Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 października 2014

Część I października w obiektywie

Prezent od Y. Bo żyrafki są najlepsze na świecie. ;)
Niemal tysiąc ukochanych stron.
Najlepsze...
Szaro-buro i ponuro.
Uchwycone w podróży.
Uchwycone w podróży II.
Ciastka dla Y.
Po sześciu latach wiernej posługi, czas na zasłużoną emeryturę...
Jedziemy!
Zakochałam się w tej witrynie...
Suknia wybrana. Ale to nie ta, jakby co! ;)
Adam, nasz Messi ustrzelił nam darmowe zakupy w Media Markt. ;)
Jenga. Nie miałam pojęcia, że tak wciąga. Umilała proces instalacji systemu operacyjnego. ;)
Czas umierać! Inochi zaczęła BIEGAĆ z aplikacją endomondo!
Spodni nie lubię, ale dwie nowe awaryjne pary muszą być.
Środek października, rajstop brak. ;)


piątek, 9 maja 2014

Dlatego czytam


Zdewastowałaś książkę – być może tak pomyślałeś. Nieważne. Po przeanalizowaniu jej zawartości uważam, że wiele teraz zyskała, bo przecież wśród wielu egzemplarzy są mniej lub bardziej wartościowe okazy. Oto odpowiedź dlaczego czytam. Tak rozumiem tę czynność.



P.S. Mam za sobą pierwsze zebranie. Jakoś poszło. :)

wtorek, 4 lutego 2014

Czekolada


Aromatyczna czekolada to słodycz, który trafia w gusta każdego. Już nawet Majowie doceniali jego walory smakowe. Rodzajów czekolady jest mnóstwo. Vianne w „Czekoladzie” udowodniła, że potrafi zgadnąć, którą lubisz najbardziej. Wystarczy, że przestąpisz próg jej Pijalni Czekolady, a wybierze dla Ciebie idealny smakołyk, który zmieni Twoje życie na lepsze.

Czekolada jest niezwykła, a zatem musi być wytwarzana w równie niezwykły sposób. Przekonał się o tym Charlie, który szczęśliwie znalazł bilet do fabryki Willy’ego Wonki. Kiedy łamiesz orzechową tabliczkę, uśmiechasz się. Czy nie myślisz wtedy o Umpalumpach oraz wiewiórkach selekcjonujących orzechy?

Zdarza się, że czujesz się źle – tak źle, że gorzej już być nie może. Masz wrażenie, że już nigdy nie będziesz szczęśliwy. Być może gdzieś obok Ciebie przemknął dementor. Tak, mugole również wyczuwają te istoty, choć niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego, dlaczego znajdują się w tak strasznym dołku. Profesor Lupin w takiej sytuacji niestety nie może nauczyć Cię – mugola - skomplikowanego zaklęcia patronusa, ale zaserwowałby Ci najlepszą tabliczkę czekolady z Miodowego Królestwa. Spróbuj następnym razem, gdy dopadnie Cię to straszne uczucie.

Henryk Nicpoń pisze:

(…) smakując czekoladowe serduszka
lepiej nie myśleć
dlaczego życie jest otulone
puchem wspomnień z dzieciństwa

Moim zdaniem lepiej jednak myśleć, bo w moim przypadku większość wspomnień była magiczna. Tak jak chwile z kubkiem gorącej, aromatycznej czekolady spożywanej przy oknie w zimowe, śnieżne popołudnia.

Czekolada uznawana jest za afrodyzjak, a w "Adwokacie diabła" padło niezwykle intrygujące zdanie: Biochemia dowodzi, że nie ma różnicy pomiędzy miłością a dużą tabliczką czekolady.

P.S. W sobotę 8 lutego od godziny 12:00 trzymamy kciuki za Adama - to tak propos czekolady. ;)

________________________________

Nadawaj zwyczajnym rzeczom niezwyczajny charakter.
To sprawi, że staniesz się częścią magicznego świata.

