Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła średnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła średnia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 marca 2013

Moje dziewczyny

Zawsze "cierpiałam" na brak koleżanek – nawet jako dziecko (w cudzysłowie, bo nie było mi jakoś szczególnie przykro). Zasadniczo miałam więcej kolegów z racji tego, że częściej spędzałam czas z bratem. Zdecydowanie bawiłam się z nim i z jego kolegami lepiej. Dziewczyny nie chciały grać w palanta, wspinać się na drzewa albo… kraść czereśni z działki pewnej pani, która biegała za szabrownikami i groziła im grabiami. Jednak z czasem, kiedy stawałam się nastolatką koleżanki były nieco bardziej potrzebne, łatwiej się z nimi podobno dogadać. Podobno. Jeśli o mnie chodzi, wciąż nie za bardzo udawało mi się tolerować otaczające mnie dziewczęta, które raczej zajmowały się obgadywaniem jedna drugiej niż zawieraniem prawdziwych przyjaźni. Jednak nie byłam tak do końca sama. Nie miewałam koleżanek – raczej znajome. Naprawdę mogłam nazwać większość dziewczyn znajomymi, a nie koleżankami z klasy. Miewałam jednak przyjaciółki. Na. jest przyjaciółką jeszcze z piaskownicy, O. przyjaciółką ze szkoły podstawowej, a Ni. bardzo dobrą koleżanką z gimnazjum. Udało nam się pod koniec zeszłego roku zgrać razem we cztery i wiecie co? Faktycznie – stado kolegów z technikum informatycznego, do którego chodziłam (w klasie ja i Na. byłyśmy jedynymi dziewczynami) nie jest w stanie oddać klimatu jakie mają nasze spotkania we cztery. Polecam nie bać się zrobić pierwszego korku i napisać do osób, które kiedyś były dla nas bardzo ważne, ale nagle kontakt się urwał. My we cztery chodziłyśmy razem do gimnazjum, dobrze się dogadywałyśmy, ale potem każda poszła w swoją stronę albo spotykałyśmy się raczej stałymi parami O.+Ni., O.+ja, Na.+ja. Nigdy inaczej. Dziś umawianie się na wspólną gorącą czekoladę albo po prostu na wieczór dzięki facebookowi nie jest niezwykle trudny, choć każda z nas pracuje gdzie indziej, a dwie z nas studiują w innych miastach. Jednak prawdą jest, że muszą chcieć wszystkie. Szczerze powiedziawszy, zawsze chciałam mieć taką zaufaną ekipę. Żebym jednak nie zapeszyła. Tfu!

O., Na., Ni., !-nochi
Time skip, my jako piętnastolatki i... o ponad 7 lat starsze
Ni., !-nochi, O., Na.
Nasze pierwsze wspólne spotkanie po latach
...
Ni., O., Na., !-nochi
...nazwane wieczorem STAROpanieńskim
O., Na., !-nochi, Ni.
Spotkanie mikołajkowe
Leży: Na., stoi: !-nochi, za aparetm: O.
Śnieg, orzełek i zegar słoneczny
O., Na., !-nochi, Ni.
Zimne ognie! Bez okazji... O. pomyślała, że będzie fajnie
O., !-nochi, Ni., za aparatem: Na.
Zakochałyśmy się w tym, dekoracyjnym jedynie, kąciku restauracji
!-nochi, Na.
Przygotowania do Andrzejek. Nad prawą ręką Na. można się dopatrzyć naszej fotografii grupowej ze studniówki

________________________________

Pomóż sobie - miej przyjaciół!

poniedziałek, 4 marca 2013

Nie na serio


Zastanawiam się jak to jest być osobą nadzwyczaj poważną. Ile razy słyszę: "Nie za stara jesteś na takie rzeczy?", "Tobie to już chyba nie wypada, co nie…?". No cóż, stara aż taka nie jestem, bo plecy mi jeszcze nie chrupią, mam 22 lata i nie sądzę, że jest to wiek, w którym najlepiej kupić sobie trumnę, położyć się w niej i czekać na śmierć. ;) Może i byłabym do tego zdolna, gdybym dodatkowo była fanką wampirów i czekała, czy przypadkowo któryś z nich nie zechce poprosić o schronienie na dzień lub dwa. Tak się jednak dzieje, że nie, nie jestem ich miłośniczką, zatem z trumny nie korzystam. Korzystam jednak z tego, że potrafię być sobą i staram się po kolei wyzbywać niepotrzebnych masek. 

