Pogoda jest
idealna, zatem jak tutaj nie mieć wspaniałego humoru? Tym bardziej, kiedy raczą
nas niespodziewanym dniem wolnym? Dzięki temu spotkałam się dzisiaj z dwoma
przyjaciółkami i podczas spaceru natknęłyśmy się na taki widok:
Wolny dzień
sprawił, że dodatkowo upiekłam dla zapracowanego Y. ciastka. Mam nadzieję, że
nie wejdzie na bloga przed tym jak się zobaczymy, bo to ma być niespodzianka.
Okazuje się, że tylko taki masterchef jak ja potrafi
w przepisie na ciacha, które wymagają pięciu składników pomylić się dwa razy w
proporcjach i dodać jeden składnik dodatkowo, którego wcale nie ma na liście... Ale to nic. Spróbowałam, nie otrułam się,
stwierdziłam nawet, że ciastka są pyszne.
Zasadniczo to
choć na razie średni ze mnie pożytek jeśli chodzi o gotowanie, pranie, sprzątanie,
prasowanie, pieczenie i inne obowiązki domowe, to jednak miło przygotować coś, co
komuś smakuje i kto to doceni. Od razu chętniej wraca się do nielubianej kuchni. To dla mnie duża odmiana, bo w moim rodzinnym
domu można spędzić w niej pół dnia po to, aby usłyszeć, że zamiast cukru
pudru wolałoby się lukier, zamiast powideł to może dżem, a tak w ogóle to może zamiast
ciastek mogłoby się upiec coś innego. A jak jest u Was?
P.S. Jeśli
jesteście zainteresowani, poniżej zamieszczam przepis. Ciastka są naprawdę łatwe w wykonaniu. Sama robię je od ręki, ponieważ wszystkie składniki zawsze mam w domu czy w piwnicy. Jeśli wyszły mnie, to wyjdą każdemu. Polecam używać dość
dobrze usmażonych powideł i dżemów (chodzi o to, żeby nie były zbyt wodniste - tutaj idealnie sprawdzają się te, które robi moja mama), aby nam całość nie wypłynęła podczas
pieczenia. Składnikiem, który wkradł mi się dzisiaj nieplanowany był proszek do
pieczenia. :)