwa. pamietam tempem żółwim postanowiłem na początek 15 minut. Ha nawet nie wiedziałem, ze przy 8 minucie zadławię się wymiocinami taki słaby byłem. A potem przerwa. Kontuzja reki - przecięte ścięgno palca. Nie chciałem biegać z gipsem. Pancerz zdjęto 14 maja i 20 maja pobiegłem pierwszy raz 5 km i tak się potoczyło:)
      A kiedyś biegania dla biegania nie znosiłem. Męczyło mnie strasznie przez astmę. W piłkę grać mogłem, bo tam robiłem sprinty z przerwami, a w szkole nigdy nie przebiegłem więcej niż 300 metrów, bo się dusiłem:)
      Wiem, ze to wygląda jakbym zdrowy rozsadek widział tylko w słowniku, ale ja sporo mogę. gdyby coś mi poważnego zagrażało - odpuściłbym. Zdrowie najważniejsze:) Ciekaw jestem jak Tobie pójdzie na półmaratonie:)
      Adam

      Usuń
  9. Naprawdę Cię podziwiam! Przede wszystkim dlatego, że zacząłeś i dlatego, że w miarę kolejnych pokonywanych kilometrów nie spocząłeś na laurach a wyznaczałeś sobie kolejne cele. To naprawdę wzbudza we mnie ogromny szacunek.
    A opis biegu - dało się odczuć Twoje zmęczenie, emocje i odczucia. Wygrałeś walkę z samym sobą, nie poddałeś się i tego Ci gratuluję : )
    życzę Ci, żebyś w przyszłym roku miał czas poniżej 2h i żebyś nie zostawił biegania : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:) mimo wszystko były chwile, ze chciałem to rzucić, ale z pomocą przyszła moja sekretna technika motywacji:D
      Adam

      Usuń
    2. A co to za sekretna technika motywacji? : )

      Usuń
    3. Mówię o tym co zamierzam osiągnąć. Jak ktoś mnie pyta co u mnie to mówię o półmaratonie, wrzucałem na fb ilość przebytych kilometrów na endomondo. Później znajomi Ciebie motywują, nakręcają a że ja całkiem ambitny jestem nie wyobrażam sobie bym miał 100 osobą mówić, ze się poddałem:) Jak schudłem 16 kg znajomi też pomagali, ba później nawet mnie pilnowali bym nie jadł śmieci:)
      Adam

      Usuń
    4. W takim razie masz fantastycznych znajomych : )

      Usuń
    5. Najlepszych. Każdy z nich zasługujący na osobny, obszerny esej:D
      Adam

      Usuń
  10. Świetna opowieść o przełamywaniu własnych granic i o tym ile siły potrafi drzemać w jednym człowieku. Jeśli dalej będziesz tak zawzięty to w następnym roku stawiam stówkę na Ciebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo! Stawiaj dwie, bo to pewny typ!:)
      Adam

      Usuń
  11. Jak czytałam opis biegu to w sumie wydaje mi się, że miałabym tak samo - prędzej by mnie stamtąd karetka wywiozła niż odpuściłabym w trakcie robienia czegoś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo innej drogi nie ma, nie po tym co przejdziesz na treningu. Po prostu trzeba ukończyć, by nie żałować:) Jak się zasłabnie no cóż to trochę się pozdzierasz - nie raz nie dwa. Będzie boleć kilka dni, ale urażona duma, świadomość poddania się... co to to nie.:0
      Adam

      Usuń
  12. Nochi a jak się z tym trychologiem kontaktować? Raczej prywatnie co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej prywatnie - to na pewno. Nie wiem czy jest możliwość na kasę chorych, ale poszukaj - zawsze na jedną wizytę można byłoby pójść. Ale musisz poszukać w swoim regionie jakiegoś specjalisty. Poszukaj w Internecie namiarów, albo rozjerzyj się w przychodniach w stolicy Twojego województwa - sądzę, że w mniejszych miejscowościach może być problem.

      Usuń
  13. Jestem pełna podziwu, jesteś kolejnym przykładem tego, że jeśli człowiek CHCE, to może wszystko ;) Sama chętnie bym biegała, ale mam problemy ze stawem skokowym i bieganie jest raczej dla mnie udręką niż przyjemnością.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może uda Ci się znaleźć przyjemny zamiennik. Ot właśnie wszystko zależy od chęci (jak zdrowie pozwala), każdy by mógł przebiec półmaraton. Trzeba TYLKO chcieć:)
      Pozdrawiam również:)
      Adam