Na tygrysku ;)
Trampolina
Skoro się zmieściłam, to znaczy, że zabawka jest też dla mnie. ;)
Kulkoland!
W ZOO micha mi się cieszy przez cały czas
Wielbłądy uśmiechają się do nas... tyle, że drugą stroną (patrz na ogonki;)
Na strrrasznym diabelskim młynie
Jedno z moich ulubionych zdjęć - niesamowicie oddaje klimat dobrej zabawy
Łiiii na Kaczorze Donaldzie!
Razem z moją ekipą byliśmy najstarszymi pasażerami na każdej zabawce
Od zawsze huśtawki darzę szczerą, bezgraniczną miłością
Łyżwy odkryłam dopiero rok temu
Konwenty zaistniały w moim życiu po 18-tce. Wtedy miała miejsce pierwsza edycja zjazdu miłośników kultury azjatyckiej - KoneCON. Byłam na wszystkich trzech edycjach - zdjęcie jest z trzeciej - i szkoda, że na czwartą się nie zanosi. Ale jestem dobrej myśli. KoneCONie, wracaj do Szczecina ;)
Uwielbiam lato i polskie morze (...nad żadnym innym nie byłam ^^')

Pianę Party polecam każdemu
Cyganka prawdę Ci powie ;)
Czarodziejka i dwie czarownice - Andrzejki 2012
Tak, wierzę w Świętego Mikołaja
Siostra zakonna na kozetce u doktora Freuda - ćwiczenia z filozofii. Pasuje mi habit? ;)
Uwielbiam spędzać czas z ludźmi, przy których nie czuję się ani trochę skrępowana
Kulig z najlepszymi to to, co myszki lubią najbardziej - zdjęcie zdradziło, kto był odpowiedzialny za pobrudzenie sianem mojej białej mysiej czapeczki
Przedstawienie studniówkowe "Mario Bros" mojej klasy - IV Technikum Informatycznego w reżyserii mojej i mojego brata bliźniaka. Polecam kliknąć, aby zdjęcie się powiększyło i przyjrzeć się statystom przebranym na czarno. ;)
Wszystko na wariackich papierach: trzy próby i tylko sześć osób chętnych do wykonania około trzydziestu rekwizytów (chmurek, trawek, rybek, rur, żółwi, zamku, stroju dla smoka itd...). Zabawa była przy tym świetna, ale nie obyło się bez wpadek. Na szczęście nikt nie zauważył. Naprawdę działo się ;) Za kotarą chyba jeszcze pięciu statystów, dwie osoby podtrzymujące czarną plandekę i dzielna Natalka z listą rekwizytów, które mają zostać "wypuszczone".
Moje ulubione zdjęcie, którego jestem autorką - na nim mój brat bliźniak w Pradze, na Hradczanach. Brat jest pomysłodawcą, ale wszyscy inni wstydzili się wykonać tego typu fotkę. Oczywiście panowie muzycy zostali sowicie wynagrodzeni za pozowanie ;)
Jestę hieroglifę
*W poście nie znalazło się chyba żadne zdjęcie, które zostało wykonane przed 2010 rokiem. Wszystkie są zatem dość świeże.
 ________________________________

Bądź sobą!

czwartek, 14 lutego 2013

Życie dzielone na pół


On – barista, umysł ścisły, lubi sport i książki Bukowskiego. Adam.
Ona – jest seo-copywriterem, woli nauki humanistyczne, jeśli sport to tylko rekreacyjnie, woli twórczość Rowling. Ewa.
Dwie osoby tak różne, a jednak podobne do siebie bardziej niż mogłoby się to wydawać…

To bliźnięta jednojajowe prezentują się najbardziej spektakularnie. Jak można domyśleć się po płci, ja i Adaś nimi nie jesteśmy. Jednak okazuje się, że jako bliźnięta polizygotyczne i tak jesteśmy do siebie niezwykle podobni.

