Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych!

Deszczowa wigilia jakiej dawno nie było. W kuchni prawie wszystko gotowe. Jak nigdy o tej porze. Tradycyjnie obsiadają mnie biedronki. Znów nie te polskie co kilka lat temu, które zawsze szukały schronienia na zimę w moim domu, a azjatyckie, na widok których się wzdrygam. Szkoda, że nie mówią ludzkim głosem, bo zastanawia mnie czy zadomowiły się już na tyle, że pozbyły się chińskiego, japońskiego lub koreańskiego akcentu. ;) Może byłby z nich pożytek i udzieliłyby lekcji języka Nipponu? Fizycznie brakuje w te święta jednej ważnej osoby. W dobie komputeryzacji i Internetu przynajmniej obecna jest wirtualnie. Mam jednak nadzieję, że tegoroczne święta bez Y. zaowocują najpiękniejszym letnim świętem w nadchodzącym roku. Mój list do Świętego Mikołaja ma w tym roku zupełnie inny charakter. …a byłam grzeczna w tym roku.


Kochani,
życzę Wam zdrowych, wesołych i rodzinnych świąt!



czwartek, 26 grudnia 2013

Świątecznie


Na „wesołych…” już za późno, ale zawsze z okazji jeszcze trwających Świąt Bożego Narodzenia mogę Wam po prostu życzyć wszystkiego co najlepsze. Jak czujecie się w ten ostatni świąteczny wieczór? Jak spędziliście ten czas? Jeśli o mnie chodzi – było bardzo rodzinnie, były prezenty – wszystkie trafione. Przy okazji znów udało się uniknąć uczucia przejedzenia – jutro do pracy, więc znacznie łatwiej będzie mi skakać do muzyki. Macie już plany na Sylwestra? Mnie w tym roku tak szczerze mówiąc nie za bardzo chce się dokądkolwiek wychodzić i jeśli zostanę w domu – nie będę narzekać, bo przecież i tak idealnie bawię się w pracy z klientkami. Jeśli dodam do tego bal piątego stycznia, na który zaprosił mnie Y., to naprawdę sądzę, że Sylwester może być spokojny.

P.S. Zdjęcia naciagane, bo z chwili, gdy szalał Ksawery. Śniegu na święta nie było ;)

piątek, 22 lutego 2013

Zimowo




Dopiero uczę się jeździć na łyżwach, ale zdecydowanie jestem nastawiona pozytywnie. Co prawda nie miałam większego problemu z równowagą, ale jeszcze nie czuję się zbyt stabilnie.

Łyżwy zakupiłam w tamtym roku pod koniec sezonu, ale zanim się obejrzałam, nadeszła wiosna. Swoją drogą jeśli się zastanawiacie, polecam przed zakupem łyżew sprawdzić czy lepiej Wam się jeździ w hokejówkach czy też w figurówkach. Kiedy pomyślałam o zakupie łyżew, chciałam mieć te śliczne, słodkie, najlepiej różowe albo wrzosowe uroczo wyprofilowane łyżwy do jazdy figurowej, a co! No bo niby w jaki sposób wykonywać skoki z „trupem” jeśli nie w takich? Jednak po sprawdzeniu obu modeli odwidziało mi się. Kiedy kupowałam swoje, według ekspedientki byłam drugą dziewczyną, która w ogóle wybrała łyżwy do hokeja (a przecież było już po sezonie). Zazwyczaj hokejówki uchodzą za trudniejsze do jazdy i przede wszystkim przeznaczone dla facetów. Jednak kiedy wypożyczyłam łyżwy figurowe przed moim zakupem, nie miałam w trakcie jazdy na nich żadnej zabawy: nie potrafiłam się rozpędzić i przeszkadzały mi ząbki z przodu. Doszłam do wniosku, że ze mnie i tak sportowiec tylko w wersji rekreacyjnej, zatem moja kariera łyżwiarki się nie zawali z powodu wybrania innego modelu. W tym roku nie miałam zbytniej okazji pojeździć, ponieważ dość dużo chorowałam i w sumie znów zebrałam się pod koniec zimy. Swoją drogą miałam jeździć z Y., ale trudno jest dla niego znaleźć odpowiednie łyżwy.  Domyślacie się natomiast pewnie, że samotnie to średnia zabawa - na lodowisku prawie same dzieci...