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

niedziela, 20 października 2013

"Dzika droga" - przeczytałam oraz podaję dalej


Podejmując się lektury „Dzika droga” - powieści autobiograficznej Cheryl Strayed przeczytałam tylko refleksje Gąski, która nominowała mnie do tej zabawy. Nie zapoznałam się z żadną recenzją ani nie odczytałam nawet tego, co znajduje się na odwrocie książki (zapoznałam się z tym później i uważam, że dobrze zrobiłam, bo tam po prostu znajduje się spoiler). Nie chciałam się sugerować niczym, ponieważ jestem bardzo wymagającą czytelniczką – do tego stopnia, że niektóre książki uważam po postu za stratę czasu. Książki są dla mnie ogromną wartością, ale nie pochłaniam wszystkiego co popadnie. Dlatego sięgając po „Dziką drogę” chciałam nie mieć żadnych uprzedzeń tym bardziej, że miałam zamiar przeczytać ją jak najprędzej, by nie zalegała u mnie zbyt długo i mogła ruszać w dalszą podróż. Od książki wymagam trzech rzeczy: niebanalnej fabuły, charakternych bohaterów i języka literackiego, po którym po prostu się płynie. Czy "Dzika droga" wpasowała się w mój gust? I tak, i nie.

Bardzo cenię sobie książki, w których światem przedstawionym jest dzika natura. Tutaj było jej wiele, bo przecież tym jest szlak Pacific Crest Trail, którym podążała bohaterka. Jednak szczerze? Znaczna część książki była dla mnie dość monotonna pomimo opisów traumatycznych przeżyć bohaterki oraz jej przygód na szlaku – zdarzało się więc spojrzeć na dolny róg by sprawdzić numer strony. Można powiedzieć, że tak jak bywało monotonne przedzieranie się przez szlak w samotności, tak i ja odczuwałam to poprzez lekturę. Przez większość książki bohaterka drażniła mnie swoim brakiem dojrzałości oraz charakteru. 26-letnia Cheryl miewa rozterki niczym 16-latka. Pojawia się mnóstwo takich sformułowań jak to, że czuje coś, ale zarazem coś zupełnie odmiennego. Toleruję swego rodzaju ambiwalencję, ale bez przesady. W końcu doprowadziło mnie to do rozważań na temat tego jak to się stało, że Cheryl w ogóle podjęła się takiej wyprawy, skoro nie potrafi zdecydować nawet o tym czy kogoś kocha i tęskni czy też nie może na niego patrzeć. Jej mama nazwała ją poszukiwaczem, ja nazwałabym ją po prostu dzieckiem. Czasem miałam wrażenie jakby bohaterka sama sobie zaprzeczała. Jednak staram się dostrzec to, że przecież wyruszyła w tę podróż, aby odnaleźć samą siebie, bo sama nie mogła już siebie znieść. A skoro i ja nie mogłam to znaczy, że autorka świetnie opisała swój stan ducha. Ostatecznie uważam książkę za dobrą. Jestem pełna podziwu dla Cheryl: tego jak bardzo przesunęła swój horyzont oraz jak dzięki temu odnalazła siebie samą. Gdyby to była tylko zwykła powieść, jakaś tam fikcja literacka - to co innego. Jednak to historia, która zdarzyła się naprawdę i dlatego moim zdaniem robi wrażenie. Te trzy dni, które spędziłam na lekturze nie były ani trochę stracone.

Lekturę niesamowicie ubarwiały mi refleksje i komentarze poprzednich czytelniczek. Kiedy czytając jedną stronę widziałam przebijający długopis, nie mogłam doczekać się jej odwrócenia. To samo uczucie towarzyszyło mi kiedy zaczynałam czytać lewą stronę, a jakiś komentarz miał miejsce na stronie prawej. Czytanie tych refleksji, zgadzanie się z nimi jak i wręcz przeciwnie było wspaniałe. To była naprawdę świetna przygoda. Czułam obecność poprzednich czytelniczek, które nie były anonimowe jak to zwykle bywa, kiedy książkę wypożyczy się z biblioteki. Nigdy nie posądziłabym także siebie o to, że z taką przyjemnością będę bazgrać po książce.