      Usuń
  14. Podziwiam, naprawdę podziwiam! :)
    Fajnie, że w końcu ktoś powiedział: biegam, żeby pokonywać SWOJE własne granice i swoje słabości. Bo zazwyczaj słucha się, że chodzi tylko o przyjemność, że to niby takie cudowne uczucie bo biegnę i jest mi dobrze. A tu mamy 'krew, pot i łzy!'. Podziwiam i gratuluję :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Bieganie nigdy mnie nie relaksowało. Tydzień przed półmaratonem cieszyłem się, że "jeszcze 3 treningi i tydzień wolnego sobie zrobię":D
      Adam

      Usuń
  15. Podziwiam zapał i motywację! :) Najważniejsze, że robisz to co lubisz. Liczy się nie wynik ale praca, którą włożyłeś w przygotowania. :) Życzę dalszych sukcesów i trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo, będą kolejne. Nie będą to rekordy półmaratonu gryfa, ale moje osobiste rekordy:D
      Adam

      Usuń
    2. I właśnie osobiste rekordy są najważniejsze. :D Drobne zwycięstwa popychają nas do działania! :D

      Usuń
    3. W Twoim wypadku to nie małe kroczki, tylko ogromna praca i duże kroki do przodu. :D

      Usuń
  16. Thanks for the comment dear...and nice pics as always!
    XOXO
    Ylenia

    OdpowiedzUsuń
  17. Z doświadczenia wiem, że jak chce się coś osiągnąc to najczęściej krew, pot i łzy, ale potem radość i zadowolenie są bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Z doświadczenia" to zaintrygowało. Chciałabyś to rozwinąć?:)
      Słowo bezcenne wyczerpuje temat, warto walczyć:)
      Adam

      Usuń
  18. Wiedziałam, że masz brata, ale nie wiedziałam, że to Twój bliźniak :)
    Ludzie, którzy pokonują swoje granice są wielcy i takich ludzi szanuję :) tak więc gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma dwóch jeden jest tym fajnym, drugi jest tym... drugim, starszym:)
      Dzięki wielkie:)
      adam

      Usuń
  19. Oj ja to o bieganiu za wiele nie wiem, ale gartuluję Tobie :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie - blog uzupełniam o vlogi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. No to gratulacje! Czytałam to po prostu z szeroko otwartymi oczami. Uwielbiam biegać i podobnie jak Ty, robię to nocami, bo wtedy jest mi najprzyjemniej, ale w maratonie, półmaratonie bym się nigdy nie zdecydowała wziąć udziału, to raczej nie dla mnie, za duża presja i takie tam. :)

    Jestem pełna podziwu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dla mnie kiedyś było to abstrakcją:) A bieganie w nocy chyba najprzyjemniejsze. Mało ludzi, temperatura niższa:)

      Usuń
    2. Dokładnie, jeszcze, jak gwiaździste niebo nad nami, to w ogóle świetnie jest :)

      Usuń
  21. Jaka z Ciebie super siostra! A brat, też ma zacięcie do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Gratuluję wytrzymałości :D
    No i sukcesów oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo zaciekawił mnie ten post. Naprawdę podziwiam Twoją wytrwałość. To że się nie poddałeś i do tego, robiłeś to wyłącznie dla siebie. Taka trasa na prawdę musiała być ciężka. Racja, trzeba przekraczać swoje granice. Teraz masz pewnie ogromną satysfakcję. Życzę powodzenia za rok! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Najgorsze podbiegi były no i słońce. Za rok życiówka:)
      Adam

      Usuń
  24. O matko. Pełen szacunek i gratuluję. Mimo, że nie cierpię i nie potrafię biegać to domyślam się jakie to może być uczucie, choćby sam start w takim maratonie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam start i usłyszenie dopingu. Jak i ukończenie to dwa inne odczucia dla których warto pobiec i dać z siebie wszystko:)
      Adam

      Usuń
  25. Podziwiam ludzi, którzy przekraczają swoje granice, walczą z samym sobą. Ja najwięcej w życiu przebiegłam dwa kilometry i myślałam, że wyzionę ducha:D Aczkolwiek zostawiłam za sobą duużo osób:) Uczucie po dobiegnięciu do mety po tych dwóch godzinach musiało być cudowne:) Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  26. Podziwiam! Ja nie znoszę biegania, zresztą nie mogę, bo mam uraz kolana i czasem nawet chodzenie sprawia mi ból.

    OdpowiedzUsuń
  27. oj tak - od dziecka..
    (nie) dziękuje, by nie zapeszyć :* :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Szczerze mówiąc podziwiam ludzi którym "się chce". Ja nienawidzę biegać od dziecka, dlatego widok ludzi biegnących (najczęściej w jakimś szczytnym celu) wywołuje u mnie kupę emocji. Nawet gdybym sama podjęła się takiego wyzwania to padłabym po paru metrach...

    Pozdrawiam,
    Katherine Unique


    OdpowiedzUsuń