piątek, 1 maja 2015

O bridezillach

Ponieważ za niecałe 100 dni wraz z Y. powiemy sobie sakramentalne „tak”, jest to dla nas czas bardzo wyjątkowy (to popularne stwierdzenie, ale jakże nieprawdziwe, bo przecież w polskiej przysiędze słowo „tak” nie występuje w tym kontekście). Dziś jednak nie o wybieraniu kokardek do zaproszeń i nie o tym, w jaki sposób znów zostałam zaskoczona, ale o tym jak trudną grupą społeczną są bridezille. Tak – nie przywidziało się Wam. To nowo poznane przeze mnie słowo (o, jednak jest pewna ciekawostka) oznacza połączenie słów "panna młoda" oraz "godzilla". Można się domyślić co się pod nim kryje.

Jestem przerażona tym jak bardzo zadufana w sobie jest część kobiet planujących ślub. Nie wiem czy to presja „tego jedynego dnia w życiu”, czy co, ale nie jestem w stanie zrozumieć jak można obrażać się na to, że ktoś nie może pojawić się na weselu. Niedawno Gąska przesłała mi wypowiedź pewnej dziewczyny na temat ślubnych rozterek. Czytałam, otwierałam oczy coraz szerzej, aż dotarłam do momentu, w którym przyszła panna młoda ubolewała nad tym, że ktoś jej bliski może nie będzie obecny na jej ślubie. Powód: choroba i pobyt w szpitalu. Uwierzcie, ludzi, którzy mają z tym problem jest wielu. Czy tylko nam wydaje się, że to nie nad nieobecnością osoby powinno się ubolewać?

Jeśli ktoś nie będzie mógł przyjechać do mnie na wesele i to nie dlatego nawet, że był chory, to kim jestem by go oceniać i mówić, że się na mnie wypiął? Miał przyjechać, a potem powiedzieć dziecku „nie ma dziś śniadanka i obiadu, bo Twoja ciocia brała ślub. Ale kotlety na weselu były dobre, prawda?”. Nic nie daje mi takiego prawa. Udział w weselu wymaga włożenia pieniędzy w wiele spraw jak choćby dojazd, odświętne ubranie, często też uczesanie. To wszystko kosztuje. Bywanie na weselach nie jest dla każdego, a przyjazd na sam ślub też nie zawsze jest możliwy. Jednak czy to jest najważniejsze? Nikt poza naszymi rodzicami, czasami rodzeństwem i bardzo bliskimi przyjaciółmi nie żyje naszym życiem. Cudzy świat nie zaczyna się na naszym ślubie. I nie kończy na odmowie uczestnictwa w nim.

Bridezille uważają inaczej. Chcą wręczać gościom magnesy na lodówkę z ich fotografią jako upominki, bo przecież każdy wujek i każda kuzynka tylko marzy o tym, by codziennie przed przygotowaniem każdego posiłku popatrzeć na ich miłość. Panie młode chcą wyganiać gości na dwór w mróz żeby pozowali w plenerze do miliona fotografii jakie właśnie one sobie wymarzyły. I oczywiście uważają, że każdy chce pełnić w tym ważnym dniu jakąś rolę: być druhną w plastikoworóżowej sukience, czytać fragment ewangelii podczas ceremonii i pomagać w wybieraniu serwetek tak jakby chodziło co najmniej o wybór Miss Universe. To nieprawda. Nie każdy chce. W zasadzie nie chce prawie nikt. Takich osób jest tylko parę w naszym życiu. I ta niewielka liczba sprawia, że wciąż jesteśmy szczęściarzami.

Jest jeszcze kwestia atrakcji. Kiedy zaczynaliśmy ustalać budżet, braliśmy pod uwagę, że może zaplanuje się coś ekstra poza jedzeniem, alkoholem i muzyką. Dziś jestem na nie. Nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie, ale napatrzyłam się na wiele atrakcji, które gości wcale nie cieszą. Mam wrażenie, że wzięły swój początek stąd, żeby pokazać jak bardzo inne jest nasze wesele, jak miło gościom będzie je wspominać i mówić „To dopiero było weselicho z pompą! Nie taka wieś jak u Zośki”. A co jest efektem? W moim przypadku kiedy byłam na takim weselu pełnym atrakcji, para młoda ani razu nie nawiązała ze mną kontaktu wzrokowego i nie zamieniła ze mną zdania. Pewnie dlatego, że byli zbyt zajęci dbaniem o szczegóły. Było ciekawie, inaczej, ale poza imionami nie do końca wiem u kogo się bawiłam.

