Dziś post nietypowy, ale bardzo
potrzebny. Bez zbędnych słów wstępu: najpierw refleksja Adama, potem moja.
* * *
Było
to 8 lat temu. Lekcja języka polskiego. Wokoło zebrana klasa 3 e. Każdy z nas
wygłasza przemówienie na temat „Kto nas inspiruje, kto jest naszym idolem”. Na
środek wychodzi Artur. Pasjonat kolarstwa. Ba! Czynny zawodnik – później
mistrz, wice mistrz juniorów, reprezentant Polski. Zaczyna swoje przemówienie
od słów „Moim idolem jest Lance Armstrong. Człowiek o niezłomnym charakterze,
który pokonał raka…”.
Okres
gimnazjum to najpiękniejsze lata szkolne jakie miałem. Najpiękniejsze przez
ludzi jakich spotkałem. Między innymi był tam Artur – kolega z ławki. Tysiące
godzin przegadanych, absurdalny poziom humoru. Milion szpilek wbijanych sobie
nawzajem. Waśni piłkarskich, ale każdy wiedział, że to zabawa. Tak budowaliśmy
klimat 3 lat gimnazjum. I jeb… Chichot życia… W wieku 18 lat Artur zaczął
zmagać się z ziarnicą – nowotworem złośliwym układu limfatycznego. Jego walka trwała
5 lat. Przegrał. Walczył ze śmiercią z uśmiechem na twarzy. Nigdy nie poznałem
nikogo bardziej odważnego. Nie tracił humoru. Zawsze pozytywny, naładowany
energią. Był silny fizycznie i psychicznie. Zawsze parł do przodu, motywował
innych. Najodważniejszy człowiek jakiego znałem. Brutalny los przewartościował
jego marzenia o wygraniu Tour de France, pozostało „chcę żyć”.
Artur
był pewny siebie, mówił „Adam, zobaczysz, więcej wygram w kolarstwie niż ty w
piłce”. Miałeś racje – wygrałeś puchary, gratuluję. Wygrałeś też coś więcej -
szacunek wszystkich, którzy Ciebie znali. Nie złamałeś się pod naporem śmierci.
To Ty mi pokazałeś, ze idoli nie trzeba szukać daleko. To Ty pokazałeś mi jak cieszyć
się z życia. Jak zamartwiać się swoimi błahymi problemami, kiedy kolega z ławki
umiera? Mieliśmy zaszczyt patrzeć na niesamowity wyścig ze śmiercią, w którym
pokazałeś kunszt mistrza. Nie wygrałeś, ale przeciwnika dostałeś póki co niemal
niezwyciężonego. Walczyłeś. Kiedyś usiądę przed kominkiem za parędziesiąt lat z
wnukami przeglądając zdjęcia. Wskazując na Artura powiem: „A to jest mój idol.
Największy fighter jakiego znałem.”
Żegnaj
Artur. Gloria victis.
* * *
W niedzielę rano kiedy zalogowałam się
do Internetu, poczułam jakby ktoś wymierzył mi policzek. Dowiedzieć się o śmierci kumpla z facebooka...? Wśród znajomych mnóstwo przekierowań na lokalną stronę. Nie docierało... Dopiero sportowa witryna onetu, interii i potem strona Artura sprawiła, że uwierzyłam. Świat już nigdy nie
będzie taki sam. Bez Artura nie ma prawa…
Artur, byłeś królem życia. Pomimo tych
wszystkich mistrzowskich tytułów, nigdy nie czułeś się lepszy od innych. Dobry
humor nigdy Cię nie opuszczał. W trakcie leczenia w ogóle się nie zmieniłeś.
Zero strachu. Tylko siła. Uśmiech. I chęć życia. Przegrałeś pięcioletnią walkę,
ale i tak zawsze będziesz najlepszy.
Kiedy
mieliśmy po szesnaście lat, nie było Cię na balu gimnazjalnym… Miałeś
zgrupowanie. Podczas imprezy wszyscy robili sobie mnóstwo zdjęć, każdy z
każdym. Gdy po weekendzie wróciliśmy do szkoły, zabrałam aparat specjalnie po
to, aby zrobić sobie zdjęcie jeszcze z Tobą, bo Ciebie naprawdę na tym balu
brakowało. Nie wiedziałam, że po jedynie siedmiu latach owa fotografia będzie
miała tak ogromne znaczenie.
Są tacy
ludzie, którzy przez nasze życie przenikają bezszelestnie. Kiedy ich zabraknie,
człowiek tylko zaduma się na chwilę, nie odczuje niczego szczególnego i żyje
dalej jakby nigdy nic. Ale są i tacy, którzy sprawiali, że nasze życie było
ciekawsze, barwniejsze i weselsze. Wspomnienie o nich nigdy się nie zatrze, a
takich osób zawsze będzie brakować. Artur, dzięki za przedszkolne kłótnie o
czerwony wieszak. Za żarty na lekcjach w gimnazjum, kiedy siedziałeś przede mną
z Adamem. Za wspólne przerwy. Za chwile przegadane gdzieś na spacerach wraz z D.
kiedy przerywałeś dla nas swój trening. Za mój pierwszy w życiu przeprowadzony wywiad
właśnie z Tobą – wtedy mistrzem Polski juniorów w kolarstwie. Za koncerty – ten
wspólny Pei oraz ten charytatywny dla Ciebie, w którym miałam zaszczyt pomagać.
Powinieneś żyć...
W sercach Twoich przyjaciół i bliskich pozostaniesz
na zawsze. Świat wiele stracił wraz z Twoim odejściem. Wysiadłeś na swojej
stacji bardzo wcześnie, ale zobacz, jak wiele rąk machało Ci dziś na pożegnanie.
Żegnaj, Mistrzu.