Większość z Was chyba nie przepada za zimą, prawda? Jeśli o mnie chodzi: odrywam się całkowicie od stereotypu narzekającego na pogodę i pory roku Polaka. Jest zima? Niech będzie! 

Jeździcie na łyżwach? Lubicie? Który model preferujecie?
P.S. To jedna z tych chwil, kiedy można mnie zobaczyć w spodniach. ;)


________________________________ 


 Baw się!

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku!


Podsumowanie w dniu 31. grudnia zdecydowanie się przyda. Na pierwszy rzut oka miałam wrażenie, że ten rok w zasadzie nie wniósł niczego nowego. Z jednej strony to dobrze, bo oznacza to, że nie było tragedii.

Po namyśle okazuje się, że tak naprawdę wydarzyło się wiele dobrego. Przede wszystkim wypełniłam chyba całą listę postanowień: więcej się uczyłam, co przyniosło efekt w postaci wyższego stypendium rektora, udało mi się schudnąć tyle ile chciałam. Nawet doszedł do skutku mały wyjazd – zazwyczaj mam z tym ogromny problem pod różnymi względami. Cały rok przepracowałam dla jednej firmy, co w dzisiejszych czasach, przynajmniej wśród moich znajomych, graniczy z cudem. Wróciłam też do swego rodzaju gimnastycznej formy, jednak to akurat mnie zbytnio nie zadowala. Tak, wielu się śmieje, jak potrafiąc szpagat można czuć się sztywną, ale ja mimo tego nie czuję się w formie. Niestety gimnastyka wymaga regularności, a przy moim obecnym trybie życia ciężko jest wyłuskać przynajmniej pół godziny. Czasem też lenistwo bierze górę i jednak zamiast się rozciągać sięgam po książkę (tak jak zrobię to za chwilkę). Jednak faktycznie udało mi się wiele poprawić w tej kwestii. 

Napisałam około 220 artykułów, co daje około 1800 stron tekstu w Wordzie, do których praw autorskich się zrzekłam (nie, nie wdałam się w koflikt z prawem - posiadam taki rodzaj umowy o dzieło). Jednak na pewno doświadczenia mi to nie zabierze. Poza tym rozpoczęłam pracę licencjacką, do której mam już przygotowane około dwadzieścia stron - tych wymagających najżmudniejszej pracy. Większość z moich znajomych chwali się jej rozpoczęciem na dwa tygodnie przed jej oddaniem, czyli w maju, co potem zamienia się w publiczne biadolenie na facebooku, jak im ciężko. Mam za sobą również pierwszą część praktyk i póki co moje odczucia są bardzo pozytywne. Jedyne co nie jest takie kolorowe to zdrowie, ale nie ma dramatu. No i mój Y. wciąż ze mną wytrzymuje.

Aktualne noworoczne postanowienia? Stworzą się może za dnia, bo obecnie jest raczej "późno" niż "wcześnie". Jaki był Wasz rok? Spędzacie sylwestrową noc w jakiś szczególny sposób? Sama chciałam zostać w domu, z Y., bez szału. Wyszło jednak tak, że razem z nim i moim bliźniakiem idziemy do starszego brata i jego narzeczonej. Jeszcze dwa lata temu pomysł dotyczący takiej rodzinnej "imprezy" byłby zwykłą utopią.