Ostatnio przeglądałam zdjęcia z wypadu z koleżankami. Sama dostrzegłam podobieństwo do brata. Mam wrażenie, że jestem jego wersją z długimi włosami. Dopiero po ponad dwudziestu latach zaczynam dostrzegać to, co dostrzegali inni zaczepiając nas na ulicy i pytając czy jesteśmy rodzeństwem, a stwierdzenie "tak, jesteśmy bliźniakami" wcale nikogo wtedy nie dziwiło. Jednak tak jak ja i wiele osób dostrzegamy to podobieństwo, tak Adam i druga połowa społeczeństwa nie widzi go, pod względem wizualnym.

u góry: 7 miesięcy;
od lewej na dole: 1,5 roczku i 3 latka

Wychowywaliśmy się razem, mamy wspólne wspomnienia, zawsze mieliśmy siebie do towarzystwa, do zabawy, do pomocy.

Razem z Adamem w szkole zawsze siedzieliśmy blisko siebie. Nie w jednej ławce, ale w sąsiednich. W szkole średniej ławki były połączone tak, że siadaliśmy po czworo, zatem dopiero wtedy ja z koleżanką siedziałam w jednej, brat z kolegą w drugiej, z czego my zawsze wybieraliśmy wewnętrzne miejsca i wychodziło na to, że jednak siedzimy razem. W związku z tym wychowawczyni była przekonana, że to ja zmagam się na zajęciach z języka polskiego z dwoma pracami klasowymi naraz, choć Adam na lekcjach wcale ode mnie nie odstawał. Faktycznie, nieraz zdarzyło mi się napisać bratu kilka, kilkanaście zdań, kiedy temat mu nie podpasował. Jednak nie miał z językiem polskim większego problemu. Nauczycielka postanowiła przeprowadzić eksperyment, bo była pewna, że od siebie ściągamy, tyle że nie mogła nas przyłapać. Przesadziła mnie do ławki na samym końcu klasy, kiedy Adam został w pierwszej. Sami nawet o tym wcześniej nie wiedzieliśmy, ale okazało się, że identycznie formułujemy zdania. Nasze wstępy są prawie takie same, w tym samym miejscu stawiamy pytania, wykrzyknienia. Niektóre zdania były jakby żywcem przepisane, inne różniły się tylko tym, że zamiast „ponieważ”, któreś z nas napisało „bo”. Jeśli to była rozprawka, argumenty były te same, tyle że na przykład w odwrotnej kolejności. Prace różniły się zasadniczo jedynie obszernością, bo Adam pisał bardziej zwięźle, kiedy ja potrafiłam się rozpisać. No i charakter pisma – podobno taki sam, choć moim zdaniem Adam pisze mniej czytelnie i bardziej niedbale ode mnie. Choć niejedna osoba mogłaby stwierdzić, że i moja kaligrafia oznacza posiadanie doktoratu w tak młodym wieku. ;)