Wybrałam kolejny przystanek dla „Dzikiej drogi”. Przesyłam ją dalej do Gai. Mam nadzieję, że czytanie przyniesie jej tyle frajdy, co mnie. Czekam zatem na odpowiedź mailową następnej czytelniczki, a tymczasem zaznaczam jesiennym listkiem najpiękniejszy moim zdaniem fragment książki i dodaję zdjęcie, które powstało przy okazji kolejnego popołudnia spędzonego z O.


________________________________

Czytaj i przeżywaj

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

poniedziałek, 14 października 2013

Akcja "Przeczytaj i podaj dalej"

Kochani, tak się szczęśliwie złożyło, że zostałam wybrana przez Gąskę kolejną uczestniczką akcji "Przeczytaj i podaj dalej". Akcja została wymyślona przez Annę Matysiak. Blogerka pozwoliła swojej książce na to, by spełniła swoje podróżnicze marzenia i w ten sposób książka przemierza nasz kraj wzdłuż i wszerz.


Dla mnie wybór Gąski był ogromnym wyróżnieniem, ponieważ ten projekt ma moim zdaniem w sobie ziarenko magii. Gratuluję inicjatorce akcji wspaniałego pomysłu. Zatrzymanie się na chwilę u mnie tego podróżnika będzie dla mnie samej niesamowitą przygodą. Możliwość pozostawienia w podróżującej książce śladu po sobie będzie dla mnie wielkim przeżyciem. Gąsko, raz jeszcze dziękuję za ten wybór - Tobie i Przemkowi. ;)

ZASADY, które ustaliła inicjatorka Akcji "Przeczytaj i podaj dalej":
1. Odbierasz książkę z poczty albo uprzejmy listonosz przynosi Ci ją do domu...
2. Czytasz z zapartym tchem...
3. Koniecznie robisz zdjęcie z książką (może być w jakimś charakterystycznym dla Ciebie miejscu). Umieszczasz krótką refleksję na swoim blogu (jeśli takowy posiadasz) i przesyłasz link do Anny Matysiak, jako pomysłodawczyni akcji  - zrobimy wspólnie relację z wędrówki książki... poznamy się wzajemnie... może nawet stworzymy klub wędrującej książki…
4. Do książki koniecznie należy się wpisać, zaznaczyć swój ulubiony fragment, pozostawić po sobie ślad :)
5. Umieszczasz na swoim blogu baner i informację o Akcji "PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ" wraz z powyższymi punktami i wybierasz nowy dom dla książki, wysyłasz ją  dalej :)
6. Z dreszczykiem emocji śledzisz dalszą drogę książki, która ma szansę być wolną i zdobyć nowe światy...


Zasady zgłoszenia do Akcji (Wybrana przeze mnie osoba może wymyślić oczywiście własne kryteria wyboru szczęśliwca):
1. Zgłaszasz chęć udziału w komentarzu pod tym postem i piszesz DLACZEGO książka powinna trafić do Ciebie (obowiązkowe)
2. Podajesz swój mail, abym mogła się skontaktować ze zwycięzcą (obowiązkowe)
3. Dodajesz mój blog do obserwowanych (będzie mi miło, ale nie jest to obowiązkowe)
4. Również miło mi będzie jeśli też polubisz mój blog na Facebooku (jeśli posiadasz i chcesz, bo nie zmuszam do zakładania konta oczywiście)
5. Byłoby super, gdybyś umieścił/a też na swoim blogu baner akcji z linkiem do tego posta
6. Akcja trwa od 14.10. do 19.10.