 Na koniec składam Wam najlepsze życzenia z okazji Nowego Roku. Niech będzie lepszy od poprzedniego! :)

czwartek, 27 grudnia 2012

O świętach


Jak czujecie się po świętach? Jeśli o mnie chodzi, to ani trochę nie byłam i nie jestem przejedzona. Zasadniczo w święta nie mam zwyczaju się objadać, ale przyznam: jest mi łatwiej, bo nie świętuję z babciami i starszymi ciociami. ;) Zdecydowanie powiedziałam „dość” po urodzinach przyjaciółki, które miały miejsce w sobotę. Nie miałam siły wstać i tradycyjnie już ubierać z nią choinki, bo tort malinowy i sałatka owocowa były tak pyszne, że zjadłam o jedną porcję za dużo.

W Wigilię Bożego Narodzenia miałam pracować, ale napisałam niewiele tekstu, bo cały czas przeszkadzał mi tegoroczny gość. Otóż w moim pokoju już pod koniec jesieni zadomowiła się biedronka i o ile czasem przyleci jedynie się przywitać, o tyle tego dnia zaprotestowała. Jak oszalała biegała po klawiaturze wchodząc nawet pod klawisze. Nie przemówiła ludzkim głosem, ale zrozumiałam, że mam lepić pierogi z mamą zamiast zajmować się pracą zarobkową.

Brak ostrości - nie chciała pozować
Sama kolacja nawet się udała. Nie było sztucznej atmosfery, rozmowa nawet jako tako trzymała poziom. Mama dała prawdziwy kulinarny popis. Kilkoro z Was pytało mnie o prezenty. Tak jak niektórzy raczej nie miałam w planach dzielić się opowieściami na temat tego, co otrzymałam, ale skoro pytacie:

Jak widzicie Święty Mikołaj zgubił u mnie swój but.
Chyba trudno było mu przecisnąć się przez komin Junkersa ;)

Dostałam czerwone botki, książkę pt. „Harry Potter i Czara Ognia”, mangę „Naruto” oraz śliczne kolczyki w kształcie ważek. Zazwyczaj było u mnie znacznie skromniej, ale w tym roku wyszło, jak dla mnie, zdecydowanie bardzo okazale. Poza tym oczywiście słodycze i pomarańcze. Prezenty niezwykle trafione, ponieważ czerwone botki nie dawały mi spokoju już od dawna. Książki o Harry’m uwielbiam, ale zawsze je od kogoś pożyczałam. Ostatnio na urodziny dostałam trzy pierwsze tomy, teraz doszedł czwarty. Manga to strzał w dziesiątkę – uwielbiam Naruto! Poza tym bardzo lubię biżuterię, a ważki są mi szczególnie bliskie. Ich motyw pojawia się także na moim pierścionku zaręczynowym. Teraz będą się też dobrze prezentowały na tle włosów.

Z notki wynika, że bardzo lubię owady… Nie, nie znoszę os, pszczół, żuków, chrabąszczy itp. Tak jakoś po prostu wyszło. Jeśli chodzi o resztę świąt, całe Boże Narodzenie spędziłam pracując. Miałam duży artykuł do napisania, zatem uciekłam do mojego narzeczonego, gdzie w spokoju i w blasku choinki, przy kawie i serniku mogłam pracować.

Prześliczna kartka od Justyny, która dotarła do mnie
równiutko w Wigilię Bożego Narodzenia

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!


Kochani, będzie krótko z racji tego, że jest godzina 3:00 nad ranem i zdałoby się pójść spać, aby za dnia dopełnić obowiązki świąteczne.

Mimo tak dziwnej dla większości pory, piszę teraz, bo nie wiem czy później znajdę czas. Życzę Wam zdrowych, spokojnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że wyrobicie się z lepieniem pierogów i pieczeniem makowca. Mnie dodatkowo czeka jeszcze napisanie artykułu na temat Japonii, ale zabiorę się za to jakoś po południu. Czy ktoś z Was także dzisiaj pracuje? Dajcie obowiązkowo znać jak tam Wasze święta, czy i jakie prezenty znaleźliście pod choinką. ;) Mieliście w ogóle jakieś specjalne życzenia? Jeśli o mnie chodzi, to raczej nie mam szczególnych wymagań. Nie wiem jak u Was, ale u mnie zapowiadają się białe święta. Chyba, że jednak do rana się ociepli i śnieg spłynie, bo temperatura oscyluje w granicach zera stopni.