Tekst jest o pannach młodych. Dlaczego? W wielu komentarzach, artykułach, rozmowach zauważam „wymarzyłam sobie”, „zawsze chciałam”, „to mój jedyny dzień”. I czasami efektem tych marzeń jest pan młody wygłupiający się na parkiecie, choć w ogóle nie czuje rytmu i ani się dobrze nie bawi. Jednak przecież jego ukochana wymarzyła sobie debeściarski pierwszy taniec. Taniec, z którego ryją całe internety. Innym razem biega w ufajdanym smokingu, bo świeżo upieczona żona zamarzyła sobie wypuszczanie gołąbków pod kościołem. A później to również pan młody obrywa za krzywą ze zmęczenia i znudzenia minę, która zepsuła małżonce fotkę z szybkiego pleneru fotograficznego gdzieś pomiędzy życzeniami a rosołem.

Nasze, wybrane wspólnie. ;)


28 komentarzy:

  1. Nie spotkałam się z tym żeby mieć pretensje do ludzi, którzy nie mogą być na Twoim weselu. Może po prostu też nie zwróciłam na to uwagi. Wiem, że wesele i organizacja tego to duży wydatek, ale nie rozumiem obrażania się na kogoś kto na wesele nie mógł przyjść. Widocznie miał ważny powód i nie powinniśmy go oceniać. Zresztą jak sama pisałaś, samo pójście na wesele również kosztuje i nie każdy zawsze może sobie na pewne rzeczy pozwolić. Byłam na kilku weselach gdzie rozdawali upominki dla gości, ale nie były to zdjęcia a np. maleńkie aniołki z krótkim podziękowaniem, najczęściej rymowanką. Nie każdy faktycznie chce brać udział w różnych zdjęciach, które młodzi wymyślają czy innych pomysłach, ale biorą bo przecież to ich ważny dzień, i też trochę to czasem sztucznie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak poczyta się fora to dzieją się tam cuda. Zresztą kiedy byłam jeszcze dzieckiem i moja mama ze względów finansowych odmówiła przyjazdu na wesele jednej osobie to usłyszała, że się bierze pożyczkę, bo na wesele należy przyjechać.

      Takie upominki są teraz popularne, ale fajne są właśnie w jakiejś uniwersalnej formie.

      Z tego co obserwuję goście wcale nie psioczą na jedzenie czy alkohol, ale właśnie na nietrafione atrakcje, które sprawiają, że goście się nudzą, ale wypada im patrzeć na pokaz fireshow, ktory ciekawy jest tylko wtedy jak patrzy się na niego pierwszy raz i to przez pierwsze pięć minut; wypada im brać udział w puszczaniu lampionow choć kłóci się to z ich przekonaniami i zachęca do degustacji alkoholi podczas pokazów barmańskich, a potem w efekcie rewolucja żołądkowa gotowa. XD I jeszcze oczepiny trwające 1,5 godziny kiedy każdy drży o to, by ich nie wyciągnięto na środek do jakiejś głupiej zabawy. Czasu na normalną interakcję z gośćmi zostaje niewiele.

      Usuń
  2. Wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem... Wiem, że dzień ślubu to dzień 'specjalny', ale mnie można dać się zwariować. Takie dziewczyny to chyba psują sobie ten dzień na własne życzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiar to bardzo dobre słowo. :D

      Usuń
  3. haha, znowu nauczyłaś mnie czegoś nowego ;)
    Mi jeszcze palma nie odbiła, ale kto wie co będzie bliżej ślubu ;p
    Jak czytałam wypowiedź tej klientki to aż mi się drobne w kieszeni rozmieniały. Jakie ona miała problemy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, aby Ci to groziło. ;)

      Usuń
  4. dobre, mocne i na pewno do przemyslenia!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nigdy nie marzyłam o "Tym dniu", nie planowałam jak to będzie wyglądać, jak będzie wyglądała kiecka marzeń. Jedyne czego byłam pewna, to tego, że tata musi mnie prowadzić do ołtarza i że na weselu nie będzie biesiady i disco polo.
    Wszystko zrobiliśmy razem, duchowo, spokojnie i bez przaśnego przepychu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Ja mam wymarzoną sukienkę i wymarzoną ceremonię. Ale staram się nie angażować w to osób trzecich, bo stawiam się na ich miejscu i wyobrażam sobie, że niekoniecznie ja czułabym się dobrze w takiej roli. A co do wesela to nie mam żadnych oczekiwań - zasada jest taka, żeby nikt nie czuł, że chciałby w ktorymś jego momencie uciec albo spalić się ze wstydu. :)

      Usuń
    2. Na pewno będzie pięknie! To jest niesamowite przeżycie i uczuć nie da się opisać :) Będziesz najpiękniejszą panną młodą!