Moja refleksja na temat książki pojawi się w chwili, gdy „Dzika droga” do mnie dotrze i będę miała zaszczyt zapoznać się z jej zawartością. Wiem, że jest już w trasie - szykuję już dla tego gościa miejsce do odpoczynku. Ogłoszę również w tym samym poście kolejny przystanek dla niej.

Edit 16.10.2013.: Książeczka od wczoraj już u mnie jest. Zgłaszajcie się do 19 października do północy. Następnego dnia czyli 20. ogłoszę następny przystanek i napiszę do szczęśliwca w celu uzyskania adresu. 

________________________________
Daj sobie szansę na udział w magicznej akcji

Jeśli chcesz,
polub na Facebooku

piątek, 31 maja 2013

Fotograficzny maj

Muszę Wam powiedzieć, że w maju wydarzyło się wiele pozytywnych rzeczy. Na miesiąc taki jak ten czeka się czasem przez cały rok. ;) Dla mnie był on naprawdę niezwykły. Zamiast opisywać, lepiej odwzorują to fotografie, tak sądzę. A Wy jak podsumowujecie ten pierwszy typowo wiosenny miesiąc w obecnym roku?


Dostrzegacie tę magię?

Koncert Abradaba - niesamowicie energetyczne wydarzenie. Artystę (w zielonej bluzie) widać na scenie.

Znalazłam sport, który o dziwo daje mi mnóstwo zabawy i wspaniałe efekty.

W maju zawsze przy moim łóżku widnieje podobny widok.

Wyrzuciło mnie na brzeg.

Muszę to powtórzyć: kosmetyki wygrane u Lili, przetestowane - są świetne.

Nowe miejsce pracy.

Kilka maili od promotor na temat mojego licencjatu. >>Kliknij tutaj, aby powiększyć<<
Może niektórych zaskoczę: dla mnie to nie była katorga, dobrze się przy tym bawiłam. :)

Pierwsze ognisko w roku.

Kolejny wypad nad morze.


Wypasione tatoski. ;)

Prezent dla Mamy z okazji Dnia Matki. Portret przedstawia mnie i moich dwóch braci. Żadne z nas jednak nie posiada takich zdolności - narysował go kolega pana z lewej. ;)

Zaczytuję się i zakochuję w intelekcie tego pana. Najpierw obejrzałam filmy, dlatego z kart książek doktor Leckter patrzy na mnie właśnie w ten sposób...

Zauważyłam niesamowity wzrost statystyk. Było Was w tym miesiącu u mnie o ponad 500 więcej. Dziękuję Wam serdecznie!
________________________________

Dostrzegaj ciekawe wydarzenia w swoim życiu!

Jeśli masz ochotę,
polub na FACEBOOK'U

wtorek, 22 stycznia 2013

O tym, czego być nie powinno...




Podczas czytania wielu podsumowań rocznych czy to na facebooku, czy na blogach, zauważyłam wiele opinii na temat liczby przeczytanych książek (nie chodzi mi o blogi, które zajmują się recenzjami, bo to naturalne, że podsumowanie lektur jest ich tematyką). Sama uwielbiam literaturę, ale natknęłam się na ciekawe komentarze – zwłaszcza na facebookowej stronie BiblioNETki. Otóż pojawił się temat dotyczący "statystycznego Polaka, który czyta jedną książkę rocznie". Nagle obudziło się mnóstwo osób, które chyba za cel honoru ustaliły, że trzeba się pochwalić możliwie największą liczbą przeczytanych w poprzednim roku książek i dopisać jeszcze coś w rodzaju (parafrazuję): "W tym roku tylko 80 – wiem, mało". Szczerze? Ile ja bym dała, aby mieć tyle czasu by móc przeczytać przynajmniej jedną książkę tygodniowo. 