Poniżej fotka z mikołajkowo-świątecznego wieczorku z dziewczynami. Jak zwykle było zabawnie i miło. Oby więcej takich spotkań.


Od lewej: Na., O., ja, Ni.

wtorek, 18 grudnia 2012

Choinkowe szaleństwo




Choinki jak co roku mnie prześladują. Zdążyłam już ubrać cztery, a przecież do świąt został jeszcze tydzień.

Oczywiście na pierwsze ubieranie załapałam się w przedszkolu, na drugie już w szkole podstawowej. Taaak, moje praktyki cały czas są podsycone magią świąt. Kolejne chaszcze przypadło mi do ubrania w domu – zasadniczo kiedy zbliżają się święta, mama zaczyna przestawiać się na tryb: „Ewcia, ubierz choinkę”. Oczywiście na jednej prośbie się nie kończy. W tym roku postanowiłam jej tego zaoszczędzić i zabrałam się za dekorowanie drzewka teraz, aby potem nie wyszukiwać tych paru godzin w terminarzu wręcz na siłę. Ostatnie (na dzień dzisiejszy, bo na pewno nie w przeciągu tego okresu świątecznego) drzewko bożonarodzeniowe przypadło mi ozdabiać u mojego chłopaka. Choinka miała zdobić jego mieszkanie po raz pierwszy odkąd mieszka sam, czyli od jakichś czterech lat. Tutaj rewelacji było co nie miara – totalna improwizacja: osiem bombek na krzyż, choinka pozbawiona trzeciej (górnej) części, na co zwróciliśmy uwagę dopiero w trakcie wkładania wiechcia do stojaka. Stojak tymczasem złamał się podczas umieszczania w nim sztucznego drzewa. Kiedy już udało się znaleźć zastępstwo (czytaj: pudło po dziwnym specyfiku włożone w torebkę świąteczną po zeszłorocznym prezencie) i choinka jako tako trzymała pion, Y. zasłonił nietypowy - czyli po prostu brakujący - czubek choinki gwiazdą, kiedy ja wieszałam lampki. Oczywiście jeszcze nie było z górki, bo światełka nagle zaniemogły - te zawieszone jako pierwsze, zatem drugie również trzeba było zdjąć. Przecież zastrajkować nie mogły przed ich zawieszeniem. Dzięki temu manifestacja była bardziej efektowna i spektakularna. Po sprawdzeniu wszystkich żaróweczek trzeba było stwierdzić, że niestety po prostu się zepsuły. Udało się jednak zorganizować inne lampki, pożyczyć niepotrzebne ozdóbki z maminego asortymentu, wykonać trochę własnoręcznych ozdób wyglądających jak płatki śniegu i… gotowe. Drzewko wygląda jakby nieco wciśnięte w kąt Igrekowego kąta, ale zapewniam – stoi o własnych siłach. Czwarte drzewko mnie nie pokonało. Tymczasem wiem, że czeka mnie przystrajanie jeszcze co najmniej jednego.

Muszę przyznać, że zasadniczo wcale nie lubię tego robić. Chyba, że mam wyjątkowo dobry humor, zostanę z drzewkiem sam na sam, za oknem sypie śnieg, w tle usłyszę "Last Christmas" i nikt nie będzie kazał sprzątać folii, kartonów i innych śmieci po łańcuchach, bombkach, choince... Jestem wymagająca w tej kwestii. :)

Po wielu próbach jakoś się udało

Lubicie ubierać choinki? Robicie to tradycyjne w dzień wigilijny czy też tak jak ja – znacznie wcześniej, aby nie zaprzątać sobie tym głowy w ostatniej chwili? Może macie jakieś zabawne anegdoty do opowiedzenia zwiazane z tym zwyczajem?