      Usuń
  6. Ugh, ja w ogóle podziwiam odwagę ludzi, którzy chcą brać ślub i do tego z weselem :P Byłam na jednym weselu-właśnie dlatego, że jestem za biedna żeby dać komuś z dalszej rodziny godny prezent.... Wynudziłam się jak diabli. Impreza na sto osób, ja z tego znam 10, musiałam siedzieć, jako młodzież, koło moich kuzynów, których kiepsko znam, i jakiś wesołych, podpitych 20-latków. Na dodatek musiałam tańczyć z jakimis cholernymi strażakami (bo nie miałam pary) a tańczę naprawdę tragicznie i nienawidzę tego. Ale oczywiście tańczyć musieli wszyscy. Kto to wymyślił... Miałam wrażenie, że ktoś wymyślił takie wesele tylko po to, by się popisać, na co to ich stać. Żadnego indywidualizmu-jak wyjęte z kolorowych gazetek. Więc zupełnie zgadzam sie ze wszystkim, co piszesz ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... Jeszcze to wyganianie na parkiet! Bo panna młoda prosi, żeby nikt nie siedział. Tak jakby krzesła były tylko po to, aby goście nie jedli na stojąco.

      Usuń
  7. Takie panny młode są okropne... mam jedną znajomą, która wymarzyła sobie ślub na pół tysiąca osób i teraz sprasza wszystkich znajomych i ... ich rodziców, chociaż na oczy ich nie widziała. Cóż, mam nadzieję, że ja się w taką ślubną heterę nigdy nie zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czy sama finansuje to wszystko. Z reguły młodzi są bardziej powściągliwi w wydawaniu kasy, gdy to swoje pieniadze muszą wyłożyć. :) Ale może się mylę.

      Usuń
  8. To także u mnie gorący temat, bo sierpniu jest ślub i wesele mojej córki. Jak na śląską tradycję przystało 2 - dniowe. To jednak była decyzja młodych. Ja patrząc z perspektywy czasu uważam, że 1 dzień jest optymalny. Każdy jednak ma swoją wizję tego niepowtarzalnego zdarzenia. A wiesz, że córka też wybrała zaproszenia w podobnym odcieniu jak twoje ale z drobnymi elementami czerwieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też robimy wesele dwudniowe, ale drugi dzień bardzie nieco spokojniejszy. :) Wszystko jest naszą decyzją, bo sami pokrywamy koszty imprezy. Nie mieszamy w to rodziców. Chyba, że mają ochotę w czymś pomóc - moja mama bardzo chciała sfinansować mi suknię i dać złoto na obrączki, a rodzice Y. kupili nam wódkę. O nic jednak nie prosiliśmy. :)
      Wydaje mi się, że połączenie bieli z chabrowym jest bardzo eleganckie. :) Z czerwienią wygląda pięknie, ale ja na ślubie będę czerwień omijać. :)

      Usuń
  9. w tym właśnie momencie uświadomiłam sobie, że jednak nie chcę mieć tradycyjnego ślubu w kościele z białą suknią. do niedawna brałam to pod uwagę, tzn. najpierw chciałam wziąć cywilny, a za kilka lat kościelny, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że to zbędny wydatek, zbędne nerwy i zbędne obrabianie dupy na każdym kroku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślub w kościele nie musi kosztować wiele. Wesele to nie przymus. Można wziać skromny ślub koscielny i zaprosić najbliższych na obiad. :) Ludzie za bardzo łączą ślub kościelny/konkordatowy z weselem. A to dwie różne sprawy.

      Usuń
  10. Dobrze piszesz - wesele nie jest tanie dla nikogo. My też odmówiliśmy przyjazdu na wesele dla rodziny, która praktycznie nigdy się do nas nie odzywa, tylko przy okazji wesela sobie przypomniała. Wesele było wyjazdowe, a o noclegu ani słowa w zaproszeniu. Stwierdziliśmy, że w budżecie brak kasy na takie rozrywki. Ale nie tylko wesela drogie, komunie też prawie jak wesela, szczególnie, kiedy się chrzestną jest. Właśnie za tydzień jedziemy na taką komunię :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehehe:p uwielbiam Panny Młode wkurwione na koronkę w swojej sukni, która sterczy nie tak jak trzeba - to nic że jej w ogóle nie widać:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wymarzony dzień trafia szlag. XD