BiblioNETka z chęcią narzuca, że wynik przyzwoity to właśnie jedna książka tygodniowo, zatem powinno się mieć na koncie około 52 rocznie. Jednak zastanówmy się: czy tu faktycznie chodzi o liczbę? Ktoś, kto przeczytał siedem książek liczących prawie 1000 stron przeczytał mniej niż ten kto ma na koncie pięćdziesiąt liczących po 100 stron? Nie rozumiem tego, naprawdę. Pod owym postem zawrzało od licytacji. A gdzie natomiast mowa o jakości? Czy czytanie płytkiego Coelho można porównać do pochłonięcia Biblii lub nawet „Pięciu lat kacetu” – książki traktującej o obozie koncentracyjnym, przedstawiającej konkrety, a nie farmazony? Nie sądzę.

Nigdy nie miałabym czasu na przeczytanie tylu książek rocznie. Nie wiem co robią w życiu ci, którzy czytają tak wiele. Oprócz pochłaniania literatury, oczywiście. Sama mam dość szybkie tempo czytania. Jednak jeśli pięć godzin dziennie zajmowały mi praktyki, dodatkowe cztery godziny to była praca (dodać oczywiście czas na piesze przemieszczanie się), potem trzeba było się pouczyć lub pójść na wykłady, nie ma czasu na lekturę (a przynajmniej tę z własnej woli, niezwiązaną ze studiami), bo brakuje doby. No i jeszcze co z literaturą do pracy licencjackiej, której nigdy nie pochłania się w całości? To literatura niepoliczalna. Jeszcze przydałoby się ogarnąć siebie, pokój (lub dom). Poza tym nie uważam, że zanurzanie się w lekturę na rzecz zaniedbywania kontaktów międzyludzkich byłoby lepsze. Owszem, książki to coś niesamowitego, ale chyba nie chodzi o to by stać się odludkiem. Bez obrazy, ale mając na koncie jedną książkę tygodniowo (zakładam, że jest to lektura przyzwoita, licząca co najmniej 300 stron), trzeba nie mieć żadnych obowiązków w domu, nie pracować i nie mieć znajomych. Z samą szkołą dałoby się to jako tako pogodzić, owszem.

I jeszcze jedno: nie wierzę w kurs szybkiego czytania. Rzecz w tym, że bardzo często kiedy rozmawiam z kimś o przeczytanej książce kto niby po takim kursie jest, często nie pamięta on wszystkich szczegółów. Nagle okazuje się, że fan Pottera nie wie w kształcie czego była blizna na kolanie Dumbledore'a, kiedy zaś podobno książkę przeczytał kilkanaście razy. Fakt ten był dla niego niezrozumiały, bo był pewien, że chodzi o dworzec King's Cross. Uważał ten wątek za niedokończony i wręcz spędzający mu sen z powiek. Ja czytałam raz i wiem doskonale o co chodzi… Rozumiem, że mógłby mu wypaść z głowy fakt z "Kafki nad morzem" Murakamiego, która bywa książką nieco zagmatwaną, ale Rowling pisze nad wyraz jasno. Za to kochają ją wszyscy. Nie wątpię, że są osoby, które z takiego kursu skorzystały – moja była polonistka czyta bardzo szybko i ze zrozumieniem. Jednak naprawdę niewielu może sobie na to pozwolić. Nie raz profesorowie na uczelni z nazwiska wymieniają tych, którzy literaturę przeczytali za pomocą umiejętności zdobytych na kursie.

Jeśli się mylę, proszę mnie oświecić. :) Nie jestem hermetyczna i potrafię zmienić zdanie, jeśli się użyje przeciw mnie dobrych argumentów. Książki są niesamowite, ale czy właśnie o taką niezdrową licytację chodzi? Zwracam się do osób, które LICZĄ lub liczą i mają na koncie owe 52 (i więcej) książki rocznie. Zastanawia mnie jak obszerne są to tytuły, jak godzicie to z obowiązkami szkolnymi i domowymi, które ma każdy, z ewentualną pracą oraz z przyjaciółmi.