Podczas
czytania wielu podsumowań rocznych czy to na facebooku, czy na blogach,
zauważyłam wiele opinii na temat liczby przeczytanych książek (nie
chodzi mi o blogi, które zajmują się recenzjami, bo to naturalne, że
podsumowanie lektur jest ich tematyką). Sama uwielbiam literaturę, ale
natknęłam się na ciekawe komentarze – zwłaszcza na facebookowej stronie BiblioNETki.
Otóż pojawił się temat dotyczący "statystycznego Polaka, który czyta jedną
książkę rocznie". Nagle obudziło się mnóstwo osób, które chyba za cel honoru ustaliły,
że trzeba się pochwalić możliwie największą liczbą przeczytanych w poprzednim roku
książek i dopisać jeszcze coś w rodzaju (parafrazuję): "W tym roku tylko 80 – wiem, mało". Szczerze? Ile ja bym dała,
aby mieć tyle czasu by móc przeczytać przynajmniej jedną książkę tygodniowo.
BiblioNETka
z chęcią narzuca, że wynik przyzwoity to właśnie jedna książka tygodniowo,
zatem powinno się mieć na koncie około 52 rocznie. Jednak zastanówmy się: czy
tu faktycznie chodzi o liczbę? Ktoś, kto przeczytał siedem książek liczących
prawie 1000 stron przeczytał mniej niż ten kto ma na koncie pięćdziesiąt liczących
po 100 stron? Nie rozumiem tego, naprawdę. Pod owym postem zawrzało od
licytacji. A gdzie natomiast mowa o jakości? Czy czytanie płytkiego Coelho
można porównać do pochłonięcia Biblii lub nawet „Pięciu lat kacetu” – książki traktującej
o obozie koncentracyjnym, przedstawiającej konkrety, a nie farmazony? Nie sądzę.
Nigdy
nie miałabym czasu na przeczytanie tylu książek rocznie. Nie wiem co robią w
życiu ci, którzy czytają tak wiele. Oprócz pochłaniania literatury, oczywiście.
Sama mam dość szybkie tempo czytania. Jednak jeśli pięć godzin dziennie
zajmowały mi praktyki, dodatkowe cztery godziny to była praca (dodać oczywiście
czas na piesze przemieszczanie się), potem trzeba było się pouczyć lub pójść na
wykłady, nie ma czasu na lekturę (a przynajmniej tę z własnej woli, niezwiązaną
ze studiami), bo brakuje doby. No i jeszcze co z literaturą do pracy licencjackiej, której nigdy nie pochłania się w całości? To literatura niepoliczalna. Jeszcze przydałoby się ogarnąć siebie, pokój (lub dom). Poza
tym nie uważam, że zanurzanie się w lekturę na rzecz zaniedbywania kontaktów
międzyludzkich byłoby lepsze. Owszem, książki to coś niesamowitego, ale chyba
nie chodzi o to by stać się odludkiem. Bez obrazy, ale mając na koncie jedną
książkę tygodniowo (zakładam, że jest to lektura przyzwoita, licząca co najmniej
300 stron), trzeba nie mieć żadnych obowiązków w domu, nie pracować i nie mieć
znajomych. Z samą szkołą dałoby się to jako tako pogodzić, owszem.
I
jeszcze jedno: nie wierzę w kurs szybkiego czytania. Rzecz w tym, że bardzo
często kiedy rozmawiam z kimś o przeczytanej książce kto niby po takim kursie
jest, często nie pamięta on wszystkich szczegółów. Nagle okazuje się, że fan
Pottera nie wie w kształcie czego była blizna na kolanie Dumbledore'a, kiedy zaś podobno książkę przeczytał kilkanaście razy. Fakt ten był dla niego niezrozumiały, bo był pewien, że chodzi o dworzec King's Cross. Uważał ten wątek za niedokończony i wręcz spędzający mu sen z powiek. Ja czytałam
raz i wiem doskonale o co chodzi… Rozumiem, że mógłby mu wypaść z głowy fakt z "Kafki nad morzem" Murakamiego, która bywa książką nieco zagmatwaną, ale Rowling pisze nad wyraz jasno. Za to kochają ją wszyscy. Nie wątpię, że są osoby, które z takiego kursu
skorzystały – moja była polonistka czyta bardzo szybko i ze zrozumieniem.
Jednak naprawdę niewielu może sobie na to pozwolić. Nie raz profesorowie na
uczelni z nazwiska wymieniają tych, którzy literaturę przeczytali za pomocą
umiejętności zdobytych na kursie.
Jeśli
się mylę, proszę mnie oświecić. :) Nie jestem hermetyczna i potrafię zmienić zdanie, jeśli się użyje przeciw mnie dobrych argumentów. Książki są niesamowite, ale czy właśnie o taką niezdrową licytację chodzi? Zwracam się do osób, które LICZĄ lub liczą i mają na koncie
owe 52 (i więcej) książki rocznie. Zastanawia mnie jak obszerne są to tytuły,
jak godzicie to z obowiązkami szkolnymi i domowymi, które ma każdy, z ewentualną
pracą oraz z przyjaciółmi.