      Usuń
  12. Czytam i buzia mi się otwiera coraz szerzej...z innej epoki przybywam;) piękne zaproszenia i najważniejsze, że wybrane wspólnie. :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Osobiście nie przepadam za jakimiś szczególnymi 'atrakcjami' na weselach. I mam nadzieję, że nigdy nie dopadnie mnie taka przypadłość panny młodej ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oglądałam kiedyś taki program "Panny młode z piekła rodem" - i miałam podobne odczucia do Twoich. Nie wiedziałam, że przed ślubem można zmienić się w taką zołzę. :D
    Ja chyba nie byłam na jakimś "wydziwnym" weselu jeszcze. Ogólnie okres weselny mi się skończył w rodzinie i chętnie by się na jakieś poszło. Tylko mam obawy, że najbliższe jakie będzie, to moje własne. xD
    A zaproszenia oryginalne, nie spotkałam się jeszcze z granatowym kolorem na nich. Przeważnie wszyscy wybierają złoto. Także coś innego, bardzo ładne. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mimo żem typ nietańczący na wesela lubię chodzić i patrzeć na bawiących się ludzi;) Przyznam jednak, że nie rozumiem za bardzo idei zabaw - nigdy nie brałam w nich udziału i wołami by mnie nie zaciągnęli. Rzucanie welonem czy krawatem może być, ale inne formy są bardzo nie w moim stylu.
    Nie wykażę się zbytnią tolerancją w tym momencie, ale nie do końca czuję także klimat nadmiernego przeżywania tego dnia. Dla mnie nie był on najpiękniejszym w życiu, miewałam z mężem fajniejsze i inne daty są dla mnie ważniejsze. Wesela nie organizowałam, bo nie lubię być w centrum uwagi (choć jako gość z chęcią uczestniczę tak jak już wcześniej wspomniałam). Nie przeżywałam tego dnia, nie stresowałam się, nie byłam piękną panną młodą (spotkałam się z przypadkami, że po ubraniu sukni ślubnej i zrobieniu fryzury, makijażu przyszłe małżonki wpadły w samozachwyt i nie omieszkały się nim dzielić). W moim przypadku ślub nie zmienił praktycznie nic. Cieszę się, że go wzięłam, być może umocnił relację na swój sposób, ale poza tym różnicy nie odczułam. Nie lubię przeżywania i jarania się sobą, weselem itd.
    Jeśli chodzi o gości: ja zaprosiłam tylko 'grono świąteczne' na poczęstunek poślubny. Osoby, z którymi nie utrzymuję bliskich relacji nie uwzględniałam, bo chciałam by było jak najbardziej kameralnie i zależało mi by 'świętować' wśród osób, które szczerze dobrze mi życzą, a nie obgadują po kątach. Jak najbardziej rozumiem sytuację, że ktoś stawić się nie może na ślubie jednak w momencie jak ktoś bez opisywanych przez Ciebie zobowiązań finansowych typu dzieci itd. nie chce się pofatygować do Kościoła to trochę tak jakby mu nie zależało na znajomości. Ja zawsze staram się być na samym ślubie znajomych pomimo braku zaproszenia na wesele np.

    OdpowiedzUsuń
  16. kiedyś na blogu poznałam dziewczynę, która planowała swój ślub zanim poznała faceta... byłam tym przerażona, bo jak może sama planować swój ślub?! przecież ślub bierze się z kimś i tak na logikę to ma być ten dzień tych DWOJE, no właśnie dwoje, więc każdy ma swoje zdanie i dochodzi się do porozumienia, u niej tak chyba nie będzie, przynajmniej tak wywnioskowałam z naszych rozmów... biedny ten facet, i później jest tak, jak to czytam u Ciebie... to straszne jak niektórzy są zapatrzeni na samego siebie, jak nie widzą inny w takich sytuacjach... oczywiście, że byłoby fajnie, gdyby pojawili się wszyscy zaproszeni goście, ale dla wielu to nie jest łatwe, kogoś nie stać, ktoś leży w szpitalu, przecież to nie byle jakie powody, że ktoś się nie pojawia! a nawet jeśli ktoś nie ma ochoty przyjść na to wesele, to przecież ma do tego prawo, może to już nie jest miłe, ale przecież nie trzeba się do czegoś zmuszać... co tym ludziom w głowach siedzi... heh..
    ja to bym raczej chciała nie duże i skromne wesele, a nie wiadomo jak wystawne i pełne atrakcji... a wy macie dużo gości zaproszonych? duże macie wesele? :) widzę, że odliczasz już dni, pewnie nie może się doczekać tego jedynego dnia? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. My bierzemy ślub tydzień po Was :)
    Liczymy się z tym,że część gości może odmówić Nam obecności z różnych powodów. Wiadomo - zapraszamy Ich po to, aby byli częścią Naszego dni, aczkolwiek różnie może się ułożyć.
    Jedyne czego bym nie chciała żeby ktoś celowo wprowadził Nas w błąd, albo dzień przed poinformował Nas o swojej ninieobecności, która nie byłaby spowodowana wypadkiem losowymi.
    Mam nadzieję, że wszyscy będą dobrze się bawili!

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem w trakcie przygotowań. Najgorętszy czas przed nami dopiero, ale dla nas liczy się tylko to, że wreszcie będziemy razem.
    Od pięciu lat widzimy się tylko w weekendy. Wesele jest dla mnie najmniej ważne. Liczy się tylko to, że już będę miała go przy sobie. :)

    I o to w tym wszystkim chodzi. O piękną miłość.

    OdpowiedzUsuń