Powrót z warsztatów, 2008

Jeśli chodzi o szkołę, nasza więź bardzo przydawała się znów na średnim szczeblu. Jak się okazuje, trzeba ją było nieco przez edukację podstawową wzmocnić. Okazało się, że siedzenie obok siebie przynosiło korzyści. Mieliśmy jednego nauczyciela od kilku informatycznych przedmiotów, który nie lubił zapowiadać klasówek. W związku z tym na przykład z ostatnich szesnastu tematów (każdy temat realizowany był na trzech godzinach lekcyjnych) lubił zrobić pracę klasową witając nas: „O, macie mało ocen, uczcie się zatem przez dwie godziny, na trzeciej sprawdzian”. Wtedy dzieliliśmy się materiałem na pół, uczyliśmy się, a już na sprawdzianie podpowiadaliśmy sobie naprawdę wiele ryzykując, ale rezultatem zawsze była czwórka albo piątka. Chyba łatwiej nam było podpowiadać sobie przez korzystanie z tych samych skrótów myślowych, ponieważ podpowiadanie innym nie wychodziło tak koncertowo. Swego czasu zdarzało nam się używać uproszczonego języka migowego. Ta metoda należała do tego, kto siedział z przodu natomiast to z nas, które siedziało z tyłu musiało radzić sobie szeptem, kopaniem w krzesełko itd. :D Siedzenie obok było praktyczniejsze.

Wiele razy zdarzyło nam się tak, że po małej sprzeczce każde poszło w swoją stronę ówcześnie komunikując, że "w takim razie pracę pisz sam" albo "z matematyką radź sobie sama", ale po jakimś czasie spotykaliśmy się w przedpokoju, aby wymienić się wykonanym specjalnie dla tej drugiej osoby zadaniem.

"Strychówka" (bo impreza na strychu ^^), 2011

Dziś jesteśmy nietypowymi ludźmi. Jeśli o mnie chodzi nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem mężczyzn. Nie powiem nigdy, że faceci są głupi i że nie rozumieją kobiet. Nie mam też zbyt wielu typowo idiotycznych kobiecych zagrywek, tak mi się wydaje. Brat zaś jest uwielbiany przez swoje koleżanki i sam przyznaje, że wie jak z nimi rozmawiać, bo wychowywał się ze mną. Poza tym (bez obrazy dla pań) uważa, że 90% kobiet to idiotki, które nie myślą logicznie. Rzecz w tym, że mnie daleko było do zachowywania się wbrew logice. Ostra krytyka ze strony stale obserwującego mnie rodzeństwa podświadomie nakazywała mi zachowywać się rozsądnie.

Otaczamy Tobiego (pana w masce)
Konwent miłośników Japonii
KONECON 3, 2010

W zasadzie razem przeżyliśmy wszystko: przez prawie całe życie mieliśmy wspólny pokój, razem chorowaliśmy, razem wyjeżdżaliśmy do sanatorium, na wakacje: wspólne budowanie tratw, nauka pływania, chodzenia na szczudłach, łowienie ryb, spanie w namiotach. Mieliśmy tych samych znajomych, jeździliśmy na te same hiphopowe koncerty, mamy podobny światopogląd, chodziliśmy do tych samych szkół i klas aż do dwudziestego roku życia. Ba, nawet udało nam się w tym samym czasie mieć nogi w gipsie. To ze sobą konkurowaliśmy na przykład o Stypendium Prezesa Rady Ministrów dla najlepszego ucznia w szkole, razem uprawialiśmy wolontariat w domu dziecka i to ze sobą rozmawiamy do 3:00 nad ranem, a tematy nigdy się nie kończą… No i do dzisiaj brat bawi się ze mną w MMA wbrew mojej woli. Żadne z nas aż do dziś nigdy w życiu się nie upiło ani nie spróbowało nawet jednej z używek. Rozeszliśmy się dopiero na studiach, ale to wynika tylko i wyłącznie właśnie z tych różnic, które przedstawione są w pierwszych zdaniach postu. 

Zagipsowani, 2009
Muszę jeszcze dodać, że nie ma między nami więzi takiej, która kojarzy się z bliźniętami jednojajowymi, a mianowicie: gdy jednemu dzieje się krzywda, drugie fizycznie tego raczej nie odczuwa (choć kto wie?).
Kiedyś kolega na forum klasy zapytał:
- Adam, a powiedz mi: jak ty się uderzysz i cię boli, to Ewa też to czuje?
Na co Adam patrząc na mnie odpowiedział bez zastanowienia i z szyderczym uśmiechem:
- To zależy o co się uderzę.
Niech to podsumuje nasz rodzaj humoru. ;)

Doceniaj bliskich